Chartwell LS6
- Kategoria: Kolumny i głośniki
- Tomasz Karasiński
[English version] Brytyjskie monitory zawsze cieszyły się wyjątkowym uznaniem w audiofilskim świecie. Dlaczego? Przede wszystkim, wielu producentów takich zestawów może pochwalić się bogatą i ciekawą historią, zahaczającą często o studia nagraniowe. Nawet dziś w katalogach takich firm, jak PMC czy ATC obowiązuje ostry podział na część konsumencką i profesjonalną. Oczywiście każda manufaktura mająca do czynienia ze sprzętem dla zawodowców lubi się tym chwalić na wszystkich odpustach, ale trzeba też uczciwie przyznać, że wiele brytyjskich firm ma do tego pełne prawo. Istną kuźnią talentów dla branży głośnikowej była jedna instytucja - British Broadcasting Corporation. Rzućcie to hasło w dusznym pokoju na wystawie sprzętu audio, a wąsaci fani Beatlesów i Pink Floydów zaczną się gorączkowo rozglądać dookoła w poszukiwaniu oldschoolowych, kanciastych skrzynek przyozdobionych zwykle wianuszkiem wkrętów trzymających przednią ściankę. Nie będzie im jednak chodziło o wygląd, ale o brzmienie. Kolumny opracowane oryginalnie dla BBC faktycznie mają w sobie coś, co nawet dziś trudno jest powtórzyć. Większość producentów kolumn dawno odeszła od tej szkoły budowania zestawów głośnikowych, ale na placu boju pozostało przynajmniej kilku zawodników, którzy pozostają wierni sprawdzonym wzorcom i starają się jak najbardziej zbliżyć do oryginału. Jednym z nich jest Graham Audio.
Zaraz, zaraz - powiecie. Dlaczego Graham Audio, skoro w tytule testu napisano wyraźnie Chartwell LS6? To akurat żadna tajemnica, bo obie marki mają tego samego właściciela. To mała, rodzinna firma mieszcząca się w Newton Abbot w hrabstwie Devon, która wyspecjalizowała się w produkcji monitorów na licencji BBC, a konkretnie modeli LS5/9 i LS5/8. Niektórzy mówią, że to zestawy zdecydowanie najbliższe tym, które podbijały serca audiofilów wiele lat temu. Choć są budowane z wykorzystaniem nowoczesnych podzespołów, technologia produkcji obudów pozostała taka sama, a i głośniki opracowano tak, aby były niemal identyczne z oryginalnymi. Kluczem do sukcesu ma być wysoka wierność - w tym przypadku nie tylko w rozumieniu hi-fi, ale też zgodności z pierwowzorem. Sama marka nie wzięła się znikąd. Projektowaniem kolumn Graham Audio zajmuje się Derek Hughes - syn Spencera Hughesa, założyciela firmy Spendor i jednego z członków zespołu, który tworzył oryginalne monitory BBC. Przetworniki wykonane według specyfikacji Grahama dostarcza z kolei firma Volt Loudspeakers, specjalizująca się w produkcji głośników z radialowymi membranami. Dodatkowo firma zapewnia, że wszystkie elementy kolumn budowane są tak, jak za starych, dobrych lat. Mają więc obudowy ze stosunkowo cienkimi ściankami skręcanymi z odpowiednią siłą tak, aby w pewnym stopniu "grały" wraz z membranami - zupełnie jak instrumenty muzyczne. Za wykonanie jednej pary kolumn odpowiada zawsze jedna osoba, od początku do końca. Po zakończeniu prac, zestawy są sprawdzane przez drugą osobę, tak dla pewności, a następnie porównywane z kompletem referencyjnym. Wszystko po to, aby mieć pewność, że każda para opuszczająca fabrykę będzie grała dokładnie tak, jak oryginał.
Co więc w tym wszystkim robi nazwa Chartwell? Jest to legendarna marka wykupiona przez Grahama, jednak nie po to, aby nagle zacząć produkować zwykłe, tandetne głośniki bez żadnej historii. Wręcz przeciwnie - pod marką Chartwell produkowane są słynne monitory LS3/5, które testowaliśmy w ubiegłym roku. Okazuje się jednak, że na tym nie koniec, bo później w katalogu pojawiły się nieco większe zestawy LS6. Jeśli mam być szczery, na ich widok delikatnie pociekła mi ślinka, bo LS3/5 są jednymi z tych kolumn, za którymi autentycznie tęsknię. Podczas testu słuchałem ich z ogromną przyjemnością, a później zetknąłem się z nimi kilka razy i tylko utwierdziłem się w przekonaniu, że to jedne z najlepszych produkowanych obecnie monitorów. Grają cudownie, naturalnie i czarująco, z obszerną przestrzenią i niespotykanym w tym przedziale cenowym zakresem średnich tonów. Mają tylko jedną wadę - są malutkie, w związku z czym o niskim basie i koncertowej dynamice możemy zapomnieć. Melomani zakochani w tym dźwięku chwytają się różnych metod aby do plusów tych pudełeczek dołożyć to, czego im brakuje. Ustawiają je blisko ściany, dokładają subwoofer aktywny i miesiącami szukają wzmacniacza, który nie zabije charakteru LS3/5, ale coś tam im jeszcze od siebie doda. Najprostszym rozwiązaniem byłoby kupno większych LS5/9, ale te z kolei są już naprawdę spore, a do tego kosztują prawie dwa razy więcej. Może więc ideałem byłyby takie LS3/5 z nieznacznie większym głośnikiem nisko-średniotonowym i adekwatnie powiększoną obudową? Kiedy zobaczyłem LS6, od razu pomyślałem, że to jest dokładnie taka historia. Zanim jednak postawię przedwczesną diagnozę, nowe Chartwelle przejdą taką samą procedurę testową, jak każde inne głośniki.
Wygląd i funkcjonalność
Na pierwszy rzut oka wydaje się, że LS6 to właśnie to, o czym marzyłem słuchając LS3/5. Tamte zestawy były autentycznie miniaturowe. Audiofile mówią, że to takie pudełka po butach z wkręconymi głośnikami i mają w tym sporo racji. Jednak mimo skromnych rozmiarów, brytyjskim pudełeczkom nie da się odmówić uroku. To samo można powiedzieć o LS6. Owszem, są trochę większe, ale jeśli nie macie porównania z LS3/5, pewnie i tak powiecie, że to bardzo małe kolumienki. W katalogu każdego producenta układającego swą ofertę w standardowy sposób, byłby to pierwszy lub ewentualnie drugi model od dołu pod względem wielkości skrzynek i przetworników. W pierwszej chwili pomyślałem, że gdy Chartwelle wylądują na używanych przez nas podstawkach Custom Design RS 202, będą ledwo wystawać poza ich górne blaty, ale nie - najwyraźniej wciąż miałem w pamięci LS3/5. Wychodzi więc na to, że LS6 są dużo większe, choćby nie wiem jak śmiesznie to zabrzmiało dla kogoś, kto po raz pierwszy zetknie się z opisywanym modelem. Co więcej, w odróżnieniu od kultowych maluchów, "szóstki" nie są kolumnami zamkniętymi. Z tyłu znalazł się tunel rezonansowy o całkiem sporej średnicy. Mamy więc nie tylko większe woofery i skrzynki, ale też zupełnie inny rodzaj ich strojenia, co na pewno przełoży się na ilość i charakter niskich tonów.
No właśnie, ale czy LS6 to faktycznie takie same monitory, tylko większe? Nie do końca. Już na pierwszy rzut oka widać, że nowy model jest zbudowany trochę inaczej. Niby mamy bardzo podobne skrzynki i przetworniki, z przodu znalazł się nawet hebelkowy przełącznik umożliwiający delikatną zmianę charakterystyki tonalnej dla każdej z kolumn, ale obudowy są skonstruowane inaczej, różni się także sposób montażu głośników, o tunelu bass-refleksu nie wspominając. W mniejszym modelu skrzynki były złożone ze stosunkowo wąskich deseczek z przykręcanym frontem i tyłem. Sekret takiej konstrukcji polega na tym, aby obudowa nie była idealnie sztywna, ciężka i odporna na wibracje, ale wręcz przeciwnie - poprzez jej strojenie i skręcenie z odpowiednią siłą uzyskuje się efekt podobny do tego, jaki daje pudło rezonansowe w gitarze. To oczywiście duże uproszczenie, ale można powiedzieć, że taka obudowa gra całą sobą, w kontrolowany sposób. Aby nie zabić tego efektu, producent oferuje dedykowane podstawki o ażurowej konstrukcji, dzięki którym taki "instrument" może faktycznie grać bez tłumienia całej magii. W modelu LS3/5 mieliśmy również woofer zamontowany od środka w taki sposób, że z zewnątrz widać było tylko jego membranę i zawieszenie, a nie cały kosz. Tak samo wyglądają zresztą głośniki niskotonowe w większych LS5/9 i LS5/8. Tymczasem w LS6 wszystko to wygląda trochę inaczej. Gdzie jest woofer bez widocznego kosza, gdzie się w ogóle podziały śruby mocujące przednią i tylną ściankę? Nie ma. Czy to oznacza, że producent postanowił wycofać się z tego pomysłu i chociaż w tym jednym modelu ułatwić sobie życie? A może po prostu chciał aby LS6 łączyły w sobie elementy tradycyjnych technologii oraz bardziej nowoczesne podejście do konstruowania i strojenia obudów? Skłaniałbym się ku tej drugiej wersji, bo z jednej strony mamy tu głośniki niemal przeniesione z LS3/5, z odpowiednio większym wooferem, a z drugiej - skrzynki, które już nie są pudełkami po butach, a do tego mają dmuchające do tyłu bass-refleksy. Producent twierdzi jednak, że LS6 są zbudowane tak samo, jak pozostałe modele na licencji BBC - z cienkimi ściankami i specjalnym tłumieniem umożliwiającym obudowom "granie". Czemu zatem nie wykonano ich dokładnie tak samo, jak LS3/5? Chyba tylko Derek Hughes zna odpowiedź na to pytanie.
Jak wyglądałyby testowane monitory gdybyśmy odcięli się od całej otoczki historycznej i pozostałych modeli z oferty Chartwella i Grahama? Powiedziałbym, że całkiem przyzwoicie, chociaż na jedenaście tysięcy za parę nie wyglądają. Podobny problem obserwujemy jednak w wielu brytyjskich zestawach. Nie ważne czy to Kudos, Epos, ProAc, Spendor czy może jakaś inna manufaktura celująca w audiofilską klasykę - prawie zawsze są to proste, kanciaste skrzynki z wkręconymi głośnikami i perfekcyjnie położoną okleiną. Generalnie wszystkie są podobne, ale ich wartość zależy przede wszystkim od gabarytów, zastosowanych przetworników i tego, co w tej całej zabawie najważniejsze - brzmienia. Nie będę się więc pastwił nad Chartwellami, bo to ta sama szkoła, a sam wielokrotnie miałem okazję się przekonać, że z takich teoretycznie prostych kolumn można wyczarować prawdziwie mistrzowski dźwięk. Audiofile też to wiedzą, bo tego typu konstrukcje zawsze miały swoich fanów. Podejrzewam również, że kupno takich zestawów jest znakomitą metodą na zakamuflowanie wydatków przed współmałżonkiem. Popatrz kochanie jakie głośniki udało mi się kupić w promocji... LS6 nie mają po prostu nic, co rzucałoby się w oczy, więc można rzucić dowolną kwotę. Ile zapłaciłeś za te kolumienki? A wiesz, niecałe dwa tysiące złotych. Przejdzie! No chyba, że w domu są inne osoby zainteresowane sprzętem audio.
Albo stolarze. Pod tym względem Chartwelle nie mają się czego wstydzić. Wprawdzie nie mamy tu ani zakrzywionych ścianek ani innych wymyślnych elementów, ale jeśli przyjrzycie się narożnikom i frezom pod głośniki, nie zobaczycie żadnych niedoróbek. A przy przednich ściankach "wpuszczonych" w obudowę mamy przecież sporo krawędzi, które można było spierniczyć. Sama jakość forniru też zasługuje na wiele ciepłych słów. Może więc LS6 nie wyglądają jak eksponat z muzeum sztuki nowoczesnej, ale są porządnie wykonane. Jestem przekonany, że wielu doświadczonych melomanów uśmiechnie się na ich widok, bo pod wieloma względami jest to po prostu kwintesencja audiofilskiej klasyki. Brytyjski, dwudrożny monitor zbudowany w iście koszerny sposób. Wracając do kwestii praktycznych, z tyłu oprócz tunelu rezonansowego znalazły się pojedyncze gniazda, które przyjmą dowolny rodzaj wtyków. Tuż pod nimi umieszczono tabliczkę znamionową z numerem seryjnym i podpisem pracownika, który wykonał daną parę. Z przodu mamy natomiast do dyspozycji zabawkę w postaci hebelka regulującego poziom pracy tweetera. Fabrycznie jest ustawiony na zero, ale możemy dodać sobie 1 lub 2 dB. To niewiele, ale czasami może zrobić różnicę. Kto nie chce, nie musi korzystać. Miłym dodatkiem są natomiast mocowane magnetycznie maskownice, idealnie wtapiające się w "ramkę" na przedniej ściance kolumn. Dzięki nim, LS6 są jednymi z niewielu zestawów, które z grillami prezentują się równie dobrze, jak bez nich. Najwyższy czas sprawdzić jak grają.
Brzmienie
Odsłuch tych monitorów od początku był dla mnie sporą zagadką. Gdyby LS6 były pierwszymi zestawami Chartwella lub Grahama, jakich miałbym okazję posłuchać w kontrolowanych warunkach, pewnie niczego specjalnego bym od nich nie wymagał. Jednak po teście LS3/5 oczekiwałem podobnego, niezwykle bezpośredniego i angażującego brzmienia zbudowanego na naturalnie ciepłej i wciągającej średnicy. Ale... Chciałem też aby większe Chartwelle dały mi również prawdziwy, odpowiednio niski bas i dynamikę, jakiej z mniejszych zestawów tej marki nie udało mi się wydobyć. Czy moje marzenia się spełniły? W zasadzie tak! Już pierwsze minuty odsłuchu LS6 dały mi odpowiedź na oba pytania. Z jednej strony, ich brzmienie jest bardzo podobne - czarujące, muzykalne, spójne i skrojone z typowym dla brytyjskich producentów poszanowaniem prawidłowych proporcji. Jeśli znacie brzmienie charakterystyczne dla monitorów BBC, od razu wyłapiecie tutaj elementy tej jedynej w swoim rodzaju stylistyki. Jeśli zaś chodzi o bas i dynamikę, LS6 to zupełnie inna półka w porównaniu z LS3/5. Złośliwi powiedzą, że to dlatego, że w większych zestawach niskie tony w ogóle są, ale dla mnie to coś więcej. Sam fakt, że nie musimy niczego wzmacniać ani sobie wyobrażać, czyni z LS6 kolumny wszechstronne, bardziej uniwersalne. Oczywiście jeśli komuś zależy tylko i wyłącznie na niskim basie, w tej cenie spokojnie kupi kolumny podłogowe lub nawet potężne monitory, które swym zasięgiem i uderzeniem pogonią Chartwellom kocura. Ale tutaj nie chodzi tylko o bas - chodzi o to, że jest on uzupełnieniem brzmienia, które pod wieloma względami można uznać za idealne. LS3/5 go nie miały, ale w zakresie średnich i wysokich tonów grały wręcz rewelacyjnie, a do tego miały fenomenalną przestrzeń. W zasadzie wystarczyło dorzucić do nich dobry, szybki subwoofer aby uzyskać całkowicie pełnopasmowy i na wskroś audiofilski dźwięk. Tymczasem brzmienia LS6 nie trzeba już w żaden sposób poprawiać. Poszerzone pasmo i większe możliwości w dziedzinie makrodynamiki czynią z nich zestawy na każdą okazję i do każdej muzyki.
W takim razie czy mamy przed sobą ideał brytyjskiego monitora? Niestety, tak daleko bym się nie posunął. LS6 są świetne, ale pamiętajmy o tym, że w katalogu Grahama są też większe konstrukcje dysponujące tak samo urzekającą barwą, ale nie mające kompleksów wobec dużych, pełnopasmowych podłogówek. LS6 to tak naprawdę próba oszukania rzeczywistości. Całkiem udana, ale jeśli myśleliście, że łącząc brzmieniową charyzmę LS3/5 z normalnym, odpowiednio głębokim basem i umiejętnością zbudowania w pokoju większej ściany dźwięku otrzymacie głośniki docelowe, będące absolutnym końcem audiofilskiej drogi, to nie - tak dobrze w życiu nie ma. Po pierwsze, charakter brzmienia opisywanych monitorów jest podobny, bo można tu usłyszeć podobne poszanowanie średnicy oraz ogólnej barwy dźwięku. Nie jest to jednak dokładnie ten sam poziom magii, z którym zetknąłem się testując mniejsze Chartwelle. W porządku, tamte monitory nie miały głębokiego basu, a tego średniego też chwilami było tyle, co kot napłakał. Do tego nie umiały grać głośno i męczyły się kiedy spróbowałem mocno dołożyć im do pieca. Ale podczas odsłuchu z normalnym poziomem głośności czarowały tak, że można było zapomnieć o całym świecie. Kiedy pojawiały się wokale, można było odlecieć. LS3/5 od razu znikały z pokoju odsłuchowego i zostawiały po sobie tylko ogromną, trójwymiarową przestrzeń wypełnioną powietrzem.
LS6 też to wszystko mają, ale... W nieco mniejszej ilości. Ich średnica jest naturalnie ciepła, bliska i nasycona, ale nie aż tak, jak w mniejszych Chartwellach. Przestrzeni również ciężko jest cokolwiek zarzucić. Jestem przekonany, że słuchając ich po raz pierwszy pokiwacie głową z zadowoleniem, ale jak dla mnie "szóstki" są mniej precyzyjne i nie aż tak spektakularne, jak ich mniejsze siostry. To samo można powiedzieć o mikrodynamice. Pewnie, w skali makro LS6 biją LS3/5 na głowę, ale w zakresie średnich tonów mniejsze głośniki grały trochę szybciej. Chwilami miało się wrażenie, że nic nie oddziela nas od muzyki. Tutaj brzmienie się wyrównało, doszły do niego niskie tony, a i wyższe fragmenty pasma są bardzo, bardzo ciekawe, ale wraz z tymi wszystkimi plusami, odparowało trochę magii. Na szczęście nie cała i nawet nie pół - w moim odczuciu tylko trochę. Muszę jednak o tym wspomnieć, bo być może nie tylko ja zakochałem się w brzmieniu LS3/5 i tak bardzo czekałem na głośniki, które będą grały tak samo, ale z odpowiednim uderzeniem w dole pasma. Czy się doczekałem? W zasadzie tak. Ale w przyrodzie nie ma cudów. Gdyby z tamtych monitorów można było w naturalny sposób wydobyć fajny bas, zespół inżynierów BBC zrobiłby to od razu, wiele lat temu. Derek Hughes podjął się tego zadania i jestem przekonany, że jego ojciec słuchając LS6 powiedział "no, no, szacunek synu - nie straciłeś tak wiele". Bo naprawdę się udało.
Moim zdaniem "szóstki" mają w sobie 80-85% czaru oryginalnych LS3/5, ale w zamian dają nam pełnopasmowe, naturalne brzmienie, do którego nie trzeba już nic dokładać. W większości normalnych pokoi mieszkalnych nie będziecie narzekać ani na bas, ani na makrodynamikę. A przecież te kwestie w LS3/5 są - co tu dużo mówić - tak słabe, że prawie nieistniejące. Dlatego, mimo mojej ogromnej słabości do ich brzmienia, nie mogłem nikomu polecić ich w ciemno. Bo są to zestawy tylko dla tych, którzy pokochają je ze wszystkimi plusami i minusami. I wiecie co? Właśnie tutaj LS6 nokautują LS3/5. Większe monitory Chartwella mogę z czystym sumieniem polecić każdemu, kto szuka audiofilskich monitorów grających niesamowicie przyjemnym i pełnym emocji dźwiękiem. Bo z jednej strony są to typowe, brytyjskie monitory, a z drugiej - zupełnie normalne zestawy, które mają bas, potrafią zagrać całkiem głośno i czują się dobrze w każdym gatunku muzycznym. Jasne, trzeba dobrać do nich odpowiedni wzmacniacz i popracować trochę nad ustawieniem, ale to żadna nowość - z każdymi kolumnami trzeba się trochę napracować. Co więcej, mam wrażenie, że naprawdę będę je często polecał, bo to po prostu fajne głośniki. Stuprocentowo audiofilskie i oryginalne, ale też stuprocentowo normalne. A to wyjątkowo rzadka kombinacja.
Budowa i parametry
Chartwell LS6 to dwudrożne monitory w obudowie wentylowanej. Jak podaje producent, sklejono ją z MDF-u i wytłumiono w sposób typowy dla monitorów BBC - za pomocą kawałków wełny mineralnej, które dodatkowo obszyto materiałem aby przy każdej ze ścianek znalazła się "poduszka" o dokładnie obliczonych wymiarach. Patent polega na tym, aby ścianki kolumn rezonowały w kontrolowany sposób. Dzięki temu konstrukcja jest optymalnie zgrana z zastosowanymi w niej głośnikami w pełnym zakresie częstotliwości. Wynikiem żmudnego procesu strojenia ma być dźwięk pokrywający się z naturalnym charakterem instrumentów czy barwą ludzkiego głosu. Obudowa ma pojemność 17 litrów i jest konstrukcją otwartą - port bass-refleksu został ulokowany na tylnej ściance. Umieszczono tam również pojedyncze terminale wystające wrost z obudowy, co ułatwia podłączenie kabli. Za niskie tony odpowiada polipropylenowa membrana o średnicy 165 mm. Najniższa częstotliwość rezonansowa kolumn wynosi 45 Hz przy spadku tylko 2 dB. Głośnik wysokotonowy to dobrze znana z modelu LS3/5 kopułka pierścieniowa z membraną mylarową o średnicy 19 mm. Zwrotnica LS6 została zbudowana z komponentów wysokiej jakości. Znajdziemy tu między innymi kondensatory firmy Jantzen Audio czy rezystory metalizowane. Przełącznik na froncie reguluje poziom pracy tweetera - użytkownik może jednym pstryknięciem dodać mu 1 lub 2 dB. LS6 charakteryzują się efektywnością 87 dB i 8-omową impedancją nominalną. Producent zaleca jednak stosowanie dość mocnych wzmacniaczy - od 50 do 150 W.
Konfiguracja
Marantz HD-DAC1, T+A MP 1000 E + PA 1000 E, NAD C368, Unison Research Triode 25, DIMD PP10 Stereo, Cardas Parsec, Solid Tech Radius Duo 3.
Werdykt
Czy LS6 to faktycznie większa wersja genialnych LS3/5, czy może zupełnie inna konstrukcja oferująca trochę inny charakter brzmienia? Szczerze mówiąc, nie potrafię udzielić jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. Na pewno oba modele więcej łączy, niż dzieli. W opisywanych monitorach znajdziemy sporo magii, którą dawały oryginalne monitory BBC, choć nie w tak dużej ilości. W zamian otrzymujemy jednak zdecydowanie większy i głębszy bas oraz zupełnie inną skalę brzmienia. Jest ono jak najbardziej normalne, prawidłowe i zbudowane z zachowaniem naturalnych proporcji. Moim zdaniem LS6 to po prostu inny wariant tego samego brzmienia. Może mniej czarujący, ale za to bardziej uniwersalny i zdecydowanie bliższy temu, co zwykliśmy nazywać neutralnością. Brytyjczycy musieli wsłuchać się w głosy klientów, którzy po pierwszym odsłuchu byli oczarowani brzmieniem malutkich monitorów, ale nie byli w stanie przełknąć niedoboru najniższych częstotliwości i oczywistych ograniczeń dynamicznych. Nie zapominajmy też o jednej, ważnej kwestii - opisywane monitory kosztują praktycznie tyle samo, co LS3/5. Byłem przekonany, że jeśli Chartwell stworzy takie głośniki, będą się one plasowały dokładnie pomiędzy LS3/5 a LS5/9. Powinny kosztować 14200 zł, a kosztują 11000 zł. Jeżeli więc dysponujecie taką kwotą na zakup audiofilskich monitorów, Brytyjczycy dają Wam do wyboru dwie opcje - LS3/5, które mają maksimum "tego czegoś" ale wyraźnie odstają od konkurencji w dziedzinie basu i dynamiki, albo LS6 grające naturalnie i równo, ale z mniejszą dawką tej jedynej w swoim rodzaju magii legendarnych konstrukcji BBC. To trudna decyzja, więc ja nie podejmuję się nikomu w tej kwestii doradzać. Polecam jednak wybrać się na odsłuch, bo Chartwelle naprawdę mają w sobie coś wyjątkowego. Coś, o czym już powoli zapominamy.
Dane techniczne
Rodzaj kolumn: podstawkowe, dwudrożne, wentylowane
Efektywność: 87 dB
Impedancja: 8 Ω
Pasmo przenoszenia: 45 Hz - 20 kHz
Zalecana moc wzmacniacza: 50 - 150 W
Wymiary (W/S/G): 37/24/26 cm
Masa: 9,5 kg (sztuka)
Cena: 11000 zł (para)
Sprzęt do testu dostarczył salon Audiopunkt.
Zdjęcia: Marcin Jaworski, StereoLife.
Równowaga tonalna
Dynamika
Rozdzielczość
Barwa dźwięku
Szybkość
Spójność
Muzykalność
Szerokość sceny stereo
Głębia sceny stereo
Jakość wykonania
Funkcjonalność
Cena
Nagroda
-
Długi
Powiem tak... Kupiłem ATL 311 HD za śmieszne pieniądze. I nie wiem czy nie przesadzę kiedy powiem iż zjadają te monitorki na śniadanie... Moje podłogówki mają szybki, pełny, głęboki i naturalny bas, plus średnicę która jest zapewne nie mniejsza niż w starszym modelu tych monitorów. 311 HD mają dziwne ale fenomenalne rozwiązanie wylotu powietrza, więc graja tez wylotem. Żeby tego było mało dźwięk jest zamknięty w obudowie (wysokie). Do tego spora moc która pozwala słuchać ich w dużych salonach. Chciałbym kiedyś porównać jak te dwie konstrukcje mają się do siebie. Moja za kilkaset zł, i ta za tysiące. Aczkolwiek najnowsza odsłona ATL o nazwie retro kosztuje od 1600 euro do 2800 w zależności od wykończenia. Moje mają prawie 30 lat, ale nie boją się konfrontacji. Pozdrawiam.
0 Lubię -
Michał
Czy ja dobrze rozumiem kolego, że nie słuchałeś tych kolumn i nie porównywałeś ich ze swoimi, ale i tak wiesz, że 30-letnie paczki kupione za kilkaset złotych są lepsze od Chartwelli za jedenaście tysięcy? Bo mają wylot i grają wylotem? No to jesteś mistrz i ekspert, nic tylko pogratulować szóstego zmysłu i intuicji. Zaoszczędziłeś też kupę grosza. Chętnie dowiem się jak to robisz, albo jak nabyć takie zdolności. Rozumiem że czytasz test, patrzysz na zdjęcia i długo wyobrażasz sobie jak to Twoje głośniki są lepsze od tych opisywanych. Czy może inaczej się to odbywa? Bardzo chciałbym wiedzieć.
7 Lubię -
Długi
Dobrze rozumiesz. Nie słuchałem ich ale recenzja jest na tyle wyczerpująca ze nietrudno jest wyobrazić sobie jak one grają. Czytaj uważnie to co napisałem wcześniej... Zapewne to nie są byle głośniczki, jednak uważam że własnie poprzez brak odpowiedniej podstawy basowej dużo tracą a grając najlepszą nawet średnicą nie powalają. Tyle mojego. To nie było zadzieranie nosa tylko szybkie podsumowanie czegoś co przeczytałem. Napisałem też wcześniej że własnie w tych leciwych jest naturalna średnica plus szybki zwarty naturalny bas, więc i tak uważam że te Chartwelle nie błysną. A to ze maja 30 lat nie znaczy że to stary Altus. Najnowsza ich odsłona jest droga ale tez i adekwatna do jakości.
1 Lubię -
Michał
W porządku, no to jednak wymiękam. Bo ani nie słuchałeś tych kolumn, ani nie przeczytałeś dokładnie testu, w którym wyraźnie napisano, że LS3/5 miały problemy z basem, a LS6 nie mają. Ja na przykład też ich nie słuchałem, ani jednych ani drugich. I dlatego nie komentuję jak one się mają do moich kolumn albo też innych, bo parę razy poszedłem, posłuchałem i mam takie zdanie, że w co drugim teście piszą totalne bzdury. Zresztą raz zupełnie przez przypadek posłuchałem kolumn, które według testerów miały być takie sobie, a są genialne, więc to działa w dwie strony. Ale nie posłuchać a potem pisać które są lepsze od których, to już mistrz, prawdziwy mistrz jesteś kolego...
5 Lubię -
Długi
Dobrze, wiadomo że każdy inaczej słyszy więc odczucia są subiektywne. Jednemu pasują innemu nie. Muzyki słucham od 30 lat, na różnego typu i rodzaju wynalazkach zwanych High-Endem. Oczywiście nie na takim za miliony, ale powiedzmy przyzwoitym, ale dopiero te małe ATL-ki pokazały co to znaczy słyszeć pełnię muzyki. Mało tego, słychać każdy detal tło i inne już przy najcichszym odtwarzaniu. Zauważ, że każdy ten niby sprzęt testowany jest na sporych poziomach głośności. I wtedy dopiero pokazuje co może. Ja jednak wolę cichutkie granie któremu nic już nie potrzeba, dlatego będę chwalił te konstrukcje Hansa Deutsha. Poczytaj jaka jest ich konstrukcja i jak ma rozwiązana zwrotnice akustyczną, bo ta elektryczna jest zwyczajna, zestrojona i tyle. Żadne Chartwelle z bass reflexem nie zagrają tak precyzyjnego basu żeby czuć się jak na koncercie pomimo iż ledwie je słychać. Sprawdź jak będziesz miał okazje a się przekonasz. I nie piszę tego tylko dlatego że ja takich słucham. Piszę bo to fenomenalne kolumny.
0 Lubię -
-
Długi
Miałem Epos ELS303, kompaktowe kolumny podłogowe i były bardzo muzykalne. Mam obecnie Monitor Audio RS6 - doskonałe kolumny. Mission, Wharfedale, Tannoy, B&W, KEF, Mordaunt Short, Castle, Dynaudio, Quad, Q Acoustics. Coś z tych może?
0 Lubię -
Jan M. B. Mufka
Nie doczytałem do końca konwersacji. Czego by tam kto nie gadał, to fizyki nie przeskoczy. Jeżeli głośnik niskotonowy nie ma wystarczającej średnicy, to zapomnijcie o słuchaniu transmisji koncertu organowego z Oliwy.
2 Lubię -
Dlugi
No właśnie kolego. To miałem na myśli, że na takich głośniczkach nie będzie takich dźwięków jak chociażby wspomniane organy z głębią dźwięku niskich rejestrów. Słusznie krótko i treściwie. Do tego są potrzebne inne kolumny a nie podstawkowe grajki. Pozdrawiam.
0 Lubię -
Trygław
Porównywać małe monitory do podłogówek - sweet:D Już nawet nie chcę pisać o tym, że nie słuchało się danego modelu, a się wie jak gra. Chyba mamy do czynienia z artystą, który słyszy przepływ elektronów w kablu zasilającym:D Długi, słuchałem małych monitorów ze sznytem BBC - Harbethów, Stirlingów, Chartwelli, Spendorów, ProAc, KEF i owszem mają one pewne niedostatki w basie, bo takie małe monitory musza je mieć i każda osoba, która je kupuje ma tego świadomość. Poza tym kupuje się je zazwyczaj do niewielkich pomieszczeń, a nie na odwrót gdzie w takich warunkach zbyt duża ilość basu jest niewskazana. Wracając do tego basu to nie jest tak, że go w ogóle w nich nie ma, jest i to często taki, że przy swoich ograniczeniach zawstydza niektóre podłogówki. Ja wolę bardziej wyrównane pasmo i kulturalnie grające monitory, niż podłogówki z przesadzonym basem. Co do małych zestawów głośnikowych to proponuje posłuchać jeszcze naszych polskich RLS Callisto lub Studio 16 Hertz Canto Grand. to jest taki kop w ryj dla kilku drogich audiofilskich konstrukcji:)
3 Lubię
Komentarze (10)