Bannery górne

A+ A A-

Wszystko o kablach audio

  • Kategoria: Poradniki
  • Redakcja StereoLife

Wszystko o kablach audio

Temat kabli stosowanych w systemach audio zawsze budził duże emocje. Miłośnicy wysokiej klasy sprzętu grającego już na wczesnym etapie podzielili się na zwolenników i przeciwników przypisywania magicznych właściwości przewodom dostarczanym przez wyspecjalizowanych producentów. Wiele dyskusji na internetowych forach szybko przeradza się w walkę jednych z drugimi, przy czym obie strony wydają się być tak samo odporne na argumenty. Chcąc dowiedzieć się czegoś konkretnego o konstrukcji kabli lub technicznych podstawach ich wpływu na brzmienie sprzętu audio, jesteśmy skazani na uczestniczenie w tego typu debatach, porównywanie kwiecistych opisów na stronach producentów, czytanie testów, które naturalnie koncentrują się na walorach odsłuchowych lub wykopywanie wiedzy na stronach o tematyce czysto technicznej. A gdyby tak rozpracować temat bez zbędnych emocji i wydawania sądów? Odciąć się od opowieści o napowietrzonej przestrzeni i pogłębionym basie, koncentrując się tylko na tym, co można potwierdzić w wielu źródłach? Postanowiliśmy przeprowadzić taki właśnie eksperyment, czego wynikiem jest bardzo nietypowy poradnik. Niniejszy artykuł to w zasadzie kompendium wiedzy na temat audiofilskich kabli. Czym się od siebie różnią? Jakie są najważniejsze parametry mające wpływ na jakość transmisji? Czy producenci okablowania bazują na sprawdzonej wiedzy czy próbują omamić nas wizją cudownego brzmienia i kolorowymi oplotami? Sprawdźmy!

Nasz kablowy poradnik będzie nietypowy również z innego powodu. Nie będziemy w nim sugerować za jakimi modelami się rozglądać, a jakich unikać. Postanowiliśmy trzymać się jak najdalej od wszystkiego, co w dyskusjach dotyczących kabli najbardziej nas denerwuje. Zwykle jest to brak jakichkolwiek konkretów, a nawet podstawowej wiedzy, w jaką naszym zdaniem powinien być wyposażony każdy audiofil biorący udział w takich sporach i testujący różne przewody we własnym systemie. Poniekąd winni są temu sami producenci okablowania, a w szczególności ci, którzy w opisach swoich kabli nie podają żadnych parametrów, unikają kwestii czysto technicznych, za to o właściwościach brzmieniowych tych wyrobów mają do powiedzenia aż za dużo. Cierpią na tym przede wszystkim klienci, którzy w całym gąszczu dostępnych na rynku modeli nie są w stanie wybrać dla siebie odpowiednich kabli inaczej niż poprzez długie i czasochłonne odsłuchy. Większość producentów wzmacniaczy czy zestawów głośnikowych potwierdza, że z odpowiednim okablowaniem można uzyskać znacznie lepsze efekty, ale ich pomoc kończy się zwykle na stwierdzeniu, że najlepsze są takie przewody, jakie najbardziej nam się podobają. Jako profesjonaliści wiemy, że kable mogą wiele zmienić, ale czytając opisy na stronach producentów i widząc ogólną niechęć branży do zagłębiania się w kwestie czysto techniczne, łatwo jest także zrozumieć sceptyków, którzy albo mają wyrobione poglądy na ten temat albo zwyczajnie nie czują potrzeby, aby pogłębić swoją wiedzę. Odłóżmy więc na bok swoje przekonania i sprawdźmy na czym tak naprawdę polega fenomen kabli audio. Skupmy się na podstawach fizyki, parametrach, technologii i suchych faktach dających się potwierdzić w sposób naukowy. Jak myślicie, ile się tego nazbiera? Sami byliśmy ciekawi, dlatego nie czekajmy już i rozpocznijmy naszą podróż w poszukiwaniu tajemnej, niemal zakazanej, audiofilskiej wiedzy.

Wszystko o kablach audio

Wszystko o kablach audio

Odrobina historii

Kable sygnałowe, do jakich zaliczają się przewody stosowane w dzisiejszym sprzęcie audio, towarzyszą nam od samego początku zabawy ludzkości z elektroniką. Pojedyncze, otwarte przewody były stosowane między innymi w telegrafach używanych już w XIX wieku. Odległość transmisji była ograniczona przez napięcie prądu i czułość odbiornika. W 1870 roku systemy telegraficzne zbudowane w oparciu o zwykłe druty osiągnęły limit możliwości technicznych, a wraz z nadejściem telefonu narodziło się zapotrzebowanie na miliony cichych linii przesyłowych gwarantujących niskie zniekształcenia. Istniejące kable nie nadawały się do użytku ze względu na podstawowy brak dopasowania przewodników i dielektryków. W 1873 roku James Maxwell opracował cztery podstawowe prawa, które wyjaśniały zjawiska elektryczne i magnetyczne, ale musiały minąć jeszcze dwie dekady zanim udało się znaleźć rozwiązanie nurtującego wszystkich problemu. W 1890 roku do użytku weszły przewody w suchej izolacji papierowej, dzieki czemu poprawiła się prędkość propagacji sygnału i odległość transmisji. Choć był to już krok w dobrym kierunku, problem nie został całkowicie rozwiązany. Teoretycznie prąd płynący takim kablem powinien poruszać się z prędkością światła, jednak musi też dopasować się do stałej dielektrycznej materiału izolacyjnego. Ma to duże znaczenie szczególnie w przypadku częstotliwości leżących w zakresie pasma akustycznego. Na przełomie wieków był to już na tyle duży problem, że firma niejakiego Alexandra Grahama Bella oferowała pokaźną sumę każdemu, kto znajdzie jego rozwiązanie.

W 1904 roku Michael Pupin przedstawił swoją propozycję. Poprzez umieszczenie cewek drutu w szeregu z przewodem, w odpowiednich odstępach, można dopasować prędkość propagacji przewodnika i obciążenie kabla do prędkości dielektryka. Cewki Pupina nie naprawiły problemu, ale w połączeniu z innymi elementami sieci takimi, jak korektory czy wzmacniacze, pozwoliły na znaczne usprawnienie całego systemu telekomunikacyjnego. Przede wszystkim znacznie zwiększył się dystans, na jaki można było przesłać zrozumiały sygnał bez degradujących go zniekształceń. Patent został wydany Michaelowi Pupinowi, a przedsiębiorstwo AT&T hojnie zapłaciło mu za jego użycie. Podstawową wadą cewek jest to, że dokonują korekcji w odstępach, a nie w sposób ciągły. Zasadniczo tylko dopasowują prędkość przewodnika do prędkości dielektryka. Sam kabel niewiele zmienił się od 1890 roku. Nacisk kładziony jest na kompensowanie problemów lub ich omijanie. Radiowe i cyfrowe systemy nośników po prostu odsunęły na bok problem z kablem audio, konwertując sygnał na łatwo powtarzające się impulsy. Systemy te umożliwiły stworzenie pierwszego transatlantyckiego kabla telefonicznego. W przewodach stosowanych w sprzęcie audio musimy jednak borykać się z bardzo podobnymi problemami, jak te z epoki Bella i Pupina.

W latach sześćdziesiątych rozwój technologii sprawił, że pewne standardy zostały porzucone. Elementy półprzewodnikowe pozwoliły na obniżenie impedancji poszczególnych komponentów, co pozwala na uzyskanie wysokiej wydajności, ale wymaga użycia odpowiednich przewodów. Problematyka rezonansów kabli została bezceremonialnie uproszczona przez wielu producentów w pogoni za większą kompatybilnością poszczególnych elementów systemu audio, lepszym zakresem dynamiki i oczywiście jak najniższymi kosztami produkcji takich urządzeń. Źródłem jasnego, męczącego dźwięku okazał się być duch poprzedniej epoki czyli zamieciony pod dywan problem z transmisją sygnału elektrycznego. W latach siedemdziesiątych branża audio uświadomiła sobie, że kable są nieodłączną częścią równania, co zapoczątkowało erę eksperymentów. Wkrótce pojawiło się wiele alternatywnych rozwiązań, a także pierwsze głosy krytyki. Wygrało jednak dążenie do uzyskania jak najlepszego dźwięku. W latach osiemdziesiątych różnorodność dostępnych na rynku kabli była już bardzo duża. Pojawiły się różnego rodzaju lite druty, sploty i warkocze, taśmy i lice wykonane z różnych materiałów. Ewoluowała też wiedza na temat przewodników i dielektryków, ale także geometrii czy właściwości rezonansowych przewodów do zastosowań audio. Do końca XX wieku udało się rozpracować wiele problemów związanych z transmisją delikatnych sygnałów, co nie zmienia faktu, że wiele rozwiązań wymaga zastosowania kosztownych materiałów i technik produkcji. Większość audiofilów uważa jednak, że gra warta jest świeczki.

Wszystko o kablach audio

Wszystko o kablach audio

Wszystko o kablach audio

Właściwości fizyczne czyli fakty i konkrety

Wielu kablowych sceptyków uważa, że poszczególne przewody nie różnią się od siebie niczym prócz przekroju i być może materiału, z którego wykonano przewodniki. Rzeczywistość jest trochę bardziej skomplikowana. Większość z nas z lekcji fizyki pamięta tyle, że wokół przewodu którym płynie prąd powstaje pole magnetyczne. Jeśli umieścimy obok siebie dwa takie przewody, będą one przyciągać się lub odpychać w zależności od natężenia i kierunku prądu przepływającego przez każdy z nich oraz dzielącej je odległości. Prawa dłoń, zgięte palce, wyprostowany kciuk... Coś tam było, prawda? Kto trochę bardziej uważał albo uczęszczał do klasy matematyczno-fizycznej, potrafił także obliczyć rezystancję przewodu na podstawie jego długości i średnicy oraz oporności właściwej i gęstości metalu pełniącego rolę przewodnika. I mniej więcej na tym etapie nasza szkolna wiedza o kablach by się kończyła. Choć antykablarze uparcie twierdzą, że świat ogranicza się do kilku parametrów, ciężko powiedzieć aby trzy wzory wyczerpywały temat w całości. A już tym bardziej twierdzić, że stanowią niezaprzeczalny dowód na to, że kable w systemie audio nie mają wpływu na brzmienie.

Każdy przewód posiada kilka podstawowych parametrów. W środowisku audiofilskim przyjęło się, że trzy najbardziej podstawowe właściwości fizyczne kabla to rezystancja, pojemność i indukcyjność. Wielkości te podawane są zazwyczaj w odniesieniu do jednego metra i są uzależnione od wewnętrznej budowy danego kabla. Kombinacja wszystkich trzech wielkości sprawia, że przewód w systemie audio - czy tego chcemy czy nie - pełni tak naprawdę rolę filtra. Każdy kabel charakteryzuje się bowiem rezystancją wynikającą z jego wymiarów i zastosowanego materiału. Z oddziaływania przewodników z izolacją oraz geometrii splotu bierze się natomiast pewna pojemność i indukcyjność. Nasz kabel jest więc takim małym opornikiem, kondensatorem i cewką jednocześnie. Który z tych trzech parametrów będzie dla nas najważniejszy? To zależy przede wszystkim od rodzaju połączenia, ale także spinanych ze sobą urządzeń. Niektórzy twierdzą, że dla kabli sygnałowych największe znaczenie ma pojemność między żyłami, a rezystancja może zostać pominięta, natomiast w przypadku kabli głośnikowych powinna nas interesować przede wszystkim rezystancja i indukcyjność, a pojemność nie będzie miała tak dużego znaczenia. Ale to tylko teoria, która chyba nie zawsze się sprawdza.

Skoro każdy kabel jest filtrem, to ma także określoną częstotliwość rezonansową. Aby przesunąć ją poza obszar pasma akustycznego i zminimalizować straty sygnału, należałoby zmniejszyć impedancję wyjściową źródła sygnału i zmniejszyć pojemność wejściową obwodów odbiornika. Wielu producentów sprzętu audio dba o te parametry, co pozwala na stosowanie kabli o znacznie większej pojemności lub długości. Rezystancję można zmniejszać poprzez zwiększanie przekroju przewodnika oraz modyfikowanie materiału, z którego jest on wykonany. Indukcyjność jest z kolei uzależniona od wymiarów i sposobu ułożenia żył przewodzących w kablu. Wysoka indukcyjność powoduje tłumienie wyższych częstotliwości płynących przez kabel i może wprowadzać niepożądane przesunięcia fazowe. Jedynym skutecznym sposobem jej obniżania jest zmniejszanie długości przewodu. Pojemność zależy głównie od przenikalności elektrycznej dielektryka, a także przekroju i odległości między poszczególnymi żyłami. Zazwyczaj kable o lepszej jakości izolatora mają mniejszą pojemność własną. Duża pojemność kabla powoduje straty sygnału - tym wyższe, im wyższa jest przenoszona częstotliwość. Czy to oznacza, że idealny przewód powinien być krótki, gruby i wykonany z najlepszych dostępnych materiałów? Nie do końca. Zwiększanie przekroju przewodnika może bowiem doprowadzić do odfiltrowania wyższych częstotliwości. Problem ten wynika z zjawiska naskórkowości, którym zajmiemy się dalej. Pamiętajmy też, że oprócz utrzymania parametrów fizycznych na korzystnym poziomie, producenci kabli muszą brać pod uwagę ich funkcjonalność oraz koszty produkcji. Szaleńców w świecie audio nie brakuje, ale chyba mało kto kupiłby gruby, krótki i sztywny kabel, który ze względu na ilość i jakość zastosowanego metalu kosztowałby tyle, co bardzo dobry wzmacniacz.

Jakie parametry mogą jeszcze mieć wpływ na jakość naszych przewodów? Na pewno jednym z nich jest przewodność właściwa materiału, z którego wykonane są żyły przewodzące. Bardzo ważna jest także izolacja, a konkretnie jej względna przenikalność elektryczna lub stratność. Najpopularniejsze dielektryki, jak polichlorek winylu czy poliuretan, mają niestety dość dużą stratność, co objawia się większymi upływami prądu i dodatkowo zwiększa pojemność kabla. Lepszym wyborem będzie polietylen lub polipropylen. W przewodach i wtykach wysokiej jakości najczęściej stosowany jest teflon. Kolejnym istotnym parametrem jest prędkości rozchodzenia się fali elektromagnetycznej czyli sygnału w naszym kablu. W środowisku innym niż próżnia, prędkość ta jest zawsze mniejsza od prędkości światła i zależy przede wszystkim od przenikalności elektrycznej danego ośrodka. Niektóre firmy kładą ogromny nacisk na ten parametr twierdząc, że większa prędkość rozchodzenia się sygnału w kablu gwarantuje niższe straty. Warto również wspomnieć o tłumienności czyli jednym z podstawowych parametrów opisujących zdolność danego łącza do realizacji transmisji. Wielkość tłumienia określa spadek mocy sygnału. Innymi słowy, stosunek mocy na wejściu do mocy na wyjściu. Jednak na tym historia się nie kończy, bo tłumienność jest uzależniona od częstotliwości. Rozpatrując ten aspekt w kablach audio należałoby dla każdego przewodu sporządzić wykres pokazujący wielkość współczynnika tłumienia w całym paśmie akustycznym, albo przynajmniej wykonać pomiary dla kilku kluczowych punktów.

Istnieje oczywiście wiele innych parametrów, na które moglibyśmy zwrócić uwagę, ale na razie możemy uznać temat za rozpracowany. Jak widać, nawet z punktu widzenia fizyki zjawiska zachodzące w kablach są dość skomplikowane i najczęściej wzajemnie ze sobą powiązane. Pozostaje pytanie czy każda firma zajmująca się produkcją kabli dba o wymienione wyżej parametry? Niektóre pewnie tak, ale większość bierze pod uwagę tylko te podstawowe i przechodzi od razu do testów odsłuchowych. Jeżeli jednak szukaliście odpowiedzi na pytanie czym mogą się między sobą różnić dwa wybrane kable, to już powinniście co nieco wiedzieć. A przecież to tylko prosta fizyka!

Wszystko o kablach audio

Wszystko o kablach audio

Wszystko o kablach audio

Przewodnik i izolacja czyli wartość materiałowa

Chcąc skonstruować dobry kabel, na pewno musielibyśmy wziąć pod uwagę materiał, z którego wykonane będą przewodniki. Najbardziej będzie nas interesowała jego przewodność właściwa nazywana też konduktywnością. To wielkość fizyczna mówiąca o tym, jak dobrze dany materiał przewodzi prąd. Z metali, które możemy brać pod uwagę, najwyższą przewodnością właściwą charakteryzuje się srebro. Tuż za nim plasuje się miedź, a następnie złoto, aluminium, wolfram i żelazo. Przewodność właściwa żelaza jest jednak dziesięciokrotnie niższa niż w przypadku srebra czy miedzi, więc różnica w rezystancji dwóch identycznych kabli wykonanych z tych materiałów byłaby naprawdę spora. Dlatego do budowy znakomitej większości dostępnych na rynku kabli wykorzystuje się miedź, która nie dość, że ma prawie najwyższą konduktywność, jest też tańsza niż srebro i daje się stosunkowo łatwo formować. Co ciekawe, duży wpływ na przewodzenie prądu ma temperatura. W warunkach laboratoryjnych niektóre pierwiastki można wprowadzić w stan nadprzewodnictwa poprzez obniżenie ich temperatury poniżej punktu krytycznego. Materiał charakteryzuje się wówczas zerową rezystancją. Srebra, miedzi i złota nie udało się jeszcze do tego zmusić, ale z ołowiem, cynkiem, platyną i kilkoma innymi pierwiastkami sprawa jest przećwiczona. W domu raczej ciężko byłoby jednak utrzymywać kable w tak niskiej temperaturze. Aby dobrze zrozumieć procesy zachodzące w kablach, należałoby również zagłębić się w naturę samej transmisji. Ogólnie przyjęte wytłumaczenie głosi, że przepływ prądu elektrycznego w metalach polega na uporządkowanym ruchu elektronów walencyjnych, który jest konsekwencją różnicy potencjałów pomiędzy końcami danego przewodnika. Coraz częściej zwraca się jednak uwagę na to, że ruch elektronów to nie to samo, co ich przepływ. W dużym skrócie, sygnały przez kabel przenosi fala elektromagnetyczna, a nie elektrony płynące wesoło obok siebie od wtyczki do wtyczki. Można to porównać do zasady działania wahadła Newtona czyli rzędu kulek przekazujących sobie energię kinetyczną. Podejście do tematu w taki sposób pozwala wyobrazić sobie między innymi wpływ struktury krystalicznej przewodnika na przepływ prądu.

Z jakimi przewodnikami na ogół możemy się spotkać? Za najbardziej ekskluzywne uchodzą wciąż kable wykonane z czystego srebra, ale miedź beztlenowa o wysokiej czystości również wstydu nie przynosi. Warto zaznaczyć, że coraz częściej w kablach audio stosowana jest nie tylko miedź beztlenowa (OFC), ale także miedź monokrystaliczna (OCC). Wielu producentów łączy zalety tych dwóch metali stosując przewodniki ze srebrzonej miedzi. W specyfikacji takiego kabla powinniśmy wówczas znaleźć skrót SPC (Silver Plated Copper) lub SCC (Silver Clad Copper). Należy natomiast bardzo uważać na dwa inne oznaczenia, które można wprawdzie zobaczyć na przewodach bardzo kiepskiej jakości. Pierwsze to CCA (Copper Clad Aluminium) czyli aluminium pokryte warstwą miedzi - zazwyczaj bardzo cienką. Niektóre firmy z wiadomych względów chwalą się tylko jakością miedzianej powłoki, nie wspominając o tym, że tak naprawdę mamy do czynienia z paskudnym, aluminiowym drutem, z którego warstewkę miedzi można zdrapać nawet zwykłym nożem. Jeszcze gorszym badziewiem są kable noszące oznaczenie CCS (Copper Clad Steel). Jest to zwykle podłej jakości stal pokryta dla niepoznaki warstwą miedzi. Nikt jednak nie powiedział, że przewodniki w audiofilskich kablach mogą być wykonane tylko z dwóch metali o najlepszej konduktywności lub ich stopów. Istnieją kable srebrne z domieszkami złota, a nawet przewody, w których rolę przewodnika pełni węgiel. W takich dziwnych materiałach specjalizuje się holenderska firma Van den Hul, która oprócz węgla stosuje własny stop o nazwie 3T.

Jeśli chodzi o dielektryki, tutaj sytuacja jest jeszcze bardziej skomplikowana. W budżetowych przewodach najczęściej stosowany jest polichlorek winylu, w trochę lepszych polietylen lub polipropylen, a w najlepszych teflon lub coś bardzo podobnego. To jednak tylko nazwa politetrafluoroetylenu czyli syntetycznego fluoropolimeru o strukturze meru. Zamiennie stosowane są też nazwy polyflon czy tarflen. W praktyce istnieje wiele odmian tego materiału, jak chociażby PTFE z domieszką węgla czy brązu. Warto wspomnieć chociażby o kablach Nordost SPM Reference, w których zastosowano specjalną, bardzo drogą odmianę teflonu o nietypowym, fioletowo-różowym zabarwieniu. Najsłynniejszym rozwiązaniem amerykańskiej firmy jest jednak technologia Micro-Mono Filament polegająca na odizolowaniu przewodników od dielektryka za pomocą specjalnych spiralek. Dzięki temu pomiędzy tymi materiałami tworzy się warstwa powietrza, które jak wiadomo jest znakomitym izolatorem. Powietrzne otoczki wokół przewodników stosują też inni producenci audiofilskich kabli, w tym polska firma Albedo. Jeżeli jednak chcemy pójść w tym temacie na maksa, to najlepszym możliwym dielektrykiem jest próżnia i właśnie z tak "wykonaną" izolacją mamy do czynienia na przykład w kablach Tara Labs The Zero Gold. Ich cena zabija jednak skuteczniej, niż próżnia. Obecnie to 42700 zł za parę interkonektów o długości jednego metra. Dlatego niektórzy uważają, że najlepiej w roli izolatora sprawdza się... Bawełna. Duży wkład w zbadanie i opisanie interakcji między przewodnikami a dielektrykiem ma też francuska firma Fadel Art, która w niektórych modelach stosowała oploty z takich właśnie niteczek.

Wszystko o kablach audio

Wszystko o kablach audio

Wszystko o kablach audio

Konstrukcja wewnętrzna czyli co w kablach piszczy

Na wiele parametrów kabla wpływa sam jego kształt i jego geometria. Zacznijmy więc od podstawowego pytania - jak powinien być zbudowany idealny przewód do zastosowań audio? To zależy między innymi od rodzaju przesyłanego sygnału i urządzeń, jakie będziemy ze sobą łączyć. Wyróżniamy jednak kilka podstawowych rodzajów kabli. Najbardziej rozpowszechniony sposób budowy kabla to multi strand czyli konstrukcja wielożyłowa. Polega na skręceniu wielu nitek przewodnika w jedną linkę. Poszczególne żyły mogą być izolowane warstwą dielektryka, jednak zazwyczaj są po prostu hurtowo skręcone wewnątrz koszulki wykonanej z tworzywa sztucznego, teflonu lub innego dobrego izolatora. Skręcenie żył jest też prostym sposobem na wyciśnięcie powietrza na zewnątrz, co zapobiega utlenianiu się przewodnika. Metoda produkcji kabli wielożyłowych jest dość łatwa i dlatego chętnie stosowana. Stosowanie kabli multi strand w systemach audio miało przynosić wiele korzyści. Wielu producentów uważało, że połączenie dużej ilości cienkich niteczek pozwoli uzyskać świetne parametry. Okazało się jednak, że tak zbudowany kabel zachowuje się jakby był grubą, pojedynczą nitką, a przecież nie do końca o to chodzi. Jeśli żyły nie mają indywidualnej izolacji, sygnał może przebijać się z nitki na nitkę, co oczywiście prowadzi do zniekształceń dźwięku wywołanych takim niekontrolowanym przepływem prądu i nierównomierną grubością tlenku na powierzchni przewodów.

Problemy te w dużej części wyeliminowano stosując kable o budowie licowej (litz). Metoda ta polega na umieszczeniu wielu pojedynczych żył przewodnika w osobnej izolacji. Jest to ciekawy pomysł ponieważ w każdej, zazwyczaj bardzo cienkiej nitce płynie całkowity prąd podany na wyjściu naszego wzmacniacza. Rozwiązanie to miało wyeliminować efekt naskórkowy i zatrzymać swobodne przeskakiwanie prądu z nitki na nitkę. Ponieważ poszczególne żyły mają mały przekrój, nierównomierność ładunków w całym kablu jest niewielka. Problemem jest jednak co innego - pojemność. Umieszczając blisko siebie wiele oddzielnie zaizolowanych przewodów, tworzymy coś w rodzaju dużego kondensatora. Nie bez znaczenia jest także wzajemne oddziaływanie na siebie takich żył, które - mówiąc obrazowo - mogą wpaść w drgania wywołane przepływającym przez nie prądem. Oczywiście skala tego zjawiska będzie mała, ale w kablach liczą się również tego typu niuanse. Innymi minusem konstrukcji licowej jest skomplikowany proces produkcji. Jak łatwo sobie wyobrazić, pokrycie wielu cienkich żyłek warstwą izolacyjną jest dość pracochłonne, nie mówiąc już o dokładnym ułożeniu ich we wspólnej koszulce, zgodnie z projektowaną geometrią. Nawet prosta czynność, jaką wydawałoby się przylutowanie wtyczek, może być bardzo skomplikowana, co naturalnie sprawia, że kable tego typu są po prostu drogie. Za to efekt naskórkowy, o którym za chwilę, jest praktycznie wyeliminowany.

Może więc trzeba postawić na coś prostszego? Co jest nie tak z jednym, grubym drutem? Taka konstrukcja określana jest mianem solid core i również jest stosowana w kablach audio. Niektórzy producenci uważają, że nie da się kontrolować pól elektromagnetycznych w przewodach złożonych z wielu nitek. Dużo łatwiej jest określić dokładne parametry elektryczne litego drutu, nie mówiąc już o kosztach produkcji. Kabel typu solid core umożliwia także przeprowadzenie kilku procesów, których nie da się wykonać na cieniutkich niteczkach. Jednym z nich jest polerowanie powierzchni przewodu, co ma zapobiegać zjawiskom zachodzącym na jego brzegu i zwykle wpływa na charakter wysokich tonów ponieważ właśnie one "poruszają" się najdalej od osi symetrii naszego przewodnika. Aby nie zwiększać tego efektu, wielu producentów stosuje w ramach jednego kabla kilka litych drutów o tej samej lub zróżnicowanej średnicy. Teoretycznie mamy wtedy do czynienia z kablem wielożyłowym, ale i tak są one klasyfikowane jako przewody solid core. Lite druty z reguły najczęściej spotyka się w kablach zasilających i głośnikowych, jednak wielu producentów wykonuje w tej technologii także interkonekty. Ich cechą charakterystyczną jest wysoka sztywność oraz fakt, że po zgięciu kabla w jednym miejscu zachowuje on nadany mu kształt. Wielokrotne i mocne zginanie nie jest jednak wskazane ponieważ żyły mogą po prostu pęknąć, co w przypadku kabla zasilającego jest dość niebezpieczne. Dlatego większość firm w tego typu konstrukcjach stosuje grube i sztywne koszulki i dodatkowe oploty ochronne aby użytkownik takiego kabla po prostu nie złamał.

Ciekawych konstrukcji przewodów jest oczywiście więcej, jednak w kablach do zastosowań audio popularność zyskały jedynie taśmy (ribbon). Jak można się domyślić, jest to jeden płaski przewodnik lub ewentualnie kilka spłaszczonych drutów biegnących obok siebie. Tego typu konstrukcja wybitnie zmniejsza efekt naskórkowości dzięki dużej powierzchni przewodzącej dla prądów wyższej częstotliwości. Mówiąc obrazowo, w przewodniku o takim kształcie elektrony nie mają gdzie "uciec" - taśma zmusza je aby płynęły całym dostępnym przekrojem. Ribbon zachowuje więc pewne cechy konstrukcji licowej przy jednoczesnym zmniejszeniu indukcyjności. Konfekcjonowanie takiego przewodu również jest łatwiejsze, a jeśli potrzebny jest większy przekrój, można go stosunkowo łatwo zwiększyć poprzez poszerzenie taśmy lub delikatne podniesienie jej grubości. Problemem może być natomiast duża pojemność takich kabli. Niektórzy producenci starają się zmniejszyć ją na różne sposoby, jednak parametr ten wynika po prostu z zastosowanej geometrii, a fizyki nie da się do końca oszukać. Należy także zwrócić uwagę na to, że taśmy są z reguły dość delikatne, więc konieczne jest zastosowanie wytrzymałej izolacji i zewnętrznej otuliny chroniącej przewód przed uszkodzeniami mechanicznymi. Dlatego wiele modeli o takiej konstrukcji wygląda z zewnątrz jak każdy inny kabel. Niektóre można rozpoznać po tym, że łatwo zginają się w jednym kierunku, a w innym są niemal zupełnie sztywne. Istnieją jednak wyjątki od tej reguły. Taśmy, które faktycznie wyglądają jak taśmy produkuje między innymi Nordost. Jest to wciąż bardzo oryginalne i ciekawe, jednak od użytkownika wymaga również pewnej ostrożności. Płaskich kabli nie wolno przede wszystkim mocno zginać. Na raz zniekształconej taśmie ślad może zostać na zawsze i nigdy nie uda się go już "wyprasować". Gdyby ktoś zechciał nam taki kabel uszkodzić, również nie będzie miał z tym najmniejszego problemu ponieważ cienki przewód można przeciąć nożyczkami niczym gruby brystol. Od czasu do czasu należy też wyczyścić kable z kurzu, który dosłownie ściągają z całego pokoju. Żadna z tych rzeczy nie odstrasza jednak audiofilów, którzy utrzymują, że taśmy brzmią inaczej niż jakiekolwiek inne kable.

Wszystko o kablach audio

Wszystko o kablach audio

Wszystko o kablach audio

Geometria, ekranowanie i tajemnicze bateryjki

Większość producentów audiofilskich kabli przywiązuje dużą wagę do sposobu, w jaki ułożone są przewodniki oraz inne elementy konstrukcyjne, jak chociażby warstwy ekranujące czy rurki wypełnione powietrzem, dzięki którym odległości między poszczególnymi żyłami są prawidłowe. Im więcej tego typu elementów widzimy w przekroju poprzecznym danego przewodu, tym bardziej sprawa się komplikuje. Nawet stosunkowo prosty przewód składający się z dwóch żył musi mieć jakiś kształt. Jaka geometria zapewni najlepsze efekty brzmieniowe dla danego rodzaju połączenia? Jednym z popularnych typów kabli są te o konstrukcji koaksjalnej (współosiowej). Taki przewód w najprostszej wersji składa się z centralnego rdzenia, wewnętrznej warstwy izolacyjnej, oplotu ekranującego i kolejnej, zewnętrznej warstwy dielektryka. Kable koaksjalne stosuje się najczęściej w technice radiowej, telewizyjnej i studyjnej. Wiecie jak wygląda w przekroju typowy przewód antenowy? No właśnie. Zaletą takiej konstrukcji jest stosunkowo prosta i tania technologia produkcji, ale nie tylko, bo sygnał płynący rdzeniem jest również dobrze chroniony przed zakłóceniami. Sporą wadą tej geometrii jest jednak wszystko, co wynika z wzajemnego oddziaływania rdzenia i ekranu, a także różnice w ich budowie czy podatność warstwy ekranującej na działanie pól elektromagnetycznych. W interkonektach audio i kablach głośnikowych częściej stosuje się różnego rodzaju plecionki. Mamy wówczas do czynienia z wieloma żyłami przewodzącymi, które mogą być skręcone, owinięte wokół wspólnego rdzenia lub splecione w zgrabny warkocz. Tego typu geometria pomaga również chronić sygnał przed zakłóceniami lub w dużym stopniu ograniczyć wzajemne oddziaływania między żyłami, które przecinają się ze sobą niemalże pod kątem prostym. Takie warkocze wykorzystuje między innymi firma Kimber Kable. Niektórzy producenci stosują jednak żyły skręcone ze sobą spiralnie (XLO, Tara Labs, Cardas Audio), kable w kształcie podwójnej helisy (Double Helix Cables) lub żyły biegnące równolegle, za to w sporej odległości od siebie (Van den Hul, Reson). W każdym przypadku pojawiają się więc dodatkowe pytania. Jaka powinna być odległość między poszczególnymi żyłami? Jak mocno powinny być skręcone nasze przewodniki, a więc jak duży powinien być skok czyli dystans, na jakim żyły przewodzące wykonują pełen obrót wokół osi kabla? Wielu konstruktorów kabli uważa te wielkości za absolutnie kluczowe. Szukając odpowiedzi na te pytania, można odwołać się do kształtów i proporcji, jakie obserwujemy w naturze. Dobrym przykładem są kable firmy Cardas Audio, w których szeroko, wręcz fanatycznie stosowana jest zasada złotego podziału, nazywana też boską proporcją. Co ciekawe, złoty podział można także odnaleźć w wartościach tabeli amerykańskiego znormalizowanego systemu średnic przewodów elektrycznych AWG (American Wire Gauge).

Niezależnie od przyjętej geometrii, każdy kabel może być zabezpieczony warstwą ekranującą lub nie. Dyskusje na ten temat wciąż trwają. Jedni producenci uważają, że ekranowanie jest absolutnie niezbędne w przypadku interkonektów analogowych, natomiast w kablach głośnikowych nie ma potrzeby stosowania takiej ochrony ze względu na parametry przesyłanego sygnału. Inni uważają, że ekranowanie przydaje się w każdym przypadku, ale istnieje także pewna grupa firm, które nie stosują tego rozwiązania tłumacząc, że wzajemne oddziaływanie na siebie żył przewodzących i warstwy ekranującej jest jeszcze gorsze niż wpływ zakłóceń elektromagnetycznych na wrażliwe sygnały audio. Na skuteczność ekranowania mają wpływ trzy podstawowe parametry - grubość ekranu, gęstość krycia oraz przewodność materiału, z którego wykonano ekran. Technicznie może to być gęsta plecionka lub nawet warstwa folii, jednak w hi-endowych modelach w roli ekranu stosuje się nawet oploty z czystej miedzi lub srebra. Kto bogatemu zabroni... Producenci opowiadający się za ekranowaniem często stosują nawet dwie lub trzy warstwy oplotów, podając przy tym skuteczność ich krycia, zwykle na poziomie 90-100%. Firmy, które raczej nie przepadają za ekranowaniem radzą swoim klientom, aby starali się raczej zlikwidować źródła zakłóceń, bo jeśli miałyby one być tak poważne aby mocno zniekształcić przesyłany kablami sygnał, to i tak mamy poważny problem. Ciekawym rozwiązaniem jest możliwość dodatkowego uziemienia ekranu poprzez podłączenie go do zacisków we wzmacniaczu lub zewnętrznego elementu w postaci puszki lub nawet kolejnego urządzenia. Niektórzy producenci, jak na przykład polska firma Argentum, stosują w kablach głośnikowych dodatkowe żyły uziemiające, których zadaniem jest wyrównanie potencjałów ekranu i płyty masy pośredniej poprzez podłączenie takiego przewodu na przykład do obudowy wzmacniacza. Nie jest to jednak zbyt popularne rozwiązanie. W wielu przypadkach warto jednak zwrócić uwagę na ekranowanie przewodów audio. Szczególnie jeśli mamy podstawy sądzić, że mogłyby one zbierać zakłócenia i wszelkiego rodzaju śmieci elektromagnetyczne z najbliższego otoczenia. Ciekawy patent na ochronę sygnału przed zakłóceniami stosuje amerykańska firma AudioQuest. Rozwiązanie o nazwie DBS (Dielectric-Bias System) polega na przyłożeniu napięcia do dwóch warstw przewodu zbudowanych z dielektryka - zwykle w samym środku jego przekroju i w koszulce zewnętrznej. Napięcie jest generowane przez baterie umieszczone w specjalnych obudowach, przyczepionych do kabli za pomocą rzepów lub gumek. Dzięki temu tworzy się stabilne pole elektrostatyczne, które polaryzuje izolację i zapewnia przewodnikom komfortowe warunki pracy. Amerykanie twierdzą również, że system powoduje układanie się molekuł w warstwie dielektryka, co w zasadzie zastępuje proces wygrzewania kabli. W zależności od modelu kabla, system DBS może pracować z różnym napięciem. W przypadku wysokich modeli przewodów głośnikowych jest to 72 V, a więc całkiem sporo.

Wszystko o kablach audio

Wszystko o kablach audio

Wszystko o kablach audio

Wszystko o kablach audio

Wszystko o kablach audio

Zjawiska nie do końca niewyjaśnione

Zwolennicy wsłuchiwania się w różnice w brzmieniu poszczególnych kabli, a także producenci hi-endowych przewodów audio często starają się przekonywać innych, że oprócz podstawowych zjawisk fizycznych istnieje jeszcze szereg czynników, które nie zostały dokładnie przebadane, ale mają istotny wpływ na jakość transmisji sygnału. Jest w tym na pewno trochę racji, ale w tym artykule będziemy się trzymać tego, co wiemy, a nie brnąć w opowieści, które musimy przyjmować na wiarę. Pierwszym i na pewno bardzo istotnym zjawiskiem jest efekt naskórkowy. Jego wytłumaczenie jest banalnie proste. Otóż wraz ze wzrostem częstotliwości sygnału, prąd płynie bliżej powierzchni przewodnika. Mówiąc obrazowo, jeśli mamy pojedynczy drut o przekroju okrągłym, niskie tony będą płynęły w pobliżu jego rdzenia, a wyższe częstotliwości zlokalizowane będą na obwodzie przewodnika, Zjawisko to jest wywołane oddziaływaniem magnetycznym prądu z samym sobą. Dla sygnału audio nie jest to oczywiście dobre, z kilku względów. Po pierwsze wraz ze wzrostem częstotliwości maleje wykorzystywana powierzchnia przewodnika, co skutkuje wzrostem impedancji kabla dla wysokich częstotliwości. Sygnał płynie w sposób nierównomierny, co zdaniem wielu audiofilów i konstruktorów kabli powoduje utratę subtelnych detali. Sprawa robi się jeszcze bardziej skomplikowana, kiedy zdamy sobie sprawę co znajduje się na obwodzie przewodnika. W większości kabli jest to dielektryk, a ten również ma wpływ na jakość transmisji. Naturalnie izolator prądu nie przewodzi, ale może chociażby gromadzić ładunki elektrostatyczne, które później są "oddawane" do przewodnika w niekontrolowany sposób. A czy efekt naskórkowy naprawdę nam przeszkadza? Niektórzy twierdzą, że nie ma co z nim walczyć, ale generalnie przyjmuje się, że zjawisko to ma duży wpływ na przenoszenie wysokich częstotliwości. Chcąc je ograniczyć lub zwalczyć, najprościej jest popracować nad geometrią przewodników.

Kolejnym zjawiskiem, do którego często odwołują się producenci kabli głośnikowych są prądy wirowe. To prądy indukowane w przewodnikach znajdujących się w zmiennym polu magnetycznym lub poruszających się względem stałego pola magnetycznego. Prądy wirowe szkodliwie wpływają na sprawność urządzeń elektrotechnicznych. Zjawisko to uwidacznia się szczególnie w takich elementach, jak prądnice i transformatory. Z tego względu nie wytwarza się tych elementów z jednolitych brył metalu, lecz składa się je z pakietów cienkich blach, odizolowanych wzajemnie warstwą izolacji lub wykonuje z substancji nie przewodzących prądu elektrycznego. Dobrze, ale jak takie prądy wirowe mogą się wytworzyć w kablu? Tutaj omawiane zjawisko występuje w znacznie mniejszej skali, ale prądy wirowe mogą występować w kablach chociażby z uwagi na wzajemne oddziaływanie żył przewodzących czy konstrukcję wtyków. W największym stopniu efekt dotyczy przewodników o dużym przekroju i innych grubych elementów metalowych takich, jak chociażby masywne końcówki widełkowe w kablach głośnikowych. Tutaj po raz kolejny do gry wkracza geometria przewodników oraz konstrukcja wtyczek. Wiele firm stara się ograniczyć ilość metalu stosowanego we wtykach właśnie po to, aby uniknąć niepożądanych zjawisk zachodzących w samych kablach i końcówkach, ale też na styku wtyczek i gniazd. Przykładem mogą być chociażby wtyki RCA Eichmann Bullet Plug, z których w swoich interkonektach korzystają takie firmy, jak Reson czy Mogami.

Zdaniem wielu producentów audiofilskich kabli, istotnym czynnikiem mającym wpływ na brzmienie są ich właściwości rezonansowe. Starają się więc nie tylko odizolować przewodniki od drgań, które mogłoby przenosić się na kable z podłoża lub pracujących w pokoju odsłuchowym kolumn, ale też wyeliminować wibracje powstające w samych przewodach, na skutek wzajemnego oddziaływania żył przewodzących ze sobą. Do gry wkracza tutaj zjawisko zwane efektem mikrofonowania. Audiofile mogą je kojarzyć ze wzmacniaczami lampowymi, i słusznie, bo w tych delikatnych elementach drgania pochodzące z zewnątrz mogą wprawiać w ruch poszczególne elektrody, co wywołuje pojawienie się odpowiednich napięć zmiennych w obwodzie wyjściowym. Inaczej mówiąc, powstaje prąd będący tylko i wyłącznie efektem wibracji, w jakie wpada dany element. Niestety, dotyczy to także kabli i tak, jak producenci wzmacniaczy lampowych (Audio Research, BAT) stosują różnego rodzaju tłumiki, tak konstruktorzy kabli oprócz warstw izolacyjnych i ekranujących często stosują materiały wypełniające, których zadaniem jest wygaszenie wibracji przenoszących się na przewodniki. Podobnie można wyobrazić sobie drgania żył przewodzących wywołane ich wzajemnym oddziaływaniem. Jeśli przez wiązkę luźno ułożonych, biegnących równolegle do siebie drutów przepuścimy sygnał o takiej samej częstotliwości, zaczną one przyciągać się i odpychać, wprawiając cały kabel w wibracje. Oczywiście nie będzie to trzęsienie ziemi, ale z całą pewnością warto byłoby takie zjawisko wyeliminować. Jak twierdzi George Cardas, założyciel firmy Cardas Audio, zniekształcenia dźwięku wywołane takimi wibracjami to tylko jeden powód aby zająć się tym tematem. Drugim jest wytracanie energii samego sygnału. Jeżeli bowiem część prądu pochodzącego ze wzmacniacza jest zużywana na wprawianie kabla w wibracje, które następnie zamieniane są na ciepło, to oczywistym jest, że kolumny nie dostaną dokładnie tego, co powinny. Zjawisko to doskonale obrazuje film, na którym dwa przewody ułożone obok siebie zaczynają drgać niczym struny gitary.

Jeśli zastanawiacie się jak daleko można zabrnąć w temat odizolowania przewodów od szkodliwych wibracji, odpowiedź jest prosta - bardzo daleko. Niektórzy audiofile konstruują nawet własne akcesoria umożliwiające podwieszenie kabli na gumkach lub żyłkach, a inni stosują dodatkowe oploty i kołnierze, które przy okazji zabezpieczają przewody przed uszkodzeniami mechanicznymi. O ile jednak to już zakrawa na lekką przesadę, to zupełnie inaczej należałoby podejść do kwestii uniesienia kabli nad podłoże. Dotyczy to w szczególności kabli głośnikowych, jednak niektórzy audiofile dbają także o to, aby nawet przewody zasilające czy interkonekty nie leżały luzem na podłodze. Chodzi nie tylko o odizolowanie przewodników od wibracji, ale także zdystansowanie ich od ładunków statycznych gromadzących się przy powierzchni podłogi. Konwencjonalna teoria dotycząca izolacji przewodów mówi, że optymalne brzmienie przewodów może być osiągnięte poprzez uniesienie przewodów z podłogi, aby kontrolować rezonanse i pola elektrostatyczne. Typowe podstawki pod kable wykonywane są z materiałów takich jak drewno, szkło, tworzywa sztuczne czy ceramika. Większość producentów zapewnia nas o zbawiennym wpływie tych akcesoriów na brzmienie z racji zastosowanych materiałów czy sposobów uniesienia kabli. Problem jest taki, że uniesienie kabla z podłogi przy pomocy izolatora elektrycznego przyczynia się do powstania różnicy potencjałów pomiędzy przewodem a podłogą. Sygnał przesyłany przez kabel może więc zostać zniekształcony lub zmodulowany poprzez różnicę potencjałów elektrostatycznych. Wiele firm produkujących audiofilskie przewody oferuje również stosowne podstawki. Wystarczy tu wymienić takie marki, jak Cardas Audio, Shunyata Research czy KBL Sound. Jedynym problemem są ceny, bo o ile samo ułożenie przewodów na drewnianych klocuszkach nie powinno być ani skomplikowane ani specjalnie kosztowne, niektórzy producenci potrafią zrobić z tego taką filozofię i ustalić tak kosmiczne ceny, że pozostaje tylko popukać się w głowę. A szkoda, bo sprawa jest ciekawa i ma całkiem solidne podstawy teoretyczne. Nikt nie oczekuje, że postawienie kabli na kilku podkładkach antywibracyjnych zmieni brzmienie systemu stereo o sto osiemdziesiąt stopni, ale spróbować warto.

Wszystko o kablach audio

Wszystko o kablach audio

Wszystko o kablach audio

Wszystko o kablach audio

Wszystko o kablach audio

Końcówka ma znaczenie

Podobnie, jak w przypadku kondensatorów, lamp elektronowych czy innych elementów sprzętu audio, dwa kable o teoretycznie takiej samej budowie wewnętrznej i identycznych parametrach mogą się od siebie różnić jeśli zostaną wyprodukowane w inny sposób i zakończone innymi wtykami. Kwestia zakończeń jest ważniejsza, niż mogłoby się wydawać. Janusze elektroniki będą wprawdzie twierdzić, że wtyczka powinna być porządna i mieć elementy stykowe pokryte materiałem odpornym na utlenianie i upływ czasu, najlepiej złocone. Wystarczy jednak wczytać się w katalogi i materiały informacyjne takich firm, jak Furutech, Neutrik czy WBT, aby zorientować się, że jest to niemalże temat na oddzielny artykuł. Wtyki mogą być owszem złocone, srebrzone lub rodowane, ale liczy się także materiał, z którego są wykonane, a nie tylko ich warstwa zewnętrzna. Podobnie, jak w kablach, we wtykach stosowane są różne dielektryki, od najprostszych i najtańszych materiałów po te bardziej audiofilskie, jak na przykład teflon. Niektóre firmy stosują końcówki z czystej miedzi lub srebra, a nawet bardzo egzotycznych stopów mających gwarantować idealny kontakt, brak zakłóceń i długowieczność. Przy okazji wtyków warto też wspomnieć o procesie ich montażu tudzież terminacji. W kablach głośnikowych, interkonektach, przewodach zasilających a nawet kablach cyfrowych, wtyki mogą być lutowane, zaciskane, przykręcane, a nawet spawane w warunkach wysokiego ciśnienia. Wielu producentów kabli, którzy decydują się na zakończenia lutowane, używa do tego specjalnej cyny z dodatkiem srebra. Nie będziemy się zagłębiać w ten temat, ale wystarczy powiedzieć, że czasami dwa kable tego samego producenta potrafią brzmieć nieco inaczej właśnie ze względu na rodzaj zastosowanych wtyków. Typowym przykładem są przewody głośnikowe, które można zamawiać z zakończeniami bananowymi lub widełkowymi. Warto pamiętać o tym, że wtyki prawie nigdy nie są wykonane z takiego samego materiału, jak przewodniki. Takie przypadki się zdarzają, ale wciąż należą do rzadkości. Z problemem walczą firmy, które wykonują wtyczki we własnym zakresie. Jest to jednak skomplikowane i dość kosztowne. Często taniej i łatwiej jest zamówić nawet bardzo drogie końcówki, co jednak nie zawsze rozwiązuje problem. Bardzo fajny patent stosuje tutaj firma Cardas Audio, której kable głośnikowe są konfekcjonowane na specjalnej maszynie. Jej zadaniem jest zaciśnięcie kabla z wtykiem w taki sposób, aby oba elementy praktycznie stopiły się ze sobą. Efektem jest wtyk, który płynnie łączy się z przewodnikami, bez niepotrzebnych barier, co pięknie widać na filmie udostępnionym przez firmę na YouTubie.

Obróbka i procesy produkcyjne

Aby w pełni zrozumieć temat, warto także przeanalizować to, w jaki sposób kable są produkowane. W większości przypadków są to druty wyciągane na maszynach przerabiających każdego dnia całe kilometry takich przewodników. Producenci audiofilskich kabli twierdzą jednak, że najlepsze efekty daje produkcja nastawiona na mniejszą ilość, za to wyższą jakość wyrobu końcowego. Procesy produkcyjne odbijają się przede wszystkim na wewnętrznej strukturze przewodników, dlatego firmy takie, jak Cardas Audio czy Kimber Kable dbają o to, aby druty nie były wyciągane zbyt szybko, a ich struktura krystaliczna była jak najczystsza. Dobrym przykładem takiego postępowania może być polska firma Albedo, wytwarzająca srebrne kable od podstaw z granulatu, który poddawany jest procesom topienia, chłodzenia, oczyszczania, walcowania, rekrystalizacji i dziesiątkom innych zabiegów mających na celu uzyskanie idealnych przewodników. Ze stosowania rozmaitych procesów obróbki znana jest także firma Argentum. Każda partia srebra poddawana jest procesowi rafinacji, a naprężenia powstałe w wyniku wyciągania drutów są usuwane poprzez przeprowadzanie kontrolowanej obróbki cieplnej - wyżarzania i stabilizowania. Pełny proces obróbki cieplnej trwa kilkanaście godzin. Łatwo sobie wyobrazić, że nie każdemu chciałoby się tyle czekać i wprowadzać takie procedury, kiedy można po prostu kupić trochę miedzi niewiadomego pochodzenia i zacząć wyciągać z niej druty tak szybko, jak pozwalają na to maszyny.

Jeżeli nie wierzycie, że miedź stosowana w jednych kablach może się różnić od miedzi stosowanej w innych, wystarczy przeanalizować jej oznaczenia lub czystość, którą producenci audiofilskich przewodów tak często się chwalą. Wielu producentów zwraca uwagę nie tylko na liczbę wyrażaną w procentach, ale także krystaliczną strukturę materiału. Szczególnie ciekawa jest miedź długokrystaliczna lub monokrystaliczna, otrzymywana w procesie OCC (Ohno Continuous Casting). Jest to metoda produkcji kabli stosowana przede wszystkim w odniesieniu do kabli miedzianych. W procesie takim drut jest wyciągany z niedużą prędkością z roztopionego metalu. Dzięki temu uzyskuje się miedź, w której pojedyncze kryształy mają długość powyżej 100 metrów. Miedź produkowana w procesie OCC ma też wysoką czystość. Metoda opracowana przez profesora Ohno z Chiba Institute of Technology w Japonii i opatentowana w 1986 roku nie jest tania, jednak wielu audiofilów uważa miedź OCC za najlepszy jakościowo materiał do produkcji kabli.

Oczywiście w całym procesie liczy się nie tylko materiał, ale także precyzja wykonania poszczególnych elementów i złożenia ich w jedną całość. Można tu przytaczać wiele przykładów, ale najlepszym jest chyba firma Nordost, która oprócz dostarczania przewodów do audiofilskich systemów stereo i kina domowego zajmuje się także produkcją kabli do sprzętu laboratoryjnego i medycznego, a nawet zaawansowanych technicznie przewodów stosowanych w przemyśle lotniczym i kosmicznym. Jak łatwo sobie wyobrazić, w takich warunkach liczą się nieraz ułamki milimetra, dlatego Nordost dysponuje technologią umożliwiającą nie tylko wykonanie kabli z wymaganą dokładnością, ale i sprawdzenie czy dana partia spełnia surowe normy jakościowe. Jeśli odległości pomiędzy poszczególnymi żyłami przekroczą zakładany próg tolerancji, maszyna zatrzymuje się, a wadliwy kawałek świeżo wyprodukowanego kabla jest odrzucany. Co ciekawe, podobno kiedyś ktoś znalazł dość długą szpulę takiego przewodu na wysypisku śmieci i, jak można się domyślić, nie miał żadnego problemu z odsprzedaniem odcinków o wybranej długości. Od tego momentu firma dodatkowo tnie kable, które nie przeszły rygorystycznych testów na króciutkie odcinki, nie nadające się do niczego, może za wyjątkiem wykonania sobie zworek do podwójnych terminali głośnikowych.

Czy kable należy wygrzewać w piekarniku?

Na koniec warto wspomnieć o dwóch elementach, które mają duże znaczenie z punktu widzenia świeżo upieczonego właściciela audiofilskich kabli. Pierwszym z nich jest kierunkowość wynikająca najczęściej ze sposobu produkcji kabli lub ich geometrii. Przyjęło się, że kierunek podłączenia przewodu w systemie audio powinien być zgodny z kierunkiem wyciągania przewodników. Dlatego też na wielu kablach umieszczane są odpowiednie strzałki lub napisy dzięki którym wiadomo który koniec przewodu powinniśmy przykładowo podpiąć do wzmacniacza, a który do kolumn. W przypadku braku strzałek, można się kierować prostą zasadą mówiącą, że napisy na zewnętrznej koszulce naszego kabla powinny być zgodne z kierunkiem transmisji sygnału. Niektórzy producenci celowo walczą jednak z kierunkowością, układając druty naprzemiennie tak, aby brzmienie było takie samo bez względu na to, którą wtyczkę podłączymy z której strony.

Drugą niezwykle ważną sprawą jest wygrzewanie. To proces, który dotyczy w zasadzie każdego urządzenia audio. O ile jednak konieczność odpowiedniego dotarcia kolumn czy wzmacniacza jest dla audiofilów dość oczywista, to o kablach niektórzy wciąż zapominają. Co takiego może się wygrzać czy też dotrzeć w naszych przewodach? Chociażby izolacja, która z upływem czasu ładuje się, lub - jak mówią niektórzy specjaliści - układa. Tak zwane wygrzewanie wpływa także na wewnętrzną strukturę przewodników, dlatego wiele firm przeprowadza taką procedurę już na etapie produkcji. Niektórzy producenci konstruują w tym celu specjalne maszyny pozwalające na jednoczesne podłączenie nawet kilkunastu czy kilkudziesięciu kabli i przepuszczenie przez nie specjalnie przygotowanego sygnału. Czy efekt jest słyszalny? Aby się przekonać, można chociażby przeprowadzić szybkie porównanie kabla nowego z takim, który przepracował już co najmniej kilkadziesiąt lub kilkaset godzin. Podstawowa trudność polega na zdobyciu kabla, który dopiero co zjechał z linii produkcyjnej i nie został przepuszczony przez maszynę do wygrzewania. Wtajemniczeni audiofile zgodnie twierdzą jednak, że żaden fabryczny proces nie zastąpi normalnego docierania przewodów w systemie audio.

Wszystko o kablach audio

Wszystko o kablach audio

Wszystko o kablach audio

Wszystko o kablach audio

Wszystko o kablach audio

To, co w kablach najważniejsze

Po zaabsorbowaniu takiej dawki wiedzy można zadać sobie jedno, fundamentalne pytanie. Po co to wszystko? Dlaczego mielibyśmy się przejmować średnicami przewodników w naszych kablach, a nie czymś znacznie przyjemniejszym? Cóż, dobra wiadomość jest taka, że nie musimy zastanawiać się nad tym za każdym razem, kiedy rozsiądziemy się wygodnie w fotelu i włączymy naszą ulubioną muzykę. Zrozumienie pewnych zjawisk i rozwiązań stosowanych w przewodach do sprzętu audio może pomóc nam w wyborze odpowiedniego modelu, ale żadne obliczenia nie zastąpią odsłuchu i tutaj niestety większość firm i specjalistów ma absolutną rację. Ponieważ jednak obiecaliśmy, że nie będziemy się zagłębiać w opowieści o napowietrzonej przestrzeni i pogłębionym basie, na tym zakończymy niniejszy poradnik, a o przełożeniu teorii na praktykę wspomnimy pewnie nie raz w kolejnych artykułach i testach. Jeżeli więc uważaliście, że kable nie różnią się między sobą niczym poza kilkoma podstawowymi parametrami, mamy nadzieję, że nabraliście ochoty aby wgryźć się w temat nieco głębiej. A jeśli twierdzicie, że kable nie mają wpływu na brzmienie sprzętu audio, odłączcie je od kolumn i elektroniki, a następnie wyrzućcie do kosza. To jak, słychać różnicę?

Artykuł powstał we współpracy z firmą Voice.

  • Brak komentarzy

Skomentuj

Komentuj jako gość

0

Bannery dolne

Wyszukiwarka

Nowe testy

Poprzedni Następny
Questyle CMA400i

Questyle CMA400i

Mimo zachodzących na rynku zmian i globalizacji wkradającej się w każdy zakamarek naszego życia, audiofile wciąż podchodzą z nieufnością do sprzętu produkowanego w Chinach. Nie mamy problemów z kupowaniem smartfonów,...

Onkyo A-9150

Onkyo A-9150

Wzmacniacze zintegrowane wyposażone w moduł przetwornika cyfrowo-analogowego, phono stage czy nawet funkcje streamingowe są chyba najbardziej chodliwym towarem na rynku audio zaraz po słuchawkach i głośnikach bezprzewodowych. Nie ma w...

Denon PMA-30

Denon PMA-30

Obserwując rynek sprzętu audio coraz częściej dochodzę do wniosku, że im bardziej rośnie przepaść dzieląca najtańsze i najdroższe urządzenia, tym mocniejsza staje się potrzeba znalezienia w tym wszystkim równowagi, jakiegoś...

Komentarze

Jak ktoś robi kolumny za sto, dwieście albo trzysta tysięcy złotych, zejście do czterdziestu pięciu tysięcy może być ciężkie. Pewnie nie byłaby to żadna sztuka ...
''Jak informuje dystrybutor, Magico od dawna zamierzało wprowadzić na rynek bardziej przystępny produkt....'', ''Poglądowa cena detaliczna tego modelu wyniesie ...
Krzysztof Chrząszcz
Przyłączam się do pytania (a w zasadzie bardziej ciekawi mnie porównanie z Onkyo TX-8270). Który z nich bardziej eksponuje wysokie tony i uwydatnia wady słabiej...

Płyty

U2 - Songs of Experience

U2 - Songs of Experience

Podobno leżącego się nie kopie, ale co gdy leżący sam nadstawia się pod buta krzycząc dodatkowo, że wszystko jest w...

Newsy

Audeze LCD-MX4

Audeze LCD-MX4

Amerykański producent wprowadza do swojej oferty planarne słuchawki wokółuszne LCD-MX4. To wysokiej klasy konstrukcja, która powstała z myślą o dostarczaniu...

Prezentacje

Elektryczna podróż młodego geniusza - JBL

Elektryczna podróż młodego geniusza - JBL

Nie istnieje pewnie na świecie miłośnik dobrego dźwięku, którego nie interesowałaby geneza znanych marek zajmujących się produkcją sprzętu hi-fi. Niewątpliwie jedną z nich jest JBL - legendarna, amerykańska firma, której korzenie sięgają lat dwudziestych ubiegłego stulecia. Marka, którą powinien kojarzyć każdy, kto choć raz z ciekawości przyglądał się głośnikom na...

Ostatnie aktywności

  • Witam. Posiadam od roku to cudo tzn Onkyo TX-8150 i podpięte Heco Music Style 900:) Zestaw dostarcza bardzo dużo przyjemności dla uszu. Szczerze polecam taką właśnie konfigurację. Nie zawsze jednak mogę posłuchać muzyki (rodzinka) i żeby nie przeszkadzać innym zakupiłem słuchawki bezprzewodowe Bluetooth JBL E55BT. Następne cudo techniki:) Pojawił się jednak problem (nazwę to nowym doświadczeniem) ze sparowaniem ich z amplitunerem. Czy ktoś może mi w tym temacie pomóc? Z góry dziękuję. Pozdrawiam.
  • sittek
    sittek właśnie zarejestrował/a się na stronie

Dyskografie

Budgie - Zapomniany gatunek

Budgie - Zapomniany gatunek

Deski skrzypiały pod nogami, kiedy wchodził na strych. Strach jednak tłumiła fascynacja nowym, nieznanym wcześniej miejscem. Spróchniałe schody nie miały...

Galerie

15 premier wystawy IFA 2017

15 premier wystawy IFA 2017

Wakacje oficjalnie dobiegły końca, a u naszych zachodnich sąsiadów zakończyła się jedna z największych wystaw elektroniki użytkowej. IFA to prawdziwe...

Wywiady

Ken Ishiwata - Marantz

Ken Ishiwata - Marantz

[English version] Niedawno zamieściliśmy na łamach naszego magazynu przekrojową prezentację marki Marantz, jednak cała historia byłaby niepełna gdybyśmy nie przeprowadzili...

Vintage

Sony WM-GX788

Sony WM-GX788

Do tej pory w dziale Vintage jeszcze nie pojawił się tekst mówiący o urządzeniu kończącym pewną erę. Pisaliśmy o pierwszym...

Partnerzy StereoLife

The Rockferry
Blog Zuzanny Janickiej o muzyce i wszystkim, co z nią związane. Nowości, płyty, wydarzenia, zestawienia, wywiady... Prawdziwa kopalnia wiedzy o muzyce.
Sidemainstream
Muzyczny blog Jędrzeja Dobosza - bank informacji o nowościach muzycznych, okraszonych opisami, ciekawostkami i próbami ocenienia jakości. Jak twierdzi sam autor, nieważne czy podąża się autostradą głównego nurtu, czy też pobocznymi, alternatywnymi dróżkami - ważne, aby muzyka była dobra.
Rock'n'Roll Will Never Die!
Tytuł mówi w zasadzie wszystko. Blog prowadzony przez naszego specjalistę od szeroko pojętej muzyki rockowej - Pawła Pałasza. Mamy nadzieję, że nie zginie nigdy!
Music On The Head
Muzyczny blog naszego redakcyjnego kolegi, Jarka Święcickiego. O płytach, sprzęcie i ciekawostkach z życia audiofila.
Subiektywny Dziennik Muzyczny
Blog prowadzony przez Rafała Garszczyńskiego - redaktora miesięcznika JazzPRESS i RadioJAZZ, którego recenzje pojawiają się również w naszym portalu. Ogromna ilość płyt jazzowych, a podobno to wcale nie wszystko, może jakiś ułamek tego, co Rafałowi udało się przesłuchać i opisać. Biblia jazzu!
Rolowy Świat Muzyki
Blog prowadzącego nasz dział muzyczny Karola Otkały, w skrócie Rola. Mnóstwo dobrej muzyki i nie zawsze poprawnych politycznie komentarzy.

Słownik

Poprzedni Następny

Kolumna zamknięta

Rodzaj zestawu głośnikowego, w którym przetworniki pracują w zamkniętej, szczelnej obudowie. Do słuchacza dociera więc tylko sygnał emitowany przez przednią stronę membrany, a dźwięki promieniowane przez głośnik do tyłu są...

Ta strona używa plików cookies. Korzystając z niej wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej dowiesz się tutaj.