Bannery górne wyróżnione

Bannery górne

A+ A A-

Slash Featuring Myles Kennedy & The Conspirators - Living The Dream

  • Kategoria: Rock
  • Paweł Kłodnicki

Slash Featuring Myles Kennedy & The Conspirators - Living The Dream

Wydawałoby się, że w ostatnich latach Slash jest zajęty przede wszystkim odcinaniem kuponów od popularności reaktywowanego Guns N' Roses. Tymczasem kilka przerw w trasach koncertowych macierzystej grupy wystarczyło, by Saul Hudson znalazł czas na nagranie kolejnego albumu. Albumu dokładnie takiego samego, jak większość jego poprzednich - przydługiego, nudnego i pozbawionego pomysłów, z pojedynczymi przebłyskami czegoś w miarę dobrego. Przyznaję bez bicia, że nie jestem miłośnikiem Slasha. Kiedyś, gdy Gunsi byli jednym z niewielu dobrze znanych mi zespołów, jego gra wydawała mi się aż nader interesująca. Jednak z czasem, wgłębiając się nie tylko w pełne spektrum jego twórczości, ale też całą scenę hardrockową, zacząłem dostrzegać, że tak naprawdę jest muzykiem co najwyżej przeciętnym. Od czasu "Appetite For Destruction" i niektórych kawałków z obu części "Use Your Illusion" (a od tamtego czasu minęło ponad 25 lat) nie stworzył niczego ciekawego, jednocześnie coraz głębiej zapuszczając się w hardrockową sztampę. Od biedy wyróżnić można jeszcze Velvet Revolver, choć głównym atutem tego zespołu nie był gitarzysta, lecz charyzmatyczny Scott Weiland, znany głównie ze Stone Temple Pilots.

Trys Saulės - ***

  • Kategoria: Rock
  • Paweł Kłodnicki

Trys Saulės - ***

Pod dziwną nazwą zespołu ("Trys Saulės" to po litewsku "Trzy Słońca") i jeszcze dziwniejszym tytułem kryje się już nie tak dziwna muzyka. To w gruncie rzeczy zwyczajny post-rock, trzymający się bardzo blisko korzeni stylu, czyli krautrocka. Właściwie niemal cały album oparty jest na skrzeczących gitarach, elektronicznych dźwiękach i mechanicznym rytmie perkusji, mających wytworzyć specyficzny klimat i wręcz otumanić słuchacza. Niestety, "***" popełnia ten sam błąd, co setki innych wydawnictw, czerpiących z zamierzchłych, najbardziej twórczych odmian rocka - ani nie wnosi do tych inspiracji nic nowego, ani nie potrafi w pełni wykorzystać gotowego wzorca, przez co dużo tu wtórności i nieodstępującego wrażenia "Kurczę, gdzieś tam kryje się sporo o wiele lepszej muzyki w tym klimacie".

Light Coorporation - Rare Dialect

  • Kategoria: Jazz
  • Paweł Kłodnicki

Light Coorporation - Rare Dialect

Tym razem nie będę się rozpisywał na temat moich zachwytów nad polską sceną muzyczną i przejdę do rzeczy - "Rare Dialect" to kolejny z wybitnych polskich albumów nagranych na przestrzeni ostatniej dekady. Udany pod każdym względem, niesamowicie wciągający, przynoszący chlubę Polakom nie tylko w kraju, ale i za granicą. W przeciwieństwie do dzieł innych polskich zespołów, które do tej pory recenzowałem, debiut Light Coorporation ukazał się nieco wcześniej (w 2011 roku) i nakładem innej wytwórni (w dodatku angielskiej, Recommended Records, ale spokojnie - nie będzie żadnego pseudo-patriotycznego bełkotu w stylu "tylko polskie wydawnictwa"). Powód, dla którego tym razem sięgnąłem aż tyle lat wstecz, jest bardzo prosty - o ile tamte kapele pełnię swoich możliwości pokazały dopiero po jakimś czasie, tak w przypadku Light Coorporation debiut jest jedną z najlepszych rzeczy, jakie dotychczas nagrał. Co nie znaczy, że kolejne jego albumy są słabe, przeciwnie, wszystkie trzymają bardzo wysoki poziom. W dodatku, mimo licznych zmian personalnych, grupie udało się wykształcić i zachować własne, spójne brzmienie. To zapewne jest zasługą jej lidera, Mariusza Sobańskiego, kompozytora i producenta związanego z awangardą jazzową, a także świetnego gitarzysty (choć dość skromnego, w pozytywnym znaczeniu).

Ostatnie komentarze

  • dello

    Dzięki za podsuniecie świetnej muzy, nawet nie wiedziałem ze ona istnieje.
    0
Zobacz inne komentarze

Paul McCartney - Egypt Station

  • Kategoria: Rock
  • Paweł Kłodnicki

Paul McCartney - Egypt Station

Recenzje, przynajmniej niektóre, dobrze jest zaczynać jakimś wstępem dotyczącym opisywanego artysty. W tym przypadku wydaje się to bardziej niż zbędne. Można kompletnie nie interesować się muzyką, ale nie sposób nie wiedzieć, kim jest Paul McCartney, do jakiego zespołu należał, jak wiele dokonał i dlaczego właśnie on jest najbogatszym muzykiem na świecie. Pewne fakty, nazwiska i nazwy wnikają po prostu wnikają do popkultury zbyt mocno. Podobnie jest w przypadku "Gwiezdnych Wojen" - nawet ktoś, kto nie oglądał ani jednego filmu, zapewne byłby w stanie wymienić kilka ikonicznych postaci. W stosunku do muzyków o takim statusie nietrudno popaść w nieuzasadniony bezkrytycyzm. Sam tego doświadczyłem w przypadku McCartneya, gdy zorientowałem się, jak wiele muzyki nagrał po rozpadzie Beatlesów, a wrodzona ciekawość nie pozwoli mi tego wszystkiego nie sprawdzić. Przez pewien czas odrzucałem od siebie myśl, że ktoś taki jest w stanie napisać złą piosenkę. Jednak konsekwentne słuchanie kolejnych jego albumów uświadomiło mi, że jego kariera solowa miała równie dużo wzlotów, co i (a może nawet więcej) upadków, a pewna doza czołobitności stopniowo przeradzała się w coraz większe rozczarowanie. Jakkolwiek malkontencko, i być może dla niektórych obrazoburczo - dyskografia McCartneya jest zdecydowanie zbyt obszerna (dla uproszczenia wliczam tu też albumy grupy Wings, której McCartney był niekwestionowanym liderem).

Merkabah - Million Miles

  • Kategoria: Metal
  • Paweł Kłodnicki

Merkabah - Million Miles

Polscy słuchacze ambitnej muzyki są winni ogromne podziękowania wytwórni Instant Classic, specjalizującej się w promowaniu rodzimego muzycznego podziemia. Pod jej skrzydłami albumy wydają takie zespoły, jak Lonker See, Saagara, Alameda, Lotto czy Merkabah. Bohaterem dzisiejszej recenzji jest ostatni z wymienionych, a konkretnie jego najlepsze dzieło, wydane pod koniec zeszłego roku. Merkabah jest jednocześnie chyba najbardziej "odjechanym" z podopiecznych Instant Classic. Jego muzykę można określić jako połączenie free jazzu i metalu w bardzo awangardowym wydaniu. Z pewnością adekwatne są skojarzenia z wczesnym King Crimson, którym "Million Miles" było ewidentnie inspirowane, jednak całość brzmi bardzo nowocześnie, na modłę XXI wieku i przy tym nad wyraz ciężko. Bębny walą bezlitośnie, saksofon manewruje między zadziorną, lecz poukładaną grą a free-jazzowym, atonalnym wyciem, a bas brzmi ostro jak żyleta. Najlżej prezentuje się gitara grająca albo przesterowane motywy na pograniczu riffów, albo delikatne partie o nieco bluesowym zabarwieniu. Z pewnością nie jest to łatwa muzyka i przy pierwszym odsłuchu może się wydawać aż nadto chaotyczna. Tak było w moim przypadku i dopiero przy kolejnych podejściach zaczęła mi się naprawdę podobać, choć jej niewątpliwe zalety, ale też i wady, da się usłyszeć od razu.

Yellow Horse - Lost Trail

  • Kategoria: Inne
  • Karol Otkała

Yellow Horse - Lost Trail

Gdy słucham takich płyt, jak "Lost Trail", zastanawiam się po co ludzie nagrywają coś takiego. Przecież taka muzyka nie przyniesie sławy. Nie przyniesie pieniędzy. Nie da też szansy na zaistnienie w mediach, bo takiej muzyki nie puszcza się w radiu. I tak za każdym razem zadaję sobie te pytania, chociaż doskonale znam na nie odpowiedź. "Lost Trail" i jemu podobne albumy powstają po to aby poprawić humor kilku setkom, może tysiącom osób, które płyną gdzieś poza głównym nurtem i oczekują dźwięków bardziej ambitnych niż potworki promowane w mediach. Yellow Horse dostarcza słuchaczom materiał, który powinien bez większych problemów zaspokoić nawet te większe apetyty.

Black Tusk - T.C.B.T.

  • Kategoria: Metal
  • Karol Otkała

Black Tusk - T.C.B.T.

Trio, a właściwie kwartet z Savannah nigdy nie powalał finezją ani oryginalnością. Zespół z całej stonerowej świty wyróżniało najbardziej inwazyjne i potężne brzmienie oraz ciężar, którego apogeum przypadło na drugi album w dyskografii - "Taste The Sin". Roszada w składzie spowodowana tragiczną śmiercią basisty nie spowodowała radykalnej zmiany brzmienia. Zmianę tę czuć zdecydowanie bardziej na najnowszym wydawnictwie, przed nagraniem którego do składu dołączył drugi gitarzysta. "T.C.B.T." przynosi odświeżenie zespołowej formuły oraz parę nowych rozwiązań. Problem w tym, że zasadność tych zmian może i jest słuszna, ale sama forma już niekoniecznie.

Alameda Duo - The Luminous Guitar Craft of Alameda Duo

  • Kategoria: Inne
  • Paweł Kłodnicki

Alameda Duo - The Luminous Guitar Craft of Alameda Duo

Alameda to z pewnością jeden z najciekawszych polskich projektów muzycznych ostatnich lat. A także jeden z bardziej wszechstronnych. Na każdym ze swoich dotychczasowych albumów grał nieco inną muzykę, głównie ze względu na wciąż zmieniającą się konfigurację personalną. Stąd różne numery przy nazwie grupy na poszczególnych wydawnictwach - jest to wskazówka odnośnie liczby muzyków grających na danym albumie, na przykład Alameda 5 oznacza, że było ich pięciu. Recenzja ostatniego albumu "Czarna Woda" pojawiła się już na naszej stronie, jednak rok wcześniej zespół nagrał równie interesujący materiał. Co ciekawe, jest on sygnowany nazwą Alameda Duo, co sugeruje, że pracowały nad nim tylko dwie osoby. Są to Jakub Ziołek i Mikołaj Zieliński - liderzy zespołu, którzy grali na wszystkich jego albumach. Rzecz jasna, w dwójkę trudno jest osiągnąć niewymuszenie bogate, przytłaczające brzmienie, znane z poprzedzającego ten album "Ducha Tornada" (szyld Alameda 5 mówi sam za siebie). Na szczęście, muzycy nie próbowali tego robić. W zamian otrzymaliśmy połączenie brzmień akustycznych i delikatnej elektroniki, sporo czerpiące z muzyki starogreckiej i amerykańskiego prymitywizmu.

Alice In Chains - Rainier Fog

  • Kategoria: Rock
  • Paweł Kłodnicki

Alice In Chains - Rainier Fog

"To jest płyta, jakiej do tej pory nie nagraliśmy" - opisywał "Rainier Fog" Jerry Cantrell. I faktycznie, niestety jest w tym trochę prawdy. Niestety, bo Alice In Chains wyraźnie nie wiedział, jak odświeżyć swój styl. Zbytnie kombinowanie w ich przypadku po prostu nie mogło skończyć się dobrze. Szósty krążek grupy to przegląd różnych wcieleń, jakie pokazała ona w swojej dotychczasowej karierze, z próbą wzbogacenia ich o pewne smaczki. Podobnie jak w "The Devil Put Dinosaurs Here", zespół próbuje znaleźć złoty środek między wczesną twórczością, a "Black Gives Way To Blue". Z pewnością wyszło trochę sprawniej niż w przypadku poprzednika, którego nieprzemyślana eklektyczność czyniła go nieco ociężałym, a przy tym też przydługim. Ten ostatni kłopot nie jest już tak dokuczliwy na "Rainier Fog", krótszym o ponad 10 minut.

Ostatnie komentarze

  • Mariusz

    Przeczytałem i muszę stwierdzić, że masz pojęcie o czym piszesz. "Drone" - potomek "Your Decision". Chwalisz "posępny" riff w miałkim i męczącym "Rainier Fog" - dziesiątymi popłuczynami motoryki "Dam That River". Tunelowość brzmienia dodatkowo dobija ten wypełniacz. "Fly" cierpi na rozlazłość Cantre...
    0
Zobacz inne komentarze

Monarch - Two Isles

  • Kategoria: Rock
  • Paweł Kłodnicki

Monarch - Two Isles

Nie jest łatwo dziś, w dobie tysięcy działających równocześnie portali muzycznych i nachalnego mainstreamu, poznawać nowe zespoły, o ile nie zdobędą one odpowiedniej popularności. Jeszcze trudniej jest znaleźć pośród nich te naprawdę godne uwagi. Dlatego tym większą radość daje odkrycie takiej grupy, czy to przypadkiem, czy za sprawą ciekawych stron muzycznych, tak jak w tym przypadku. Monarch to kolejny z niezliczonych przedstawicieli retro rocka, tym razem jednak pochodzący nie ze Skandynawii (trzeba jednak wspomnieć, że sam album został wydany przez duńską wytwórnię) a wprost ze Stanów Zjednoczonych. Mało tego, grupa wywodzi się z Kalifornii, co w połączeniu z wymowną okładką i retro-rockowymi aspiracjami daje jasną sugestię, jaką muzykę usłyszymy. Właśnie tak - rock psychodeliczny o nieco hipisowskim, folkowym zabarwieniu. Jednak inspiracje muzyków sięgają też nieco innych korzeni, bowiem gra trzech gitarzystów, których tu usłyszymy, wywołuje silne skojarzenia z The Allman Brothers Band czy Wishbone Ash.

Ostatnie komentarze

  • 1piotr13

    O tak ;) To jest właśnie muzyka która wciąga. Taki powrót do korzeni wydaje się być naturalnym i pożądanym przez wielu słuchaczy kierunkiem w muzyce. Napisałem ''pożądanym'', bowiem przy obecnym trendzie ku jakiemu podąża muzyka, bardzo rzadko można znaleźć coś naprawdę wartościowego, wszyscy naokoł...
    0
Zobacz inne komentarze

Nowe testy

Poprzedni Następny
Lyngdorf TDAI-3400

Lyngdorf TDAI-3400

Peter Lyngdorf to jedna z ważnych postaci w świecie sprzętu audio, szczególnie jeśli chodzi o wzmacniacze nazywane potocznie cyfrowymi. Z talentem duńskiego konstruktora mogli się niegdyś zetknąć posiadacze sprzętu takich...

Dynaudio Music 7

Dynaudio Music 7

Dynaudio to jedna z najbardziej audiofilskich i darzonych największym szacunkiem firm specjalizujących się w produkcji głośników i szeroko pojętych zestawów głośnikowych. Duńska manufaktura od dawna wykonuje wszystkie komponenty potrzebne do...

Naim Muso Qb

Naim Muso Qb

Naim to jedna z najciekawszych firm zajmujących się produkcją sprzętu audio. Doświadczeni melomani kojarzą ją z przede wszystkim z ascetycznymi klockami i wieloma dziwnymi rozwiązaniami zmuszającymi użytkowników do budowania całego...

Komentarze

kk
Wie ktoś może jak to zagra z kolumnami Sonus Faber Principia?
Jack
Są tańsze modele Denona. Każdy może coś wybrać.
Janusz
Kolego Adrian, ciekawe na jakiej podstawie piszesz swoją opinię, ponieważ te słuchawki są przewodowe.
Paweł
Dzień dobry, zastanawiam się na zakupem produktu Vifa Stockholm/Stockholm 2.0. Sounbar miałby zostać podłączony bezpośrednio do nowego TV, który posiada wyjścia...

Bannery boczne

Partnerzy StereoLife

The Rockferry
Blog Zuzanny Janickiej o muzyce i wszystkim, co z nią związane. Nowości, płyty, wydarzenia, zestawienia, wywiady... Prawdziwa kopalnia wiedzy o muzyce.
Rock'n'Roll Will Never Die!
Tytuł mówi w zasadzie wszystko. Blog prowadzony przez naszego specjalistę od szeroko pojętej muzyki rockowej - Pawła Pałasza. Mamy nadzieję, że nie zginie nigdy!
Sidemainstream
Muzyczny blog Jędrzeja Dobosza. Jak twierdzi sam autor, nieważne czy podąża się autostradą głównego nurtu, czy też pobocznymi, alternatywnymi dróżkami - ważne, aby muzyka była dobra.
Music On The Head
Muzyczny blog naszego redakcyjnego kolegi, Jarka Święcickiego. O płytach, sprzęcie i ciekawostkach z życia audiofila.
Rolowy Świat Muzyki
Blog prowadzącego nasz dział muzyczny Karola Otkały, w skrócie Rola. Mnóstwo dobrej muzyki i nie zawsze poprawnych politycznie komentarzy.

Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych klikając tutaj.