FiiO FT7
- Kategoria: Słuchawki i wzmacniacze słuchawkowe
- Tomasz Karasiński

Niektóre firmy wchodzą do świata hi-fi frontowymi drzwiami, budując swoją legendę przez dekady wokół kilku wysokiej klasy wzmacniaczy, kolumn albo gramofonów, a potem ostrożnie poszerzając katalog o kolejne segmenty. Inne zaczynają od przenośnych wzmacniaczy, odtwarzaczy, przetworników, dokanałówek, małych urządzeń biurkowych i akcesoriów, a dopiero po latach dochodzą do wniosku, że skoro zbudowały już techniczne zaplecze, doświadczenie produkcyjne i zaufanie użytkowników, mogą spróbować sił w czymś znacznie trudniejszym. FiiO należy do tej drugiej grupy. Marka założona w 2007 roku w Kantonie przez długi czas była kojarzona przede wszystkim z urządzeniami przenośnymi i biurkowymi, które pozornie wydawały się ze sobą niepowiązane, ale miały jedną wspólną cechę - charakteryzowały się wyjątkowo korzystną relacją jakości do ceny. Nie zawsze były najpiękniejsze, nie zawsze najbardziej luksusowe, ale zwykle dawały użytkownikowi poczucie, że za naprawdę niewielkie pieniądze dostał coś przemyślanego, nowoczesnego i kompletnego. W ostatnich latach FiiO zaczęło jednak coraz śmielej wychodzić poza tę bezpieczną strefę. Oferta rozrosła się do rozmiarów, które jeszcze dekadę temu trudno byłoby sobie wyobrazić. Odtwarzacze przenośne, streamery, przetworniki, wzmacniacze słuchawkowe, dokanałówki, słuchawki Bluetooth, kable, a wreszcie pełnowymiarowe modele wokółuszne. W tym ostatnim segmencie chiński producent nie miał oczywiście takiego bagażu historii jak Sennheiser, Beyerdynamic, Audeze czy HiFiMAN, ale miał coś innego - świeżość, zaplecze produkcyjne i gotowość do agresywnej gry cenowej. Modele FT1, FT3 i FT5 pokazały, że FiiO traktuje ten temat poważnie, ale dopiero FT7 można uznać za prawdziwy sprawdzian dojrzałości. To nie jest kolejny "rozsądny" model - to obecny flagowiec pełnowymiarowych słuchawek FiiO - otwarty model planarny z autorskimi przetwornikami, drewnianymi grillami, bogatym wyposażeniem i ceną, która stawia go w samym środku jednego z najciekawszych, ale też najbardziej bezlitosnych segmentów rynku.
























