Audiolab D9
- Kategoria: Przetworniki i streamery
- Tomasz Karasiński

Audiolab jest i dla wielu miłośników sprzętu stereo chyba już zawsze będzie specjalistą od wzmacniaczy. Jest to zrozumiałe nie tylko przez wzgląd na historię marki, ale także jej dzisiejszy katalog, w którym pierwszoplanową rolę grają integry, wzmacniacze sieciowe, przedwzmacniacze i końcówki mocy. Sęk w tym, że brytyjska marka raz po raz poszerzała swoją ofertę, proponując nam na przykład odtwarzacze płyt kompaktowych, kieszonkowe przetworniki lub wysokiej klasy streamery. Jak to bywa z eksperymentami, jedne okazały się udane, inne dość szybko zakończono. Gdybyśmy jednak mieli wskazać dziedzinę, w której Audiolabowi naprawdę się powiodło i która udowodniła, że firma może poradzić sobie w innym segmencie, a nawet stanąć na czele peletonu, byłyby to przetworniki. W ostatnich latach coś ewidentnie przycichło. Audiolab dostarczał nam kolejne wzmacniacze, pokazał serie 7000 i 9000, wprowadził pierwszy pełnowymiarowy odtwarzacz strumieniowy, a DAC-ów nadal nie było. W ubiegłym roku, kiedy już część fanów marki przestała się łudzić, że ten moment kiedykolwiek nastąpi, firma zaprezentowała dwa nowe modele - D7 i D9. Zdjęcia, parametry, wyposażenie, specyfikacje, a nawet ceny - wszystko się zgadzało. Było dokładnie tak, jak moglibyśmy sobie wymarzyć. Dwa nowoczesne urządzenia zostały zaprojektowane zarówno z myślą o użytkownikach desktopowych, jak i miłośnikach klasycznych systemów hi-fi, a jednocześnie przejmują rolę duchowych spadkobierców niezwykle uznanej serii M-DAC, która zdobyła serca audiofilów na całym świecie. Czy brytyjska manufaktura faktycznie dała nam to, czego od dawna brakowało w jej katalogu? Czy D7 i D9 wytrzymają starcie z innymi przetwornikami, których w tym przedziale cenowym nie brakuje? Postanowiłem to sprawdzić, biorąc do testu droższy model - D9.

























Czytelnik