Bannery górne wyróżnione

Bannery górne

A+ A A-

JBL Everest Elite 750NC

JBL Everest Elite 750NC

Dla audiofilów z mojego pokolenia, JBL to przede wszystkim jeden z największych na świecie producentów głośników. Domowych, kinowych, samochodowych, profesjonalnych, instalacyjnych i bezprzewodowych. Charakterystyczne logo z wykrzyknikiem automatycznie kojarzy mi się z potężnym, koncertowym brzmieniem i nie ma w tym nic dziwnego, bo wielokrotnie widziałem je na głośnikach wykorzystywanych w salach koncertowych i kinowych, a także na różnego rodzaju imprezach. Co ciekawe, historia marki JBL nie składała się z samych sukcesów i nabrała prawdziwego rozpędu dopiero po tragicznej śmierci jej założyciela. Dziś to jednak amerykański sen pełną gębą. JBL jest głośnikowym gigantem, z którym pod względem skali działalności mogłyby rywalizować tylko niektóre firmy, i to gdyby zdecydowały się połączyć swe siły. Firma dostarcza praktycznie wszystko, od budżetowych głośników bezprzewodowych po hi-endowe kolumny warte setki tysięcy złotych. Co najmniej od kilku lat, JBL ze szczególną pasją opanowuje jednak rynek tańszych zestawów głośnikowych, jednoczęściowych systemów stereo, soundbarów, głośników sieciowych i słuchawek. To zresztą nie przypadek, bo właśnie w tych sektorach dzieje się najwięcej. Zupełnie jakby szefowie firmy, widząc gwałtowny boom na tego typu produkty, przestawili wajchę w fabryce i przerzucili prawie wszystkie dostępne zasoby z miejsca na miejsce. Była to bardzo dobra decyzja, bo wysokiej klasy kolumny Amerykanie zawsze potrafili wytwarzać i nic nie wskazuje na to, by mieli się z tej działki wycofać. Jeśli zaś chodzi o słuchawki czy głośniki bezprzewodowe, w ciągu zaledwie kilku lat JBL wyrósł na jednego z niezaprzeczalnych liderów w tych dziedzinach, wciągając rynek jak wielki odkurzacz.

Jeśli chodzi o słuchawki, JBL wcale nie rywalizuje z producentami najbardziej ekskluzywnych, hi-endowych modeli. Myślę, że dla tak dużej firmy byłoby to marginalne zjawisko w sensie wolumenu sprzedaży, a projektowanie i wprowadzanie na rynek ekstremalnie drogich nauszników tylko po to, aby udowodnić swą technologiczną wyższość nad innymi firmami też mija się z celem. Amerykanie muszą być przyzwyczajeni do liczenia dostaw w tysiącach, a nie dziesiątkach egzemplarzy. Inwestycja w hi-endowe modele, choć możliwa, musi im się w tym momencie wydawać całkowicie bezsensowna. Inna sprawa, że w ramach tego samego koncernu funkcjonuje też marka AKG i jeśli projektanci i inżynierowie naprawdę chcą się wykazać, to właśnie tam mogą realizować swe ambicje. JBL uderza raczej w rynek, który kiedyś był okupowany przez takie potęgi, jak Sony, Philips czy Panasonic. Dziś czasy się zmieniły, a posiadacze całkiem wypasionych smartfonów nie chcą już kupować tandetnych słuchawek, w których oprócz cienkiego kabla z mikrofonem nie ma dosłownie nic, żadnego wyposażenia, nie mówiąc już o komforcie użytkowania. Dlatego amerykańska firma zaprezentowała niedawno nową odsłonę swojej flagowej serii Everest. Linia obejmuje teraz cztery modele - dokanałowe 110-tki, nauszne 310-tki, większe 710-tki oraz opisywany dziś model - największe, wokółuszne słuchawki, które otrzymały nazwę Everest Elite 750NC.

JBL Everest Elite 750NC

Wygląd i funkcjonalność

Znawcom tematu ten symbol mówi już naprawdę sporo. Opisywany model nie tylko zajmuje szczytową pozycję w tej serii, ale też jako jedyny został wyposażony w system aktywnej redukcji szumów. Wszystkie słuchawki z rodziny Everest są bezprzewodowe i wszystkie mają na pokładzie trochę nowoczesnej technologii, ale Everest Elite 750NC nie dość, że są najbardziej wypasione, to dodatkowo kosztują tylko dwieście złotych więcej, niż 710-tki. Wybierając produkty do kolejnych testów, nie musiałem długo się zastanawiać i myślę, że klienci stojący przed takim wyborem też nie będą mieli wielkich rozterek. Nawet jeśli ktoś uważa, że technologia ANC do niczego mu się nie przyda, za taką kwotę można już zrobić sobie tę przyjemność, a przy okazji cieszyć się z posiadania nie drugiego, nie trzeciego, tylko pierwszego, najlepszego modelu JBL-a z serii Everest. Jak zapewnia producent, testowane słuchawki zaprojektowano z myślą, by zapewnić użytkownikowi maksimum udogodnień. Wbudowany akumulator pozwala na 15 godzin pracy na jednym ładowaniu z włączoną funkcją ANC lub 20 godzin pracy bez redukcji szumów. Dodatkowo, słuchawki mają mikrofon z funkcją redukcji echa, aby nasi rozmówcy słyszeli nas głośno i wyraźnie. Najlepszym dodatkiem jest jednak aplikacja My JBL Headphones z funkcją autokalibracji TruNote bazującej na tym, w jaki sposób dźwięk odbija się w zamkniętej nausznicy i personalizującej odsłuch do indywidualnego kształtu ucha użytkownika. Od razu widać, że JBL zamknął w tych niepozornych słuchawkach sporo technologii. Nie wszystkie bezprzewodowe nauszniki za te pieniądze mogą się pochwalić takimi rozwiązaniami.

Słuchawki przyjechały do nas w standardowym, a nawet stosunkowo niewielkim opakowaniu. Po otwarciu kartonu, naszym oczom ukazuje się twardy futerał zamykany na suwak, z dodatkowym paskiem zapinanym na metalowy guzik i elastyczną kieszonką, w której znajduje się karteczka z przypomnieniem o możliwości zainstalowania firmowej aplikacji. Pełną instrukcję obsługi schowano w osobnym kartoniku. Słuchawki spoczywają oczywiście wewnątrz pokrowca, w całkowicie złożonej postaci. Konstrukcja testowanego modelu pozwala bowiem na złamanie pałąka do środka i przekręcenie muszli tak, aby całość zajmowała jak najmniej miejsca i dała się złożyć na płasko. Dzięki temu słuchawki zajmują mniej więcej tyle miejsca, co duży, amerykański donut. Taki, jakie na filmach wsuwają policjanci, kiedy z ogromną prędkością mija ich Dodge Charger albo Chevrolet Nova. Gdybyście nie wiedzieli jak należy złożyć słuchawki przed włożeniem ich do futerału, na jego spodzie odciśnięto ich kształt. Bardzo fajny pomysł i przykład dbałości o detale, jakiej chyba nie spodziewałem się w nausznikach za te pieniądze. Oprócz samych słuchawek, w fabrycznym etui spoczywa jeszcze kolejne twarde puzderko, tym razem zamykane na rzep. Znajdziecie w nim kabel USB do ładowania, adapter samolotowy i przewód 3,5 mm, który może się przydać, gdy rozładuje się wbudowany akumulator lub gdy będziecie chcieli użyć swoich słuchawek ze sprzętem bez łączności Bluetooth. Niektórzy użytkownicy krytykują producentów słuchawek bezprzewodowych za to, że w ogóle montują w nich wejście jack, a do kompletu dorzucają taki właśnie przewód, ale moim zdaniem jest to całkiem niezłe rozwiązanie. Wychodząc z domu, możemy słuchać muzyki ze smartfona, bez plączących się kabli, a potem, przy biurku, mamy możliwość wykorzystania naszych słuchawek chociażby z jakimś kompaktowym przetwornikiem, jak AudioQuest DragonFly Red. Jeszcze lepszym, a przynajmniej bardziej audiofilskim rozwiązaniem byłoby umożliwienie odsłuchu przez kabel USB. Tak, wiem, że dla niektórych brzmi to jak czyste szaleństwo, ale pomyślcie o tym - słuchawki wyposażone we wbudowanego DAC-a od razu dają nam możliwość odsłuchu plików hi-res, prosto z komputera. Takie rozwiązanie zaproponowała już Audio-Technica w modelu ATH-DSR9BT. My słuchamy gęstych plików, a słuchawki ładują sie, aby nie zabrakło nam prądu w drodze do domu. JBL najwyraźniej nie jest jeszcze zainteresowany odsłuchem przez USB i zależy mu bardziej na komfortowym użytkowaniu słuchawek w trybie bezprzewodowym. Po podłączeniu kabla do ładowania, nie posłuchamy już niczego, przynajmniej przez Bluetooth. Nauszniki nie reagują na komendy i dopiero po odłączeniu przewodu USB możemy znów cieszyć się muzyką. Chyba, że... Równolegle podepniemy nasz analogowy przewód 3,5 mm. Wtedy działają zupełnie normalnie, jak każde inne słuchawki przewodowe.

Same nauszniki prezentują się nieźle. JBL postawił na technologię i wygodę użytkowania, więc nie uświadczymy tu owczych skór ani elementów ozdobnych ze stali nierdzewnej czy włókna węglowego. To jeszcze nie ten poziom cenowy. Obiektywnie należy przyznać, że niektóre słuchawki za podobne pieniądze (Meze 99 Neo, HiFiMAN Edition S) prezentują się lepiej, ale trzeba też mieć świadomość, że mówimy wtedy o modelach przewodowych, pozbawionych łączności Bluetooth, możliwości prowadzenia rozmów telefonicznych bez wyjmowania smartfona z kieszeni, czy wreszcie bez aktywnej redukcji szumów. Dlatego nie zamierzam się czepiać JBL-i, tym bardziej, że są całkiem wygodne, a kluczowe elementy konstrukcyjne są tak naprawdę metalowe. Zobaczycie to chociażby po rozsunięciu pałąka. Pady są grube i zostały wypełnione pianką z efektem pamięci, co nie tylko podnosi komfort użytkowania w sensie wygody noszenia, ale też zapewnia dobre przyleganie nauszników do głowy, co z kolei lepiej izoluje nas od zewnętrznego hałasu. W strefie prawdziwej ciszy znajdziemy się jednak dopiero po aktywacji systemu ANC, co można zrobić za pomocą jednego przycisku. Co więcej, do wyboru mamy tak naprawdę cztery tryby pracy, więc możemy zdecydować ile dźwięków otoczenia chcemy wpuścić do naszych nauszników. Przykładowo, przemieszczając się po ruchliwych ulicach, możemy ustawić tryb Ambient Aware na maksa, aby nie wpaść pod samochód lub - co bardziej prawdopodobne - nie zderzyć się z rowerzystą, który czuje się zwolniony z przestrzegania jakichkolwiek zasad, bo ratuje naszą planetę. Kiedy jednak podróżujemy autobusem lub metrem, siedzimy w pracy lub oglądamy w domu film na laptopie lub tablecie, możemy ustawić najniższą przepuszczalność dźwięków i odizolować się od otoczenia tak, jak to tylko możliwe. Oczywiście w każdej chwili możemy też wyłączyć ANC, oszczędzając baterię i korzystając tylko z łączności bezprzewodowej.

Wszystko to kontrolujemy za pomocą przycisków i suwaków umieszczonych na prawym nauszniku. Ich rozmieszczenie jest dość mądre, chociaż suwak służący za główny włącznik jest moim zdaniem zbyt płaski i wyślizguje się spod palca. Cała reszta jest jednak jak najbardziej w porządku i pozwala na intuicyjną obsługę słuchawek, kiedy tylko zaznajomimy się z położeniem poszczególnych funkcji. Drugą metodą jest oczywiście ściągnięcie firmowej aplikacji, która jest darmowa i moim zdaniem działa całkiem fajnie, a mimo to ma bardzo niskie oceny. Najwyraźniej jestem szczęściarzem i pobrałem ją w momencie, kiedy już poprawiono wszystkie błędy. Tak czy inaczej, apka szybko wykryła testowane słuchawki i połączyła się z nimi, prosząc mnie abym założył je na głowę i przeprowadził kalibrację TruNote. System sprawdza, w jaki sposób nasze małżowiny wypełniają przestrzeń wewnątrz nauszników i wprowadza stosowne modyfikacje, dopasowując dźwięk do geometrii naszych uszu. Brzmi to bardzo ciekawie, ale w rzeczywistości wymaga od nas tylko naciśnięcia jednego przycisku. W słuchawkach pojawia się wówczas dość głośny dźwięk, o czym warto by było wcześniej poinformować użytkownika. Tym bardziej, że po dotknięciu praktycznie każdego przycisku, słuchawki oznajmiają nam co się zdarzyło, a przed pojawieniem się tego dość nieprzyjemnego sygnału, nie usłyszymy żadnego komunikatu mającego nas na to przygotować. Niemniej, cała kalibracja jest prostsza niż otwarcie puszki coli, a aplikacja daje nam dodatkowo możliwość włączenia korektora i wyświetla dokładny poziom naładowania akumulatora. Jeżeli pożyczymy komuś nasze słuchawki, będzie też mógł szybko przeprowadzić kalibrację TruNote dla siebie, a to jest bardzo sprytne.

Minusy? Przede wszystkim po uruchomieniu nauszników, zauważyłem ciche piski pojawiające się w prawym kanale. Zupełnie jakbym słyszał odgłosy pracującego procesora. Po wyłączeniu trybu ANC, problem został wyeliminowany. Druga sprawa to zakres regulacji pałąka, który dla osób o bardzo dużych głowach może być niewystarczający. Spodobało mi się natomiast to, że mimo sporej ilości plastiku, Everesty nie wydawały z siebie żadnych nieprzyjemnych dźwięków. Nawet mocne ruchy głowy nie powodowały trzeszczenia pałąka czy zawiasów. Mimo zastosowanych rozwiązań technicznych i akumulatorów wytrzymujących spokojnie kilkanaście godzin pracy, Everest Elite 750NC są całkiem lekkie i trzymają się głowy jak przyklejone. Na pewno docenią to użytkownicy słuchający muzyki w warunkach miejskiego ścisku, a nawet ci, którzy od czasu do czasu chcą zabrać ze sobą takie słuchawki na rower czy deskę. System aktywnej redukcji hałasu działa całkiem skutecznie, a tryb Ambient Aware na maksymalnym ustawieniu potrafi wręcz "przybliżyć" niektóre dźwięki otoczenia do nas. Przykładowo, w trakcie pierwszego testu, wysoko nad moim domem przelatywała awionetka, a ja, mając ledwo uchylone okno, słyszałem ją jakby za chwilę zamierzała wylądować w pokoju obok. Dziwne, ale użyteczne. Największym minusem jest moim zdaniem to, że po dłuższym czasie użytkowania, zaczynamy już czuć pewien dyskomfort. Jak to w słuchawkach zamkniętych, uszy zaczynają się pocić, tu i ówdzie coś zaczyna nas cisnąć, więc tak naprawdę zalecałbym robić sobie krótkie, kilkuminutowe przerwy podczas odsłuchu. Inna sprawa, że jest to po prostu zdrowe, a przynajmniej tak twierdzą amerykańscy laryngolodzy.

JBL Everest Elite 750NC

Brzmienie

Pierwsze, co zauważyłem, to bas. Wielki, potężny, może nie schodzący jeszcze na samo dno piekieł, ale na pewno imponujący. W pierwszej chwili wydawało mi się, że konstruktorzy trochę przesadzili, ale dopiero po przesłuchaniu kilku kolejnych utworów zdałem sobie sprawę z tego, że - celowo lub przypadkiem - udało im się osiągnąć coś zupełnie innego. Sprawa była tak zastanawiająca, że przerzuciłem jeszcze kilkanaście fragmentów zupełnie różnych płyt aby mieć co do tego całkowitą pewność. Takie cuda nie zdarzają się bowiem często, a już na pewno nie w przypadku słuchawek bezprzewodowych za niewiele ponad tysiąc złotych. Everest Elite 750NC nie mają bowiem ani potężnego basu, ani przejrzystej góry pasma ani żadnego innego elementu, który byłby ustawiony na stałe. Zamiast tego, mają tendencję do podkreślania najciekawszych elementów konkretnego nagrania. Być może nie zauważyłbym tego, gdybym po prostu pewnego dnia przerzucił się na nie i zaczął słuchać swoich ulubionych płyt, jedna po drugiej. W celach testowych wykonuję jednak obowiązkową rundkę po utworach, które świetnie pokazują konkretne cechy brzmieniowe opisywanych urządzeń. Dzięki temu od razu wiem czy mamy do czynienia z podkreślonymi skrajami pasma, ocieploną średnicą czy może ponadprzeciętną stereofonią. A tutaj? W uszy najpierw rzucił mi się bas, bo leciał SOHN, a potem Trentemøller. To jak mogło być? Niby tak, ale większość słuchawek bezprzewodowych z tej półki potrafi oddać tylko część tej potęgi, więc odruchowo uznałem, że Everest Elite 750NC mają podkręcony bas. A to nie tak. Udowodniły mi to już kolejne nagrania, na których klimat co chwila się zmieniał. W jazzie pojawiło się mnóstwo czytelnych detali i świetna przestrzeń. Jednocześnie dźwięk był bardzo naturalny i łatwo przyswajalny. Jak wobec tego będzie z cięższym graniem? Też bardzo przyzwoicie, z odpowiednim wykopem i solidną dawką adrenaliny. Dół pasma wciąż pozostawał nasycony, ale szybki i czytelny. W zakresie średnich tonów również można było wyłowić wiele smaczków, których po słuchawkach tej klasy się nie spodziewałem, a góra pasma znów błyszczała, czasami kąsając w uszy tak, jak powinna. Jeżeli chcecie się wczuć w taką muzykę bez maskowania różnych brudów i niedoskonałości, amerykańskie słuchawki z przyjemnością spełnią Wasze życzenie.

Dawno nie miałem do czynienia ze sprzętem, który - przy zachowaniu ogólnej równowagi i neutralności - potrafi tak doskonale dostosować się do odtwarzanej muzyki. Po kilkudziesięciu przesłuchanych utworach wciąż miałem problem z opisaniem ich cech charakterystycznych, bo za każdym razem prezentowały mi się z nieco innej strony. Posłuchajcie chociażby albumu "Matronika" polskiej grupy SALK. Polecam kawałek "Mojry" - tajemniczy klimat, uwodzicielski wokal i piękny minimalizm. Ostatnio też znów wzięło mnie na klasykę, więc nie omieszkałem przeczołgać słuchawek JBL-a po takim repertuarze. Chopin, Bach, Satie, Debussy, Holst... Prawie wszystko od fortepianu po wielką symfonikę. O dziwo, JBL-e poradziły sobie i tutaj. O ile potężnym basem dysponuje wiele słuchawek w zbliżonej cenie, a uzyskanie przejrzystego dźwięku na nieco suchych, elektronicznych kawałkach nie jest jeszcze takim wielkim osiągnięciem, to wejście w świat muzyki klasycznej bywa dla wielu opisywanych urządzeń najtrudniejszym z możliwych sprawdzianów. Tu szybko wychodzą na jaw wszelkie nierówności, a jeśli nawet z pasmem i barwą wszystko będzie w porządku, może zabraknąć nam dynamiki i zdolności oddania kontrastów przy ogromnej ilości nakładających się na siebie instrumentów. Czasami zastanawiam się czy jakość budżetowego sprzętu audio, którym - nie oszukujmy się - dysponuje większość ludzi, nie jest jednym z czynników stojących za malejącą popularnością klasyki. Płyty Rihanny, Madonny i Justina Timberlake'a można puścić na miniwieży za sześćset złotych i jest bas, jest uderzenie, coś się dzieje. A Chopin? Nawet Wielki Polonez Es-dur nagrany do "Pianisty" tak, jakby dyrygent spieszył się do domu na obiad, a potem jeszcze montażyści przyspieszyli taśmę, bo zabrakło im dwadzieścia sekund na płycie, na porządnym systemie stereo lub dobrych nausznikach brzmi dokładnie tak, jak sugeruje jego nazwa, a na kiepskich głośnikach lub marnych słuchaweczkach robi się z niego melodyjka z telefonu. Pewnie myślicie, że nauszniki za 1299 zł powinny spokojnie dać sobie radę, ale tak naprawdę nie jest to jeszcze żaden hi-end. A jednak, Everest Elite 750NC dały mi dużo przyjemności ze słuchania i nawet starcie z takim repertuarem nie zmusiło ich do kapitulacji. Tak naprawdę jednak najbardziej spodobała mi się ich spokojniejsza odsłona. Ta, w której na pierwszy plan wychodził gęsty bas, naturalny zakres średnich tonów, perlista góra i bardzo, bardzo dobra przestrzeń. Aby to usłyszeć, nie musicie robić nic specjalnego. Wystarczy trafić na dobrze zrealizowaną płytę, a reszta przyjdzie sama.

W tym miejscu tradycyjnie powinienem zacząć na coś narzekać. W przypadku słuchawek bezprzewodowych, schemat jest zawsze podobny. Po rozważeniu wszystkich plusów i minusów wychodzi mi bowiem na to, że nauszniki tego typu nigdy nie grają tak, jak dobre modele przewodowe za te same pieniądze. Byłoby dziwne, gdyby było inaczej. Tutaj przecież producent musi wsadzić do środka akumulatory, odbiorniki, prowizoryczny wzmacniacz, układy i przyciski odpowiedzialne za sterowanie, a w przypadku modeli z aktywną redukcją hałasu również mikrofony wyłapujące dźwięki otoczenia i "odejmujące" je od odtwarzanego sygnału. Kupa roboty, której mogliby sobie zaoszczędzić gdyby tylko przylutowali zwykły przewód do jednego z nauszników. Mogliby wtedy nawet dać nam w tej cenie stalowe obudowy i pałąk obszyty skórą z wielbłąda, a i tak wyszliby na swoje. Z moich doświadczeń wynika, że większość modeli bezprzewodowych oferuje brzmienie, które można porównać ze słuchawkami przewodowymi za dwukrotnie mniejsze pieniądze. To nie tylko potwierdzone na drodze odsłuchowej, ale też logiczne. Nie da się bowiem wyciągnąć dokładnie takiego samego dźwięku ze słuchawek, w których cenie musiała zmieścić się dodatkowa technologia, ułatwiająca nam życie. A jednak! Topowe Everesty nie grają jeszcze jak audiofilskie słuchawki przewodowe za 1299 zł, ale moim zdaniem klasa ich brzmienia niebezpiecznie zbliża się do tego pułapu. Gdyby to były zwykłe nauszniki z wystającym kabelkiem za 999 zł, powiedziałbym, że grają naprawdę nieźle. Są to więc pierwsze słuchawki tego typu, które przekroczyły umowną granicę "połowy ceny". Mało tego! Wypróbujcie je z dołączonym do zestawu przewodem, a naprawdę się zdziwicie. W takiej konfiguracji, Everest Elite 750NC nie mają kompleksów wobec jakiegokolwiek innego sprzętu w zbliżonej cenie. Grają równo, czysto, dynamicznie, ale też z odpowiednią gęstością i bardzo przekonującą przestrzenią. Ale nie po to kupuje się przecież słuchawki na Bluetooth. Ano właśnie, tutaj zwykle kryje się drugi minus tego typu konstrukcji. Taka transmisja sygnału jest bowiem wciąż niedoskonała, i pewnie jeszcze przez jakiś czas tak pozostanie. Tymczasem JBL-e potrafią w jakiś przedziwny sposób zminimalizować negatywne skutki przesyłania muzyki przez Bluetooth. Może to ten TruNote? Nie wiem, ale jakość brzmienia, nawet z serwisu Spotify, okazała się więcej niż zadowalająca. Jeśli miałbym sobie życzyć czegoś jeszcze, chciałbym aby słuchawki umożliwiały odsłuch przez złącze USB, tak jak w przypadku audiofilskich przetworników. W domu lub w pracy można by było słuchać muzyki w jeszcze lepszym wydaniu, przy okazji ładując akumulatory, a potem przełączyć się na Bluetooth i cieszyć się całkowitą wolnością przy niewiele gorszym brzmieniu, za to z ciekawymi trybami aktywnej redukcji szumów. W tym momencie jeszcze niewielu producentów słuchawek oferuje takie rozwiązanie, ale byłoby miło, gdyby JBL był jednym z pierwszych. Tak czy inaczej, Everest Elite 750NC to bardzo udane nauszniki, którym udało się podnieść poprzeczkę w dziedzinie rozwiązań bezprzewodowych.

JBL Everest Elite 750NC

Budowa i parametry

JBL Everest Elite 750NC to wokółuszne, zamknięte słuchawki bezprzewodowe wykorzystujące transmisję Bluetooth 4.0 i system aktywnej redukcji szumów. Zastosowany w nich akumulator litowo-jonowy o pojemności 850 mAh umożliwia do 15 godzin pracy z włączoną funkcją ANC lub 20 godzin, gdy jest ona nieaktywna. Najciekawszą funkcją jest kalibracja TruNote bazująca na tym, w jaki sposób dźwięk odbija się od ucha użytkownika i dostosowuje odsłuch do tych warunków. System uruchamiany jest za pomocą aplikacji na urządzenia mobilne i współpracuje z 40-mm przetwornikami, które mają zapewniać pełne i dynamiczne brzmienie. Jeśli chodzi o parametry, Everest Elite 750NC charakteryzują się 92-dB skutecznością, a ich impedancja to 16 Ω. Pasmo przenoszenia podawane przez producenta rozciąga się od 10 Hz do 22 kHz. Słuchawki ważą 280 g i są dostępne w kilku wersjach kolorystycznych - srebrnej, niebieskiej i widocznej na zdjęciach szarej ze złocistymi wstawkami, którą JBL określa mianem Gun Metal.

Konfiguracja

iPhone SE, Astell&Kern AK70, Marantz HD-DAC1.

JBL Everest Elite 750NC

Werdykt

Nie sądziłem, że spodobają mi się te słuchawki. Wydawało mi się, że to kolejna propozycja mająca przyciągnąć przede wszystkim młodych ludzi, którzy nie rozpoznaliby dobrego brzmienia nawet, gdyby podeszło do nich i ugryzło ich w wiadomo co. Wiem, że słuchawki bezprzewodowe są teraz bardzo popularne, a użytkownicy cenią sobie ich funkcjonalność i możliwość słuchania muzyki bez ograniczeń, ale pod względem jakości brzmienia większość modeli w cenie 1000-1500 zł nie potrafi wybić się ponad poziom słuchawek przewodowych za 600-700 zł. A jednak życie lubi zaskakiwać. Nie dość, że Everest Elite 750NC zagrały o wiele lepiej, niż się spodziewałem, to jeszcze spodobały mi się jako kompletny, przemyślany produkt. Są wygodne, bezproblemowe, lekkie, wyposażone w kilka użytecznych akcesoriów i gadżetów, a przede wszystkim - grają, naprawdę grają! Dla melomanów szukających słuchawek mobilnych oferujących wysoką jakość brzmienia, a do tego wyposażonych w system aktywnej redukcji szumów, to wręcz jeden z mocniejszych kandydatów w swojej cenie. Sprawdzą się zarówno w miejskiej dżungli, jak i podczas słuchania muzyki w domu. JBL chyba jednak wie to i owo na temat sprzętu audio...

JBL Everest Elite 750NC

Dane techniczne

Typ słuchawek: dynamiczne, zamknięte, wokółuszne, bezprzewodowe
Łączność: Bluetooth 4.0
Akumulator: 850 mAh
Czas pracy: do 15 h (ANC)
Przetworniki: 40 mm
Pasmo przenoszenia: 10 Hz - 22 kHz
Impedancja: 16 Ω
Czułość: 92 dB
Długość kabla: 1,2 m
Rodzaj wtyku: 3,5 mm
Masa: 280 g
Cena: 1299 zł

Sprzęt do testu dostarczyła firma JBL.

Zdjęcia: JBL, Małgorzata Karasińska, StereoLife.

Równowaga tonalna
RownowagaStartRownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4RownowagaStop

Dynamika
Poziomy7

Rozdzielczość
Poziomy6

Brawa dźwięku
Barwa4

Szybkość
Poziomy6

Spójność
Poziomy7

Muzykalność
Poziomy7

Szerokość sceny stereo
SzerokoscStereo2

Jakość wykonania
Poziomy5

Funkcjonalność
Poziomy7

Tłumienie hałasu
Poziomy7

Cena
Poziomy7

Nagroda
sl-rekomendacja


Komentarze

  • Brak komentarzy

Skomentuj

Komentuj jako gość

0

Nowe testy

Poprzedni Następny
Lyngdorf TDAI-3400

Lyngdorf TDAI-3400

Peter Lyngdorf to jedna z ważnych postaci w świecie sprzętu audio, szczególnie jeśli chodzi o wzmacniacze nazywane potocznie cyfrowymi. Z talentem duńskiego konstruktora mogli się niegdyś zetknąć posiadacze sprzętu takich...

Dynaudio Music 7

Dynaudio Music 7

Dynaudio to jedna z najbardziej audiofilskich i darzonych największym szacunkiem firm specjalizujących się w produkcji głośników i szeroko pojętych zestawów głośnikowych. Duńska manufaktura od dawna wykonuje wszystkie komponenty potrzebne do...

Naim Muso Qb

Naim Muso Qb

Naim to jedna z najciekawszych firm zajmujących się produkcją sprzętu audio. Doświadczeni melomani kojarzą ją z przede wszystkim z ascetycznymi klockami i wieloma dziwnymi rozwiązaniami zmuszającymi użytkowników do budowania całego...

Komentarze

kk
Wie ktoś może jak to zagra z kolumnami Sonus Faber Principia?
Jack
Są tańsze modele Denona. Każdy może coś wybrać.
Janusz
Kolego Adrian, ciekawe na jakiej podstawie piszesz swoją opinię, ponieważ te słuchawki są przewodowe.
Paweł
Dzień dobry, zastanawiam się na zakupem produktu Vifa Stockholm/Stockholm 2.0. Sounbar miałby zostać podłączony bezpośrednio do nowego TV, który posiada wyjścia...

Bannery boczne

Płyty

Slash Featuring Myles Kennedy & The Conspirators - Living The Dream

Slash Featuring Myles Kennedy & The Conspirators - Living The…

Wydawałoby się, że w ostatnich latach Slash jest zajęty przede wszystkim odcinaniem kuponów od popularności reaktywowanego Guns N' Roses. Tymczasem...

Newsy

Pierwsza edycja Audiofila 2018

Pierwsza edycja Audiofila 2018

Piotr Guzek Impresariat oraz nowo otwarty wrocławski salon audio Art & Voice zapraszają na cykl trzech prezentacji Audiofil. Najbliższa odbędzie...

Nowości ze świata

  • Watching the development of companies representing the audio industry can be very interesting. With time, you can make predictions of certain trends, and after many years check whether they turned out to be true. Today's review is not just another...

  • Naim has previewed three new network players, which includes the ND 555, the first 500 series product in 12 years. The flagship ND 555 is joined by the new NDX 2 and ND 5 XS 2. Naim says it has...

  • Cambridge Audio celebrates its 50th anniversary with the introduction of Edge, a flagship hi-fi system that introduces a new standard for sound and design from the company. The new series builds on Cambridge Audio's driving principles of creating products that...

Prezentacje

W sto lat od mono do multiroomu - Denon

W sto lat od mono do multiroomu - Denon

O historii sprzętu audio można się wiele nauczyć przeglądając dzieje firm, które tworzą go od wielu, wielu lat. Korzeni większości wynalazków stanowiących swoiste kamienie milowe w rozwoju technologii nagrywania i odtwarzania dźwięku należy oczywiście szukać w Europie i USA, ale chyba nikt nie ma wątpliwości, że życie dzisiejszych audiofilów nie...

Poradniki

Jak dobrać kolumny do wzmacniacza i odwrotnie

Jak dobrać kolumny do wzmacniacza i odwrotnie

To pytanie zadają sobie praktycznie wszyscy audiofile. Początkujący miłośnicy dobrego brzmienia muszą znaleźć na nie odpowiedź podczas kupna pierwszego poważnego...

Dyskografie

Callisto - Ewolucja post metalu

Callisto - Ewolucja post metalu

Skandynawia od lat słynie przede wszystkim z ekstremalnych odmian metalu, głównie z przedrostkiem "black". Jednak raz na jakiś czas trafiają...

Galerie

30 hitów wystawy High End 2018

30 hitów wystawy High End 2018

Jeżeli chcecie się dowiedzieć co ciekawego będzie się działo na rynku audio w ciągu najbliższych kilku miesięcy, wystarczy wybrać się...

Wywiady

Popularne artykuły

Vintage

Nakamichi RX-505

Nakamichi RX-505

Firma Nakamichi gościła już w naszym kąciku vintage za sprawą jej najsłynniejszego magnetofonu - Dragona, który do dziś jest uznawany...

Partnerzy StereoLife

Rolowy Świat Muzyki
Blog prowadzącego nasz dział muzyczny Karola Otkały, w skrócie Rola. Mnóstwo dobrej muzyki i nie zawsze poprawnych politycznie komentarzy.
Music On The Head
Muzyczny blog naszego redakcyjnego kolegi, Jarka Święcickiego. O płytach, sprzęcie i ciekawostkach z życia audiofila.
The Rockferry
Blog Zuzanny Janickiej o muzyce i wszystkim, co z nią związane. Nowości, płyty, wydarzenia, zestawienia, wywiady... Prawdziwa kopalnia wiedzy o muzyce.
Sidemainstream
Muzyczny blog Jędrzeja Dobosza. Jak twierdzi sam autor, nieważne czy podąża się autostradą głównego nurtu, czy też pobocznymi, alternatywnymi dróżkami - ważne, aby muzyka była dobra.
Rock'n'Roll Will Never Die!
Tytuł mówi w zasadzie wszystko. Blog prowadzony przez naszego specjalistę od szeroko pojętej muzyki rockowej - Pawła Pałasza. Mamy nadzieję, że nie zginie nigdy!

Słownik

Poprzedni Następny

FLAC

Free Lossless Audio Codec - format bezstratnej kompresji dźwięku chętnie wybierany przez audiofilów. W przeciwieństwie do stratnych kodeków dźwięku takich jak Vorbis, MP3 i AAC, kodek FLAC nie usuwa żadnych...

Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych klikając tutaj.