Peter J. Birch - The Shore Up in the Sky
- Kategoria: Rock
- Zuzanna Janicka
Kim jest ten brodaty wokalista podpisujący się jako Peter J. Birch? Nie, nie jest to kolejny brytyjski chłopak z gitarą, jak sama jeszcze jakiś czas temu myślałam. Peter to tak naprawdę... Piotr Jan Brzeziński, polski muzyk pochodzący z Wołowa - małego miasta położonego na Dolnym Śląsku. Mimo młodego wieku, zdążył już wydać trzy płyty. Najnowsza "The Shore Up in the Sky", przeze mnie dziś recenzowana, ukazała się chwilę temu. Przyjęcie obcobrzmiącego scenicznego pseudonimu było świetnym posunięciem. Dodając do tego wykonywaną przez Petera J. Bircha muzykę można powiedzieć, że Polska zyskała kolejny produkt eksportowy, który w niczym nie ustępuje zachodnim standardom. Sprawdza się to w praktyce, bo ze swoimi piosenkami polski wokalista zdążył już kilkukrotnie objechać wiele europejskich państw, zdobywając aprobatę tamtejszych melomanów.
"The Shore Up in the Sky" to płyta całymi garściami czerpiąca z tradycji amerykańskiej muzyki. Peter J. Birch sprawnie porusza się po muzycznych krajobrazach amerykańskiego południa, serwując nam smaczną mieszankę bluesa, folku, rocka i country. Chwilami brzmi to współcześnie, momentami cofamy się w czasie o dobre parę dekad i mamy wrażenie, że po Piotrku na scenę wejdzie sam Johnny Cash. Wybór utworu rozpoczynającego album nie mógł być przypadkowy. "Wake Up Luisiana!" to klimatyczne, pobudzające nagranie, które potrafi zostać w pamięci. Ten nieco przybrudzony kawałek kontrastuje z dopracowanym, znacznie spokojniejszym "Gallants", które - a co! - przywodzi mi na myśl balladowe kompozycje z ostatniej eleganckiej płyty Arctic Monkeys. Kolejna propozycja Petera, "Self-Identity State of Memory" porywa ostrą, hałaśliwą końcówką, po której następuje krótka seria naprawdę znakomitych piosenek - szybko oczarowały mnie "Memphis Blues", "Black Tombstone", "New Prince" i "Old Fashioned Hollywood". Pierwsza jest bujającym miksem bluesa i country (zwróćcie uwagę na harmonijkę!). Druga zaś nie tylko najkrótszym nagraniem na płycie (trwającym nieco ponad minutę), ale i najbardziej nastrojowym. A to wszystko za sprawą kobiecego chórku i westernowego klimatu. Taka piosenka mogłaby powstać w latach 60. Podobnie zresztą jak folkowa, melancholijna ballada "New Prince" czy brzmiące jak utwór podebrany Johnny’emy Cashowi "Old Fashioned Hollywood".
Świetnie słucha się niedługiego, bluesowego "I’ve Got This Train", w którym głos Piotra dobiega do nas jakby z oddali, co w połączeniu z charakterystyczną melodią sprawia wrażenie piosenki puszczanej z przykurzonej płyty winylowej, która na strychu przeleżała jakiś czas. Mały spadek formy odnotowałam dopiero w przewidywalnym i bardzo przystępnym "Everyday Chances". Cicha ballada "Ownbackyard" z początku znikała z mojego "radaru", ale warto na chwilę zatrzymać się, by uważnie wsłuchać się w te błogie dźwięki.
Płyta "The Shore Up in the Sky" Petera J. Bircha pojawiła się w dobrym momencie mojego życia. Jeszcze nigdy tak chętnie nie zagłębiałam się w amerykańskie granie z lat 50-60. Dlatego też z chęcią sięgnęłam po album osoby, która miała ochotę zinterpretować te melodie na swój własny sposób, wcale nie odbiegający od wspaniałych oryginałów. Być może Polska tej płyty nie kupi. Trudno. Z tak udanym wydawnictwem lepiej od razu celować w zachodnią publiczność. Najlepiej tą zza Oceanu.
Artysta: Peter J. Birch
Tytuł: The Shore Up in the Sky
Wytwórnia: Sonic
Rok wydania: 2015
Gatunek: Blues, Rock, Country, Folk
Czas trwania: 41:10
Ocena muzyki
-
Abyss
Ciekawa muzyka, posłuchałem kilku kawałków i zaciekawiła mnie. Może sobie sprawię prezent. W grudniu była nawet obniżona cena, ale co było - minęło.
0 Lubię
Komentarze (1)