Bannery górne wyróżnione

Bannery górne

A+ A A-

Gato Audio DIA-250S

Gato Audio DIA-250S

Rynek sprzętu audio tworzą dziś nie tylko tak zwani wielcy gracze, ale także mniejsze manufaktury kierujące swoje produkty do bardzo konkretnego klienta. W niektórych dziedzinach to właśnie te skromniejsze firmy zaczęły wytyczać nowe ścieżki, którymi wkrótce poszły także marki znane wszystkim melomanom. Podczas, gdy starzy wyjadacze zajmują się wypuszczaniem coraz większych kolumn i coraz mocniejszych wzmacniaczy za coraz większe pieniądze, ich mniej utytułowana konkurencja rozwija skrzydła i dociera do klientów, którzy owszem chcą kupić dobry sprzęt, ale jeszcze nie powariowali. Być może dlatego dziś hi-endowe słuchawki to Audeze, HiFiMAN i Focal, a nie Beyerdynamic, porządny wzmacniacz ze świetnym przetwornikiem to dla nas Hegel, a nie Creek, a synonimem głośnika sieciowego jest Sonos, a nie Monitor Audio. Jak mawiają sportowcy, niewykorzystane sytuacje się mszczą, a po w ciągu zaledwie kilku lat sytuacja na rynku potrafi zmienić się diametralnie. Dlatego też warto śledzić poczynania firm, które może nie są znane na całym świecie i nie wydają setek tysięcy dolarów na działania marketingowe, ale za to mają dobre pomysły i realizują swe plany w bardzo konsekwentny sposób. Jedną z takich manufaktur jest Gato Audio. Domyślam się, że wielu audiofilów widzi tę nazwę po raz pierwszy, a szkoda, bo w tym roku duńska firma świętowała dziesiąte urodziny. Informacja o okrągłej rocznicy przeszła w branży bez echa. Być może dlatego, że z tej okazji nie wypuszczono całej serii jubileuszowych produktów w złotych obudowach. Duńczycy robią swoje jak gdyby nigdy nic. Ich specjalnością są kompaktowe, ale bardzo eleganckie i nowoczesne komponenty stereo. Dokładnie z takim urządzeniem będziemy mogli się zmierzyć. Oto rozbudowany wzmacniacz zintegrowany DIA-250S.

Jeśli zajrzycie do katalogu Gato Audio lub wpadniecie do pokoju tej firmy podczas którejś z większych wystaw sprzętu audio, natychmiast zrozumiecie, że takiego sprzętu nie mogli zaprojektować i zbudować nowicjusze. Nie ma to zresztą większego związku z dziesiątą rocznicą jej założenia, bo komponenty z logiem tego nieco dziwnego lwa od samego początku wyglądały rewelacyjnie. Kluczem do rozwiązania tej tajemnicy są nazwiska ludzi, którzy powołali Gato Audio do życia. Jak przeczytamy na oficjalnej stronie firmy, jej grupę projektową tworzą specjaliści odpowiedzialni za każdą z dziedzin istotnych z punktu widzenia konstrukcji audio, a więc zasilania, obwodów elektronicznych, projektu mechanicznego, akustyki, technologii produkcji, a nawet logistyki. Kojarzycie takie nazwiska, jak Poul Rossing, Frederik Johansen i Kresten Dinesen? Pierwszego jegomościa na pewno znają audiofile, którzy jeszcze jakiś czas temu stali przed wyborem kolumn. Rossing na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego wieku zajmował się dystrybucją sprzętu takich marek, jak Luxman, B&W i Cabasse, ale w naszym kraju jest znany przede wszystkim jako producent kolumn Avance. W czasach wielkiego boomu na sprzęt audio w wielu polskich domach stanęły zestawy z serii Epsilon, Omega, Dana i Signature. Frederik Johansen był z kolei związany z firmą Holfi. Jeśli pamiętacie słynne odtwarzacze z drewnianymi klockami w środku oraz magiczne płytki mające uzdrawiać pole elektromagnetyczne pod gniazdami i kablami - tak, dokładnie o tę firmę chodzi. Johansen nie był autorem tych pomysłów, ale odpowiadał za logistykę i zarządzanie produkcją. Od 2001 roku piastował stanowisko menadżera produkcji w firmie Thule Audio. W obu z nich doświadczenie zdobywał także Kresten Dinesen, odpowiadający w Gato Audio za wzornictwo i projekt mechaniczny komponentów elektronicznych. Kiedy więc w 2008 roku firma wchodziła na rynek, była zupełnie nowa, ale od samego początku stało za nią doświadczenie i kreatywność, której żadnemu z panów nie sposób odmówić.

Jaka jest zatem filozofia Gato Audio? W dostępnych na stronach producenta i dystrybutora materiałach informacyjnych znajdziemy wiele słów, ale niewiele konkretów. Postarałem się wyłowić z nich to, co najważniejsze. Firmowa koncepcja projektowania sprzętu opiera się na eliminowaniu ograniczeń typowych dla urządzeń z niższej półki i wykorzystywaniu możliwości, jakie daje postępujący rozwój techniczny. Wszystkie płytki drukowane wytwarzane są specjalnie dla każdego modelu. Swego rodzaju znakiem rozpoznawczym Gato Audio stały się też precyzyjnie wyrzeźbione elementy aluminiowe, które widać w każdym z jej produktów. Nawet tylne ścianki zestawów głośnikowych to zaokrąglone profile przypominające radiatory z hi-endowych końcówek mocy. Skomplikowane, metalowe elementy tworzące zewnętrzny korpus obudowy każdego klocka Gato Audio powstają w najlepszych zakładach obróbki metalu, będących specjalistami na tym polu. Co więcej, podzespoły elektroniczne również pochodzą od starannie wyselekcjonowanych dostawców, którzy są w stanie spełnić wymagania duńskiej firmy odnośnie jakości, tolerancji i stabilności dostaw. Wszystkie elementy są testowane aby finalny produkt charakteryzował się nie tylko wysoką jakością brzmienia, ale także trwałością i bezawaryjnością. Warto przy tym nadmienić, że urządzenia Gato Audio są nie tylko projektowane, ale także wytwarzane w Danii. Choć z poszczególnych klocków można złożyć elegancki system, co widzieliśmy nie raz na wystawie Audio Video Show, firma nie stosuje polityki nakazującej budować swój zestaw z urządzeń jednej marki. Jak sama zapewnia, każdy z jej modeli jest kompletny, w pełni gotowy do działania i łatwy w użyciu.

Gato Audio DIA-250S

Wygląd i funkcjonalność

Zapomnieli użyć jeszcze jednego słowa - piękny. W niniejszej recenzji może się ono pojawiać bardzo często, za co z góry przepraszam, ale spójrzcie tylko na niego... DIA-250S wygląda jakby został zaprojektowany przez najlepszych specjalistów od wzornictwa i wykonany przez szwajcarskich zegarmistrzów. A jeśli patrząc na zdjęcia pokiwaliście z uznaniem głową, nie znacie nawet połowy historii, bo na żywo ten wzmacniacz wygląda trzy razy lepiej. Chodzi nie tylko o jego kształt czy proporcje, ale wyjątkową - nawet jak na hi-endowy sprzęt audio -precyzję wykonania poszczególnych elementów. To dość ciekawe, bo duńska integra jest pozornie bardzo skromna. Mamy tu tylko dwa przyciski i duże, centralne pokrętło. Standby, źródło i regulacja głośności. Do tego wyświetlacz rozciągający się po obu stronach metalowej gały. Po lewej znalazło się wskazanie poziomu wysterowania, a po prawej aktywne wejście. Zero pomysłowości i ekstrawagancji? Tak by się wydawało, ale w rzeczywistości mamy tu do czynienia ze wzmacniaczem o bardzo rozbudowanej funkcjonalności. Projektantom Gato Audio w jakiś cudowny sposób udało się opakować nowoczesną technologię w minimalistyczne ubranie, które na dodatek prezentuje się obrzydliwie luksusowo. DIA-250S to nietypowa kombinacja rzadko łączących się ze sobą elementów. Z przodu wygląda jak nieskazitelnie audiofilski wzmacniacz mający dosłownie jedną funkcję i kilka wejść, za to z tyłu prezentuje się bardziej jak nowoczesny system all-in-one. Z zewnątrz widzimy tylko wysokiej jakości materiały i złożone kształty, których uzyskanie wymaga zastosowania precyzyjnych obrabiarek, a w środku kryje się nowoczesny wzmacniacz impulsowy z przetwornikiem cyfrowo-analogowym i modułem łączności bezprzewodowej. Jedno jest pewne. Dawno nie testowałem urządzenia, które postawione w reprezentacyjnej części salonu robiłoby taki szał. A przecież nie mamy tu wystających lamp, wielkich szyb z podświetlanymi wskaźnikami ani złotych przycisków. Duńska integra jest stosunkowo mała, a i tak momentalnie przyciąga wzrok. Czaruje prostotą, nowoczesnością i maksymalnie wysoką jakością wykonania. Można przyglądać się jej ze szkłem powiększającym, a i tak nie ma się do czego przyczepić. Może to dziwne, ale wierzcie mi - DIA-250S ma taki urok, że nagle całe jego otoczenie zaczyna wyglądać lepiej, drożej i bardziej stylowo. I nie jest to tylko moje odczucie. Moja żona powiedziała, że jeśli miałaby na rocznicę ślubu dostać piękny pierścionek z wielkim brylantem albo ten wzmacniacz, bez zastanowienia wzięłaby wzmacniacz. Szach i mat. Pozamiatane.

DIA-250S jest jednym z niewielu urządzeń, które na żadnym etapie testu nie zaczęło tracić w moich oczach. Nawet wizyta w naszym studiu fotograficznym przebiegła bezproblemowo. Piękna, piękna, piękna robota.

Każdy najmniejszy element tego wzmacniacza zasługuje na uwagę. Nie tylko przednią ściankę, ale praktycznie całą obudowę wykonano z aluminiowych profili o skomplikowanych kształtach. Front jest zaokrąglony po bokach i lekko przycięty w dolnej i górnej części. To jednak nic w porównaniu z boczkami wyrzeźbionymi z jednego kawałka aluminium w taki sposób, że przypominają połączenie długich, leciutko zaokrąglonych listewek. W pierwszej chwili pomyślałem, że to po prostu ciekawie zaprojektowane radiatory. Teoria mogłaby się zgadzać gdyby nie kilka szczegółów. Po pierwsze, takie ułożenie listewek nie zapewnia efektywnego odprowadzania ciepła. Aby tak było, powinny być ustawione pionowo, ewentualnie wspomagane wentylatorem wymuszającym przepływ powietrza wzdłuż kanalików. Tutaj jednak są one otwarte do tyłu, bo przednia część otworów jest idealnie maskowana przez płytę czołową. Duże kawałki metalu mogą tak czy inaczej odprowadzać ciepło, jak to ma miejsce we wzmacniaczach, w których tranzystory są przymocowane bezpośrednio do szczelnej obudowy (Naim, Exposure, Sonneteer). Nie jestem jednak przekonany czy w DIA-250S faktycznie jest co chłodzić, bo mamy do czynienia z układem pracującym w klasie D. Wydaje się, że te aluminiowe listewki mają niewiele wspólnego z radiatorami, bo takie same duńska firma stosuje w swoich odtwarzaczach. Wychodzi na to, że boczki wcale nie musiały być tak odjazdowe. Ale są. Podobnie, jak wszystko inne. Podwójny wyświetlacz to małe dzieło sztuki. Z pewnością można było zastosować w tym miejscu coś brzydszego. Zdecydowano się jednak na opcję łączącą funkcjonalność i czytelność z futurystycznym wyglądem. Trochę szkoda tylko centralnego, podświetlanego wskaźnika ze starszych modeli, ale po kilku dniach zabawy testowaną integrą nie wiem czy bym się zamienił. Ostatecznie podrygująca w rytm muzyki igiełka to tylko gadżet, który tak naprawdę do niczego nie służy. Tymczasem ekran w DIA-250S jest naprawdę fajny, a w razie potrzeby można go wygasić i wówczas wskazania są widoczne tylko przez chwilę po zmianie poziomu głośności lub źródła. A jeśli myśleliście, że na przedniej ściance i boczkach kończy się zabawa ze szczotkowanym aluminium, jesteście w błędzie. Taka sama jest bowiem płyta tworząca podstawę wzmacniacza, tylna ścianka i pokrywa, do której przyklejono ozdobną, drewnianą deseczkę z logiem producenta. Do wyboru mamy kilka wersji kolorystycznych, w tym naturalne drewno i biały lub czarny lakier. Osobiście wolałbym naturalny rysunek drewna, ale nie każdemu będzie to pasowało, dlatego wersja widoczna na zdjęciach wydaje się najbezpieczniejsza. Pod tą zewnętrzną powłoką znajduje się jednak gruba, metalowa płyta, którą po odkręceniu małej, również aluminiowej listewki w górnej części tylnej ścianki można swobodnie wysunąć po specjalnych prowadnicach. DIA-250S jest jednym z niewielu urządzeń, które na żadnym etapie testu nie zaczęło tracić w moich oczach. Zwykle kiedy mamy do czynienia z ładną obudową, wszystko zaczyna się sypać podczas rozkręcania. Nowoczesne integry też mają swoje humory. Najpierw wszystko idzie pięknie, ale po kilku dniach potrafią się zawiesić. Tym razem wszystko szło jak po maśle. Nawet wizyta w naszym studiu fotograficznym przebiegła bezproblemowo. Piękna, piękna, piękna robota.

Znawcom audiofilskiego rynku być może nie powiedziałem do tej pory nic niezwykłego. Urządzenia duńskiej firmy słyną przecież z wysokiej jakości wykonania, a wzmacniacze cyfrowe, impulsowe czy jak by ich tam nie nazywać są obecnie bardzo popularne, więc nic dziwnego, że pojawiły się w ofercie Gato Audio. Jednak pozycja testowanego modelu w katalogu jest bardzo ciekawa, szczególnie biorąc pod uwagę jego funkcjonalność. Byłem przekonany, że integra z wbudowanym przetwornikiem i gęsto zabudowanym zapleczem będzie plasować się w tej górnej granicy cen, do których przyzwyczaiła nas manufaktura z Herlev. Tymczasem - nie licząc monitorów FM-8 - jest to jej drugi najtańszy produkt. Mniej kosztuje tylko przedwzmacniacz PRD-3S za 16199 zł, do którego należy jednak kupić końcówkę mocy PWR-222 za 31499 zł, więc i on się nie liczy. Wyceniony na 17499 zł DIA-250S jest zatem najtańszym wzmacniaczem w ofercie Gato Audio. Do wyboru mamy także 400-watową wersję DIA-400S za 24999 zł, i klasyczną integrę AMP-150 za 31499 zł, a do kompletu - odtwarzacz płyt kompaktowych CDD-1 w tej samej cenie. Na oficjalnej stronie firmy znajdziemy jeszcze czterokanałową końcówkę mocy DPA-4004 i jej sześciokanałową bliźniaczkę o nazwie DPA-2506. Te modele nie są jednak dostępne w Polsce i myślę, że to akurat słuszne posunięcie ze strony dystrybutora. Na tym tle DIA-250S wydaje się być wyjątkowo atrakcyjną propozycją. Za nieco ponad połowę ceny modelu AMP-150 dostajemy gustowny wzmacniacz dysponujący wysoką mocą i obładowany gniazdami jak rzadko które urządzenie o zbliżonych gabarytach. Gdzie jest haczyk? Możliwe, że w konstrukcji wewnętrznej. Jak większość audiofilów, wciąż nieufnie podchodzę do piecyków pracujących w klasie D. Odsłuchy kilku modeli, jak na przykład NuPrime'a IDA-8 czy T+A PA 1000 E, kazały mi jednak zrewidować swoje poglądy. Ostatecznie stosuję zasadę czystej kartki, bo każde urządzenie może zagrać źle lub dobrze, bez względu na to czy jest to wzmacniacz lampowy, tranzystorowy, hybrydowy, impulsowy czy litowo-jonowy.

Przenieśmy się zatem na tylną ściankę. Oj, tutaj dzieje się wiele... Gniazda niemal zachodzą na siebie, ale czego się spodziewaliście w urządzeniu, które ma na pokładzie prawie wszystko, a mierzy zaledwie 32,5 cm szerokości? Projektanci na szczęście zadbali o to, aby każdy kabel dało się jakoś podłączyć, ale w niektórych przypadkach trzeba się będzie trochę napocić, a być może i powyginać. Idąc od lewej, mamy tu trójbolcowe gniazdo zasilające z głównym włącznikiem, maleńkie złącze systemowe, trzy wejścia cyfrowe (USB, koaksjalne i optyczne), dwa analogowe wejścia niezbalansowane (RCA) i jedno zbalansowane (XLR) oraz po jednym wyjściu w obu formatach, na wypadek gdybyśmy chcieli puścić sygnał do zewnętrznej końcówki mocy lub kolumn aktywnych. Co ciekawe, jedno z wejść RCA może zostać przełączone w tryb bezpośredniego wejścia do końcówki mocy. W tym celu należy wybrać źródło IN1 i przytrzymać przycisk selektora przez cztery sekundy. Nad wszystkimi gniazdami cyfrowymi i analogowymi znajdziemy małe złącze dla anteny Bluetooth i pojedyncze, ale bardzo porządne terminale głośnikowe. Wydaje się, że banany będą tutaj najlepszą, jeśli nie jedyną rozsądną opcją. Montaż wtyków widełkowych i gołych kabli jest możliwy, ale skorzystanie z wejścia koaksjalnego, wyjścia liniowego lub któregokolwiek z gniazd XLR będzie wówczas mocno utrudnione. Czy to już wszystko? Oczywiście, że nie! Chcąc zachować wizualną czystość frontu, producent przeniósł parę przycisków na tylną ściankę. Jeden z nich jest przezroczysty i nie ma opisu. Jak dowiedziałem się z instrukcji obsługi, służy do parowania urządzeń Bluetooth. Drugi, czarny przycisk znajduje się obok wyjścia zbalansowanego i odpowiada za wygaszenie wyświetlacza. Wydaje mi się, że projektanci mogli już nie robić sobie jaj, tylko dodać dwa srebrne przyciski z przodu. Może sparowanie nowego telefonu czy wygaszenie wyświetlacza nie jest czymś, co robi się każdego dnia, ale wygląda to co najmniej dziwnie. Idąc tą drogą, można przenieść wszystkie przyciski na tylną ściankę. Kto bogatemu zabroni? Na szczęście do dyspozycji mamy również pilota, o którym mogę pisać w samych superlatywach. Jest poręczny, porządny i ma idealną liczbę przycisków. Włącznik, wygaszenie wyświetlacza, szybkie wyciszenie, po jednym guziku dla każdego źródła, do tego regulacja głośności i dwa dodatkowe przyciski pozwalające na zmianę wejścia w górę i w dół. Sterownik działa pod dowolnym kątem, więc nie musimy bawić się w snajpera. Duńczycy zadbali nawet o takie szczegóły, jak opisy pinów gniazda IEC. Niektórzy nie zwracają na to uwagi, inni owszem, ale nawet jeśli sprawdzimy polaryzację w listwie i naszym kablu, często pozostaje pytanie co zrobił producent i który pin powinien iść do żyły gorącej, a który do neutralnej. W niektórych wzmacniaczach można łatwo odwrócić polaryzację, inne w ogóle nie włączą się jeśli sieciówka jest podłączona źle, ale najprostszym sposobem jest dodanie czytelnego opisu, o czym projektanci Gato Audio pomyśleli i chwała im za to. DIA-250S ma także zabezpieczenie chroniące go przed przegrzaniem. Na prawym wyświetlaczu zobaczymy wówczas wymowny napis "HOT", a urządzenie pozwoli się odpalić ponownie dopiero, gdy temperatura spadnie do bezpiecznego poziomu.

Minusy? Mógłbym ponarzekać na cenę, ale mając na uwadze jakość wykonania testowanego wzmacniacza, przepraszam, ale nie przejdzie mi to przez klawiaturę. Wiem, że 17499 zł to sporo pieniędzy, ale DIA-250S wygląda po prostu nieziemsko. Gdyby za siedmioma górami, za siedmioma lasami żył sobie czarodziej zdolny zamienić milion dolarów w dowolny przedmiot, a pewnego dnia zapukał do niego audiofil, wyłożył na stół walizkę pieniędzy i poprosił o wyczarowanie wzmacniacza, dokładnie taki mógłby być efekt końcowy. Widzę natomiast kilka innych mankamentów mających bezpośredni lub mocno pośredni związek z testowaną integrą. Pierwszym jest jakość lakieru na pokrywie. Nie jest źle, ale do ideału jeszcze trochę brakuje. Przedmioty odbijające się w czarnej tafli załamywały się i falowały tak, że gdyby to były drogie kolumny, kręciłbym nosem. Druga sprawa to łączność. Bluetooth w audiofilskim wzmacniaczu powinien być moim zdaniem tylko dodatkiem, natomiast tutaj producent wykorzystał go również w celach, nazwijmy to - marketingowych. Na swojej stronie, w opisie omawianego modelu zamieścił bowiem loga niemal wszystkich popularnych serwisów muzycznych. Spotify, Deezer, Qobuz, Pandora, TuneIn, YouTube, SoundCloud, TIDAL, a nawet Amazon Prime. Wszystko się zgadza, ale pod warunkiem, że podłączymy do naszego wzmacniacza coś, co faktycznie da nam dostęp do takiego serwisu. Duńczycy twierdzą, że możemy podłączyć laptopa do wejścia USB albo sparować z DIA-250S swój smartfon lub tablet i wówczas świat cyfrowej muzyki stoi przed nami otworem. Tak, ale przyjęło się, że obecność loga danej aplikacji sugeruje, że dane urządzenie potrafi połączyć się z nią samodzielnie. Tymczasem DIA-250S nie łączy się z siecią w żaden sposób. Ani przez Wi-Fi, ani za pomocą kabla LAN. A co za tym idzie, nie potrafi odtwarzać muzyki tak, jak chociażby sieciowe głośniki Sonosa. Według mnie, może to wprowadzać klientów w błąd. Mówienie, że wzmacniacz poradzi sobie z muzyką z serwisu Spotify, bo można podłączyć do niego komputer lub telefon to jak twierdzenie, że samochód może przepłynąć z Polski do Szwecji, jak wjedzie się nim na prom... Po co się ograniczać? Ja już pierwszego dnia podłączyłem DIA-250S kablem optycznym do konsoli i oglądałem nowe filmy na Netflixie. Dajcie logo Netflixa i PlayStation! Przepraszam za uszczypliwość, ale przypomniał mi się jeden z ciekawszych pokazów podczas ubiegłorocznej wystawy Audio Video Show, gdzie udowodniono, że dzięki streamerom Yamahy można unowocześnić czterdziestoletni wzmacniacz, którego konstruktorzy w najśmielszych snach nie widzieli nawet płyty kompaktowej, nie mówiąc o streamingu. To zamieszanie nie jest jednak winą samego wzmacniacza, a raczej jakiegoś "specjalisty" od marketingu.

Historia z funkcjonalnością ma jednak swoje rozwinięcie. Skoro sam wzmacniacz nie łączy się z siecią, nie ma dedykowanej aplikacji do odtwarzania muzyki i nie obsługuje chociażby systemu Spotify Connect, większość użytkowników będzie musiała dodać do kompletu jakieś źródło. A to problem, bo w katalogu Gato Audio znajdziemy tylko odtwarzacz CD/SACD. Wszechstronny streamer w identycznej obudowie byłby świetnym rozwiązaniem, ale nie istnieje i nic nie wskazuje na to, by firma w ogóle nad nim pracowała. W tej sytuacji pozostaje nam coś, co na pewno nie będzie wizualnie pasowało do naszej integry. Może to być mały strumieniowiec, który podłączymy do gniazda koaksjalnego (Bluesound Node 2, Sonos Connect) albo USB (Auralic Aries Mini, SOtM sMS-200, Bryston BDP-Pi). Problemem w takiej sytuacji staje się jednak odtwarzanie plików DSD, bo DAC w DIA-250S obsługuje tylko sygnały PCM o granicznych parametrach 24 bit/192 kHz. Ponieważ mamy do czynienia ze wzmacniaczem za 17499 zł, prawdopodobnie będzie nam zależało na wysokiej jakości brzmienia. Ja niestety widzę tu tylko jedno naprawdę rozsądne wyjście - kupno zewnętrznego źródła z wysokiej półki i podłączenie go do wejścia analogowego. Ale skoro tak, to po co nam ten wbudowany przetwornik? Szczerze mówiąc, można go potraktować jako dodatek, opcję rozruchową lub moduł zapewniający dodatkową porcję gniazd, tak na wszelki wypadek. Szkoda, że producent nie przewidział rozszerzenia funkcjonalności w stronę samodzielnego streamingu. Wiem, że DIA-250S to przede wszystkim audiofilska integra. Zdaję sobie sprawę, że sama jego obudowa musiała kosztować majątek. Ale muzykę z sieci potrafią odtworzyć głośniki za tysiąc złotych. Ja na pewno wolałbym dopłacić jeszcze trochę za gniazdo LAN, lepszy przetwornik oraz obsługę Spotify Connect i AirPlay, co przekształciłoby testowany model w prawdziwy system all-in-one. Jeśli projektanci chcieli pójść w tym kierunku, trzeba było iść na całość. A jeśli nie, chyba wolałbym aby DIA-250S był normalnym, analogowym i odrobinę tańszym wzmacniaczem. Bluetooth i przetwornik z trzema wejściami to w dzisiejszych czasach żaden wypas.

Gato Audio DIA-250S

Gato Audio DIA-250S

Brzmienie

Podobno dla większości klientów kupujących sprzęt audio jego wewnętrzna konstrukcja nie ma żadnego znaczenia. We wzmacniaczu liczy się wygląd, funkcjonalność, możliwość napędzenia wybranych przez nas kolumn, dodatkowe gniazda i oczywiście jakość brzmienia, a co dokładnie za tę jakość odpowiada - czy są to lampy, tranzystory, scalaki czy krasnoludki - jest zupełnie nieistotne. Jeden ze sprzedawców powiedział mi nawet, że dla wielu ludzi sprzęt audio jest jak lodówka. Nikt nie będzie się zastanawiał nad tym jak skonstruowana jest jej sprężarka i jaki jest skład chemiczny czynnika chłodniczego. Interesuje nas natomiast aby lodówka była praktyczna, niezawodna i funkcjonalna, pracowała cicho, miała parę nowoczesnych gadżetów i elegancko prezentowała się w naszej kuchni. Tym, co znajduje się pod tą zewnętrzną powłoką może zaczęlibyśmy się interesować gdyby się zepsuła albo gdybyśmy byli wielkimi pasjonatami sprzętu AGD. Dla audiofilów wewnętrzna budowa wzmacniacza jest bardzo ważna, ale czasami odnoszę wrażenie, że aż za bardzo. Rosnąca popularność modeli pracujących w klasie D jest tego świetnym przykładem. Niektórzy uważają, że jest to tylko sprytny sposób na ograniczanie kosztów produkcji, zapominając, że pierwsze audiofilskie konstrukcje wykorzystujące tę technologię były adresowane do hi-endowców. Kultowy TacT Millennium, pierwsze końcówki mocy NuForce'a... To nie były zabawki dla każdego. Dopiero po pewnym czasie nowa technologia zaczęła pojawiać się w tańszych urządzeniach. Jeszcze dziwniejsze było dla wielu melomanów ich brzmienie. Czytając o sprzęcie cyfrowym, impulsowym, przełączanym lub działającym w jakiś inny, tajemniczy sposób kojarzący się bardziej z procesorem niż typową aparaturą audio, wyobrażali sobie przecież sztuczny, zimny, techniczny dźwięk, a w rzeczywistości konstrukcje te często dawały więcej ciepła i łagodności niż klasyczne wzmacniacze tranzystorowe. I bądź tu człowieku mądry...

Gato oferuje dźwięk, do którego nie trzeba się przyzwyczajać. Dobrze zrównoważony, naturalny, uniwersalny. Można w nim znaleźć niemal idealny balans między przejrzystością a muzykalnością. Z głębokim basem, przezroczystą górą i niemal pozbawionym własnego charakteru zakresem średnich tonów. Naprawdę ciężko jest znaleźć w tym dźwięku coś, do czego można by się było przyczepić.

DIA-250S gra w sposób, który najbardziej przypomina mi charakter typowych modeli hybrydowych. Z jednej strony mamy tu bowiem sporą dawkę przyjemnego dla ucha zagęszczenia i pewien wszechogarniający spokój, ale z drugiej otrzymujemy też głęboki, nasycony i bardzo energetyczny bas, czystą górę pasma i możliwość wejścia na koncertowy poziom głośności kiedy tylko przyjdzie nam na to ochota. Gdybym słuchał tego wzmacniacza z zamkniętymi oczami, byłbym przekonany, że kolumny zasila Unison Research Unico 90, Pathos Logos, Peachtree Audio nova300 albo coś w tym rodzaju. Takie brzmienie można rozpatrywać w kilku kategoriach, bo wydaje się być zgrabnym połączeniem kilku różnych światów. Niskie tony naprawdę robią wrażenie. Co by nie mówić o wzmacniaczach zbudowanych w podobnej technologii, bas tradycyjnie pozostaje ich mocną stroną i integra Gato Audio nie jest tutaj żadnym wyjątkiem. Nie jest to krótki, rytmiczny i kopiący w brzuch dół w stylu niektórych brytyjskich wzmacniaczy, jak Naim, Exposure czy Cyrus, jednak szybkość reakcji jest co najmniej wystarczająca. Aby usłyszeć jakieś oznaki zamazywania się czy zachodzenia na siebie poszczególnych impulsów, trzeba wytoczyć bardzo ciężką, muzyczną artylerię. Jestem przekonany, że podczas odsłuchu naprawdę niewielu audiofilów zwróci na to uwagę, bo DIA-250S czaruje przede wszystkim subwooferowym zejściem, potęgą i skalą brzmienia. Jeśli chcecie poczuć prawdziwą moc, soczyste mięcho i przetaczającą się po pokoju falę uderzeniową, nie ma najmniejszego problemu. W zakresie wysokich tonów duński piecyk stawia na przejrzystość i czytelność, ale bez oznak wyostrzenia czy przejaskrawienia dźwięku. Góra pasma jest zaskakująco czysta i konkretna, ale w żadnym wypadku nie wpada w techniczną suchość i twardość. Podczas odsłuchu wielokrotnie zadawałem sobie pytanie czy DIA-250S w ogóle pokazuje w tej części pasma jakiś własny charakter i doszedłem do wniosku, że jest go bardzo niewiele. Subiektywnie postrzegana rozdzielczość i klarowność ma swoje korzenie w neutralności i rzetelności testowanego wzmacniacza. Wielu audiofilów powie, że wysokie tony w jego wydaniu są dokładnie takie, jakie powinny być i to będzie chyba najlepiej postawiona diagnoza. Środek pasma jest na tym tle zupełnie normalny. Początkowo nie przyciąga uwagi, ale z czasem staje się jasne, że jest to kolejna cecha wynikająca z wysokiej neutralności opisywanego modelu. W zakresie średnich tonów nie powinniśmy usłyszeć nic dziwnego czy nadzwyczajnego, a ponieważ nie został wypchnięty do przodu lub postawiony ponad resztą, idealnie wtapia się w otoczenie. Dopiero kiedy skierujemy swoje radary w stronę wokali, odkryjemy, że DIA-250S daje w tym zakresie bardzo atrakcyjne połączenie czytelności i ciepła. Może czasami chciałoby się aby średnica była ciut odważniejsza, ale duńskiej integry nie da się wytrącić z równowagi.

Gato oferuje dźwięk, do którego nie trzeba się przyzwyczajać. Dobrze zrównoważony, naturalny, uniwersalny. Można w nim znaleźć niemal idealny balans między przejrzystością a muzykalnością. Z głębokim basem, przezroczystą górą i niemal pozbawionym własnego charakteru zakresem średnich tonów. Naprawdę ciężko jest znaleźć w tym dźwięku coś, do czego można by się było przyczepić. Możliwe, że dla miłośników wzmacniaczy lampowych wokale będą zbyt beznamiętne, ale zwolennicy urządzeń idących w stronę wysokiej wierności powinni być ukontentowani. Duńczykom udało się znaleźć rozwiązanie, które sprawdzi się w różnych gatunkach muzycznych i z szeroką gamą kolumn. Ale jest jeszcze coś. DIA-250S ma w rękawie asa, którego może wyciągnąć kiedy tylko podkręcimy głośność. Jest nim dynamika. Ależ ten wzmacniacz ładuje! Kiedy słuchamy ciszej, jeszcze tak bardzo tego nie czuć. W przeciwieństwie do niektórych bardzo mocnych wzmacniaczy tranzystorowych, Gato nie daje po sobie poznać, że dysponuje aż tak dużym zapasem mocy. Ale kiedy przekręcimy potencjometr w prawo, muzyka zaczyna żyć jakby dostała drugą szansę. DIA-250S szybko wkręca się na wysokie obroty, przejmuje całkowitą kontrolę nad sytuacją i karmi membrany kalorycznymi impulsami. Co ciekawe, na niższych poziomach głośności również dogadywałem się z tym wzmacniaczem. Potrafi grać cicho, dając odrobinę turbodoładowania w zakresie niskich tonów, a sprawę dodatkowo ułatwia bardzo precyzyjny układ regulacji głośności. Kiedy jednak dołożymy do pieca, zaczyna się jazda bez trzymanki. Wbrew pozorom, nie każdy wzmacniacz pracujący w klasie D potrafi grać tak dynamicznie. Na papierze wszystko wygląda świetnie, ale w rzeczywistości wiele z tych konstrukcji trzeba traktować niemal jak lampy, dobierając zestawy głośnikowe o przyjaznej impedancji i wysokiej skuteczności. Tutaj raczej nie trzeba się pieścić. Może wciąż są to trochę inne waty, ale jest ich wystarczająco dużo, by właściciel DIA-250S nie musiał zawracać sobie nimi głowy.

Co najlepsze, wszystko to odbywa się w atmosferze spokoju i odprężenia. Na niektórych nagraniach odniosłem wręcz wrażenie, że czas delikatnie zwolnił, dając mi możliwość chłonięcia ulubionych albumów i wpatrywania się w szczegóły ich realizacji bez pośpiechu i jakiejkolwiek nerwowości. Możliwe, że dla niektórych słuchaczy będzie to równoznaczne z niepotrzebnym złagodzeniem brzmienia, ale ja odbieram taki sposób grania jako coś jednoznacznie pozytywnego. Duński wzmacniacz prezentuje muzykę tak, jakby wcześniej bardzo dokładnie ją sobie przeanalizował i przygotował się, aby dać nam maksimum przyjemności ze słuchania. Jest bardzo pewny siebie, a przy tym zupełnie zrelaksowany. O ile taki dźwięk nie zawsze sprawdzi się podczas szybkiego odsłuchu w sklepie, to w długoterminowym kontakcie z każdym dniem doceniamy go coraz bardziej. Jeśli komuś się nie spodoba, to chyba tylko fanom metalu, hardcore'owej elektroniki i brzmienia nastawionego na zmiażdżenie słuchacza podkręconą przejrzystością. Dla mnie jedynym, choć małym minusem w tym świetnie skomponowanym dźwięku jest stereofonia. DIA-250S prezentuje tutaj przyzwoity, ale na pewno nie ponadprzeciętny poziom. Wszystkie instrumenty były na swoich miejscach, scena miała całkiem niezłe rozciągnięcie na boki, ale w wymiarze głębi mogłoby się dziać więcej, a ostrzejszy rysunek pierwszego planu na pewno podniósłby ogólny poziom realizmu brzmienia. Nie wykluczam, że podczas testu udałoby mi się uzyskać nieco lepsze rezultaty gdybym jeszcze trochę popracował nad ustawieniem kolumn i wypróbował inne kable, ale po kilku próbach uznałem, że nic wielkiego nie zwojuję. Gdybym był właścicielem duńskiej integry, na pewno popracowałbym nad tym elementem, ale jako recenzent zrobiłem swoje i postanowiłem opisać uzyskany efekt bez naginania rzeczywistości. Nie zmienia to jednak faktu, że DIA-250S zostawił po sobie niemal same pozytywne wrażenia. To wzmacniacz nie tylko dla audiofilów, ale przede wszystkim dla wymagających melomanów, którzy chcą otrzymać dopracowany i uniwersalny dźwięk w luksusowym opakowaniu.

Gato Audio DIA-250S

Gato Audio DIA-250S

Budowa i parametry

Gato Audio DIA-250S to wzmacniacz zintegrowany, którego nazwa może wydawać się skomplikowana, ale tak naprawdę łatwo ją rozszyfrować. Pierwsze litery w jego symbolu to najprawdopodobniej skrót od Digital Integrated Amplifier, liczba "250" odpowiada maksymalnej mocy oddawanej przy 8 Ω, a dopisek "S" oznacza, że mamy do czynienia z udoskonaloną wersją pierwowzoru tego urządzenia czyli produkowanego wcześniej modelu DIA-250. Z zewnątrz obie wersje zbytnio się od siebie nie różnią, ale producent informuje, że zmiany objęły przede wszystkim układy elektroniczne i rozplanowanie podzespołów wewnątrz obudowy. Wśród najważniejszych udoskonaleń znalazło się całe zasilanie ze zoptymalizowanym filtrem sieciowym, nowy stopień wejściowy i ulepszony stopień wyjściowy, zaprojektowane od nowa stopnie analogowe w przetworniku cyfrowo-analogowym i praktycznie cały tor sygnału cyfrowego. W odróżnieniu od swojego starszego brata, DIA-250S ma także moduł Bluetooth z obsługą aptX. Na stronie producenta można dowiedzieć się, że wszystkie cyfrowe wejścia skalowane są do rozdzielczości 24 bit/192 kHz. Szkoda tylko, że nie wykorzystano DAC-a obsługującego pliki DSD. Wnętrze duńskiego wzmacniacza wygląda dość tajemniczo, ale też bardzo schludnie. Większość układów elektronicznych umieszczono na jednej płytce drukowanej zajmującej mniej więcej 2/3 powierzchni w środku obudowy. Owa płyta główna jest najwyraźniej wspólna dla wzmacniaczy zintegrowanych z serii DIA i przedwzmacniaczy PRD. Znalazły się na niej dwie naklejki - jedna z symbolem testowanego modelu, a druga z jego numerem seryjnym i kodem kreskowym. Widać tu nie tylko moduł przedwzmacniacza z niezależnym stopniem zasilającym, ale także przetwornik oparty na kości PCM1794 Burr-Browna. Główną sekcję zasilania, końcówki mocy i część układów generujących większe zniekształcenia zamknięto natomiast w srebrnej klatce przykręconej do podstawy urządzenia w pobliżu przedniej ścianki. Układy wzmacniające zostały opracowane we współpracy z firmą Pascal Audio specjalizującą się w gotowych modułach stopni wyjściowych. Rozwiązanie bazuje na technice modulacji szerokości impulsu (PMW). Filtrowaniem wysokich częstotliwości będących efektem działania impulsowych stopni końcowych zajmują się pasywne układy składające się z cewki i kondensatora. Jeśli chodzi o parametry, DIA-250S oddaje 250 W na kanał przy 8 Ω i podwaja tę moc przy 4 Ω. Stosunek sygnału do szumu to ponad 110 dB, zniekształcenia utrzymywane są na poziomie poniżej 0,01%, a pasmo przenoszenia rozciąga się od 20 Hz do 20 kHz ze spadkiem zaledwie 0,5 dB. Przy standardowej odchyłce 3 dB otrzymalibyśmy wynik 2 Hz - 70 kHz.

Werdykt

Duńska integra zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie. Świetne wzornictwo, wprost rewelacyjna jakość wykonania, niezła funkcjonalność, intuicyjna obsługa, duży zapas mocy i dźwięk jak z audiofilskiej hybrydy to bardzo atrakcyjna kombinacja, która spodoba się wielu wymagającym melomanom. Ponadto, DIA-250S to coś innego niż klasyczny, nudny wzmacniacz w dużej, niepraktycznej obudowie. Nawet w tym przedziale cenowym rzadko spotyka się urządzenia wyglądające tak pięknie i wykonane w tak perfekcyjny sposób. Uważam jednak, że producent niepotrzebnie opisuje ten model jako wszechstronny wzmacniacz odtwarzający muzykę z każdego źródła, bo łączność Bluetooth i 24-bitowy przetwornik z trzema wejściami to w dzisiejszych czasach nic nadzwyczajnego. Można to potraktować jako dodatek, ale DIA-250S to przede wszystkim bardzo dobry wzmacniacz i tego się trzymajmy. Jeżeli postaracie się o dobre źródło, kolumny i kable, czekają Was same przyjemne odsłuchy.

Gato Audio DIA-250S

Dane techniczne

Wejścia analogowe: 2 x RCA, 1 x XLR
Wyjścia analogowe: 1 x RCA, 1 x XLR
Moc wyjściowa: 250 W/8 Ω, 500 W/4 Ω
Pasmo przenoszenia: 2 Hz - 70 kHz (- 3 dB)
Stosunek sygnał/szum: > 110 dB
Zniekształcenia: < 0,01%
Impedancja wejściowa: 20 kΩ (RCA), 40 kΩ (XLR)
Maksymalny pobór mocy: 1000 W
Wymiary (W/S/G): 10,5/32,5/42 cm
Masa: 10 kg
Cena: 17499 zł

Konfiguracja

Equilibrium Ether Ceramique, Sound Project Nina, Marantz HD-DAC1, Audiobyte Black Dragon, Astell&Kern AK70, Equilibrium Tune 33 Light, Enerr Tablette 6S.

Sprzęt do testu dostarczyła sieć salonów Top Hi-Fi & Video Design. W artykule wykorzystano zdjęcia wykonane przez redakcję portalu StereoLife.

Równowaga tonalna
RownowagaStartRownowaga5Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4RownowagaStop

Dynamika
Poziomy7

Rozdzielczość
Poziomy7

Barwa dźwięku
Barwa5

Szybkość
Poziomy5

Spójność
Poziomy7

Muzykalność
Poziomy6

Szerokość sceny stereo
SzerokoscStereo2

Głębia sceny stereo
GlebiaStereo12

Jakość wykonania
Poziomy8

Funkcjonalność
Poziomy6

Cena
Poziomy5


Komentarze (12)

Pokaż wcześniejsze komentarze
  • Sławek

    Ciekawy wzmacniacz i ciekawa recenzja. Miałem kiedyś odtwarzacz CD Thule Audio Spirit i grał bardzo dobrze, wolałem go niż Micromegę Stagę 5 (odsłuch bezpośredni przez zakupem). Nieprzesadzona detaliczność, spójność i spokój. A te stare kości BB są lepsze od tych nowych, jak np Sabre, bo są muzykalniejsze.

    0
  • Krzysztof

    Jest jeszcze jedna marka, z którą było związanych kilku panów z Gato Audio. Mowa o marce Gamut. Pamięta ktoś jeszcze? Miałem kiedyś przyjemność słuchać monitorów L-3 w salonie na Waliców. Świetna robota, ogromny dźwięk. Moim zdaniem lepsze niż owiane sławą Dynaudio Special 25. Dzisiejsze kolumny Gato Audio są zastanawiająco podobne. Z tego co pamietam, Gamut potem dodał im srebrne pręty takie niby maskownice i wystawił ceny z kosmosu. Potem już się o tej marce nie słyszało...

    0
  • RedBaron

    Do wzmacniaczy Creeka można dokupić moduł DAC (Ruby). Według pomiarów Audio S/N recenzowanego Gato to niestety tylko 71 dB. Co do opinii na temat firmy Beyerdynamic nie będę polemizował albowiem argument o cenie słuchawek jest nieco krępujący. Jeżeli ich flagowe słuchawki kosztowałyby 20 tys zł rozumiem, że firma byłaby prawdziwie audiofilska. Rozumowanie dość tajemnicze lecz też bardzo schludne jak wnętrze tego wzmaka. Słuchałem Gato i nie twierdzę, że to zły produkt. Po prostu przewartościowany lifestyle'owy sprzęt. Relacja wartości elektroniki do obudowy mocno nieproporcjonalna. Taki iPhone (sam używam). Tym nie mniej sama recenzja nie broni się. Co bezpłatnego czytania proszę jednak pamiętać, że ilość reklam i ich cena zależy od ilości wejść na stronę a więc i mojej aktywności. Proponuję nie podążać drogą założycieli firmy Gato - wszystkie ich firmy upadły, także Gamut.

    0
  • Seba

    Do Pana RedBaron - "Proponuję nie podążać drogą założycieli firmy Gato - wszystkie ich firmy upadły, także Gamut." - Faktycznie widać, że brak wiedzy i rozeznania na rynku. No niestety Gamut istnieje i robi świetny sprzęt. Mało tego redakcja What Hi-Fi? używa elektroniki Gamuta jako referencję do testów i porównań. "Stworzyli świetny wzmacniacz klasy D do której włożyli przestarzałą kość DAC" - i znowu to samo :) Wiele firm używa tej kości ze względu na jej wartości brzmieniowe. No ale faktycznie widać, że ktoś lubi tylko nowinki, a nie zawsze są one lepsze. Polecam pozostanie przy swoim iPhone + słuchawki z Media Expert za 20 zł.

    0
  • stereolife

    Nie pisaliśmy o słuchawkach audiofilskich, tylko hi-endowych. Beyerdynamic robi bardzo fajne nauszniki, sami w redakcji korzystamy z trzech różnych modeli i bardzo sobie chwalimy. Ale poziom hi-endu wyznacza sam rynek, a jeśli walka przeniosła się w rejony kilkunastu, nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych i właśnie to są w tej chwili słuchawki reprezentujące szczytowy poziom, to nawet najdroższy model Beyerdynamica trudno nazwać hi-endowym. Szkoda, że firma zatrzymała się w tym temacie i nie nawiązała rywalizacji z innymi, bo z chęcią posłuchalibyśmy co mają do zaoferowania jej nauszniki w cenie Utopii, D8000 albo LCD-4. Inna sprawa, że są na świecie audiofile, którzy startowali z poziomu takich DT 770 PRO, później przesiedli się na T1, a dziś chcieliby pójść jeszcze dalej. Ale w tym celu muszą zmienić dostawcę, bo z oferty Beyera nie wybiorą już nic lepszego. Nawet jeśli chcieliby pozostać wierni tej marce. Milionów takich klientów być może nie ma, ale są to ludzie gotowi wydać duże pieniądze aby zrobić kolejny krok w stronę doskonałości i wejść na poziom, no właśnie - hi-endowy. Tak duża firma mogłaby o nich powalczyć, jednocześnie fundując innym pokaz swoich możliwości technicznych. Skoro tego nie robi, powstaje pytanie w czym problem. Nie widzi co się dzieje na rynku? Nie chce jej się i woli klepać te same, stare słuchawki za sześćset złotych? A może nie ma możliwości technicznych pozwalających na stworzenie czegoś lepszego niż T1?

    Co do ceny testowanego wzmacniacza Gato Audio, też można podejść do tego na kilka sposobów. Jednym z najlepszych jest porównanie z konkurencją, ale ostatecznie każdy zagłosuje własnym portfelem. Jeżeli komuś spodoba się jakość wykonania i dźwięk, a cena nie będzie dla niego stanowiła bariery nie do pokonania, DIA-250S stanie u niego w domu i będzie miał z tego ogromną satysfakcję. Wzmacniacz na pewno byłby o wiele tańszy gdyby nie miał tak pięknej obudowy i nie był wykonany w Danii. Ale wtedy to nie byłby ten sam wzmacniacz, prawda? Niejedna dalekowschodnia firma zginęłaby po trzech miesiącach gdyby tylko musiała wynająć w Danii biuro i zatrudnić paru pracowników. Ale wielu audiofilów narzeka na zalewającą rynek chińszczyznę i niektórzy są w stanie zapłacić o wiele więcej za sprzęt wykonany w Europie. Właściciele kolumn Audiovectora i wzmacniaczy Gryphona "biorą temat na klatę", ale wiedzą, że dostają coś innego. To po prostu widać, tak samo jak w przypadku Gato Audio.

    Natomiast co do reklam, owszem, ma Pan rację. Co jednak nie zmienia faktu, że za wejście na naszą stronę i dostęp do publikowanych tutaj artykułów nikt nie musi płacić. Dla nas to oczywiste, ale nie zawsze tak jest. Kupując gazetę płacimy kilkanaście złotych, a w środku reklamy. Kupując bilet do kina i tak obejrzymy pół godziny reklam i trailerów. Jadąc metrem płacimy za przejazd, a na stacji i w wagonie pełno reklam. W sieci nie jest to jeszcze tak powszechne, ale za dostęp do wielu stron trzeba płacić, jednorazowo lub w formie abonamentu. Jest też wiele stron, na których też są reklamy, a jakość zamieszczanych treści każe wręcz zadać sobie pytanie czy autor robi sobie jaja zarówno z użytkowników, jak i reklamodawców. My uważamy, że muzyka i sprzęt audio to tematy, którymi warto się interesować, dlatego nie zamierzamy naliczać opłat podwójnie, a część lub nawet większość swojej roboty wykonujemy w ramach czegoś, co traktujemy jako misję. Może zabrzmi to górnolotnie, ale tak jest. Brak opłat daje też pewną wolność wyboru. Jeżeli ktoś znalazł na naszej stronie to, czego szukał, albo nawet zechce odwiedzać ją regularnie, to super - po to właśnie to robimy! Ale jeśli uważa, że nasze artykuły są bezwartościowe - trudno. Nikt niczego nie obiecywał, nie kazał wysyłać SMS-a za pięć złotych, kupować prenumeraty za sto złotych ani nawet podawać swoich danych aby później dostarczać co tydzień reklamy i zapraszać na pokaz garnków. A niestety w dzisiejszych czasach można też zapłacić, a dostać towar wątpliwej jakości. My postawiliśmy sobie za cel robić fajne rzeczy, które będą dostępne dla wszystkich bez abonamentu, bez elektronicznego kiosku i bez trzymiesięcznego opóźnienia. Bez reklam to już się trochę nie da, bo przy naszych statystykach sam serwer trochę kosztuje, nie wspominając o innych, znacznie poważniejszych kosztach. Ale jak skreślimy szóstkę w totka, obiecujemy usunąć wszystkie reklamy i pewnie dalej będziemy robili to, co do tej pory. Serio:-)

    0
  • stereolife

    Właśnie otrzymaliśmy ciekawą informację od dystrybutora Gato Audio. Firma zapowiedziała właśnie wprowadzenie nowych wersji wzmacniaczy z serii DIA z funkcjami sieciowymi. Modele te będą oznaczone symbolem NPM (Network Player Module). Ten sam dodatek zostanie wprowadzony również w przedwzmacniaczu PRD3S. Dostępne będą jednak obie wersje każdego z urządzeń, więc będziemy więc mieć zarówno DIA-250S jak i DIA-250S NPM, i analogicznie DIA-400S oraz PRD3S z dodatkowym modułem. Co więcej, obecni posiadacze DIA-250S, DIA-400S i PRD3S będą mogli wykonać upgrade swojego urządzenia do wersji NPM. Oczywiście wymaga to zmiany sprzętowej, której dokona sam producent. Klienci będą więc mogli zgłosić się do dystrybutora, który poprowadzi cały proces przekazując sprzęt do fabryki w Danii. Podobnie wyglądało to już w przypadku ulepszenia DIA-250 do wersji z literą "S". Moduł NPM pozwoli na bezpośrednie strumieniowanie muzyki z serswisów takich, jak TIDAL, Qobuz czy Deezer oraz będzie kompatybilny z UPnP i DLNA. Dodatkowo wzmacniacz z takim rozszerzeniem będzie mógł działać jako tak zwany punkt końcowy dla programu Roon. Od razu zapytaliśmy o ceny nowych wersji, ale nie zostały one jeszcze skalkulowane. Na pewno będzie drożej, ale ile dokładnie - jeszcze nie wiadomo. Obecność modułu NPM ma jednak wyeliminować konieczność podłączania zewnętrznego streamera, de facto zamieniając wzmacniacz w system all-in-one. Publikujemy tę informację w formie uzupełnienia. Oczywiście nie wpływa ona na wyniki testu, ale miło wiedzieć, że producent poszedł ścieżką, którą zauważyliśmy. Kiedy nowe modele pojawią się w sprzedaży, może sprawdzimy co potrafi DIA-400S NPM.

    0
  • Karol

    Ten model wygląda bardzo atrakcyjnie. Urządzenia takich firm muzycznych, jak chociażby ten model są kierowane dla konkretnego klienta, a nie dla większości. Przykładem jest chociażby wyświetlacz na którym niezbyt wiele widać i mała ilość funkcji jak dla mnie. Poza tym model według mnie udany (oceniam po recenzji).

    0
  • Stanisław

    Kolego RedBaron, czepiasz się zupełnie niepotrzebnie. Przejdź się po pokojach na Audio Video Show i zapytaj co audiofile sądzą o markach Avance, Thule czy Gamut, a wątpię byś usłyszał o nich coś negatywnego. Z odtwarzacza Gamuta korzysta w swoim referencyjnym systemie odsłuchowym pan Maciej Stryjecki z "Hi-Fi i Muzyki". Możesz mówić co chcesz, ale człowiek zna się na dobrym dźwięku. O urządzeniach Gato Audio też nie usłyszysz złego słowa. W ubiegłym roku ich pokój był jednym z najlepszych na wystawie. Losy takich manufaktur mogą potoczyć się różnie, to prawda. Składają się na to setki czynników. Wystarczy, że wejdą w życie nowe unijne przepisy albo dostawca konkretnych podzespołów zakończy ich produkcję i firma wpada w tarapaty. Na szczęście zostaje jakość, za którą klienci szybko zaczynają tęsknić. Polecam uwadze przykład Saaba. Firma upadła, bo nie panowała nad finansami. Ale nikt nie twierdzi, że robiła kiepskie auta. Paradoks? Bynajmniej.

    0
  • RedBaron

    Panie Stanisławie, Krzysztofie i Sławku nigdzie nie twierdziłem, że firma Gamut czy Thule tworzyła zły sprzęt. Jednak strategia rozwoju firmy Gamut doprowadziła do zaprzestania produkcji ulubionego CD redaktora Stryjeckiego, którego bardzo szanuję. Obecnie firma została wchłonięta przez konsorcjum Dantex dla pozyskania funduszy umożliwiających przetrwanie (dla zachęty polecam próbę zakupu jakiegoś sprętu od dystrybutorów i sprzedawców z Europy). Aktualny stan firmy Thule Audio nie budzi chyba wątpliwości. Odpowiadając na polemikę pana Seby - siła i błyskotliwość argumentów całkowicie przekonała mnie i postanowiłem skorzystać z pańskich rad. Proponuję skończyć ten wątek. Pozdrawiam.

    0
  • MacP

    Zawsze odrobinę mnie śmieszą te wzmacniacze w ultradesignerskich obudowach (w tym przypadku naprawdę pięknych) za niebotyczne pieniądze, w których umieszcza się moduły OEM w cenie pewnie max 100 USD. Moduły DAC-a to też często jakieś gotowce. W tym Gato siedzą końcówki Pascala (wiem, wiem, podobno "customizowane") w zasadzie dokładnie takie same jak w studyjnej końcówce Monacor STQ-1000D do kupienia za 2000 zł. Jest koszmarnie brzydka, ale płaska i się nie grzeje, można wkopać pod szafkę i przy okazji ukryć zakup przez żoną. Nie wypowiadam się o brzmieniu, bo nie porównywałem tych modeli, ale miałem okazję porównać nieco analogiczną sytuację z drogim wzmacniaczem na gotowych IcePowereach oraz "chińczyka" na dokładnie takich samych modułach. I brzmienie było niemal identyczne, przy różnicy w cenie coś jak 10:1. Warto eksperymentować. W innych (jeszcze tańszych) końcówkach Monacora siedzą na przykład takie same Hypexy, jak w różnych znacznie droższych wzmakach.

    0

Skomentuj

Komentuj jako gość

0

Nowe testy

Poprzedni Następny
JBL L100 Classic

JBL L100 Classic

Czy to nie dziwne, że w czasach błyskawicznego rozwoju technologicznego coraz częściej chcemy wracać do rzeczy, które w imię postępu pogrzebaliśmy pod grubą warstwą kurzu? Wydaje się, że jeszcze trochę,...

Denon AH-D9200

Denon AH-D9200

Japonia to nie kraj, ale stan umysłu. Nie wiem czy sam umiałbym się tam odnaleźć, ale nagłaśniane w mediach historie, tak oderwane od naszych realiów, tylko pogłębiają moją fascynację tą...

ELAC Miracord 50

ELAC Miracord 50

ELAC to firma jednoznacznie kojarzona z zestawami głośnikowymi. Nie ma w tym zresztą nic dziwnego, bo w ich produkcji specjalizuje się od wielu, wielu lat. Niemcy skupili się na kolumnach...

Komentarze

soulmine
Kolego, zwykłe głośniki to masz u siebie w domu. Każda firma ma prawo wystawić za swój produkt taką cenę, jaką uważa za stosowną, a JBL to nie są przypadkowe tr...
Stream
Jeżeli za nowatorski uważa się tak zwany indie rock, to ja zdecydowanie wolę Gretę. Nie słucham muzyki po to, żeby dokonywać dogłębnej analizy, oceniać inspirac...
olejlorenza
Niestety cena tych kolumn to jakiś absurd. Zwykłe głośniki na membranach klepanych od kilkudziesięciu lat z taniego MDF-u pokrytego tanim fornirem czy czymś pod...
Wojtek
Też widziałem w wersji białej za siedem stówek i tak sobie myślę... A jakby mu tak zapakować np 2M Blue albo nawet Bronze, albo jakieś Sumiko Pearl? Do tego doc...

Bannery boczne

Płyty

Virgin Snatch - Vote Is A Bullet

Virgin Snatch - Vote Is A Bullet

W swoich recenzjach wielokrotnie wspominałem o tym, że za granicą Polska metalem stoi. Niejednego naszego rodaka mogłoby zaskoczyć to, w...

Newsy

Pegaso P50A

Pegaso P50A

Na polski rynek wchodzi lampowy wzmacniacz zintegrowany P50A - pierwszy oficjalny produkt marki Pegaso. Została ona założona zaledwie rok temu,...

Nowości ze świata

  • 2018 marks the 35th anniversary for Sonus Faber who welcomed the month of May with the launch of our Sonetto Collection - a declaration of "Made in Italy" representing the world of Italian tradition, culture, and craftsmanship. Today, we continue...

  • 2018-11-09 11:23:00RHA has confirmed the launch of its first true wireless earbuds, the TrueConnect. The earphone is engineered for industry-leading sound and call quality with 25-hour battery life and IPX5 rating. These impressive credentials ensure that the TrueConnect delivers incredible...

  • When Audiolab launched the iconic 8000A in 1983, it swiftly became Britain's favourite 'step-up' from the budget amps of the time. Its crisp ergonomics, high-quality engineering, useful range of facilities and excellent all-round sound won it a legion of fans,...

Prezentacje

Muzyka dla pokoleń - Bryston

Muzyka dla pokoleń - Bryston

Przeglądając strony internetowe i katalogi firm zajmujących się produkcją audiofilskiego sprzętu, prawie zawsze zaglądam do zakładek opisujących ich historię i filozofię. Dziś podobno już niewielu ludzi zwraca na to uwagę, ale prawdziwi hobbyści na pewno interesują się wszystkim, co wiąże się ze sprzętem hi-fi. Sęk w tym, że nie każda...

Poradniki

Dyskografie

Dirge - Metalowy collage

Dirge - Metalowy collage

Dirge to po angielsku lament, zawodzenie, elegia, pieśń żałobna. Jest to również nazwa francuskiej grupy założonej w 1994 roku, niedaleko...

Galerie

30 hitów wystawy High End 2018

30 hitów wystawy High End 2018

Jeżeli chcecie się dowiedzieć co ciekawego będzie się działo na rynku audio w ciągu najbliższych kilku miesięcy, wystarczy wybrać się...

Wywiady

Popularne artykuły

Vintage

Nakamichi RX-505

Nakamichi RX-505

Firma Nakamichi gościła już w naszym kąciku vintage za sprawą jej najsłynniejszego magnetofonu - Dragona, który do dziś jest uznawany...

Partnerzy StereoLife

Rock'n'Roll Will Never Die!
Tytuł mówi w zasadzie wszystko. Blog prowadzony przez naszego specjalistę od szeroko pojętej muzyki rockowej - Pawła Pałasza. Mamy nadzieję, że nie zginie nigdy!
Music On The Head
Muzyczny blog naszego redakcyjnego kolegi, Jarka Święcickiego. O płytach, sprzęcie i ciekawostkach z życia audiofila.
The Rockferry
Blog Zuzanny Janickiej o muzyce i wszystkim, co z nią związane. Nowości, płyty, wydarzenia, zestawienia, wywiady... Prawdziwa kopalnia wiedzy o muzyce.
Sidemainstream
Muzyczny blog Jędrzeja Dobosza. Jak twierdzi sam autor, nieważne czy podąża się autostradą głównego nurtu, czy też pobocznymi, alternatywnymi dróżkami - ważne, aby muzyka była dobra.
Rolowy Świat Muzyki
Blog prowadzącego nasz dział muzyczny Karola Otkały, w skrócie Rola. Mnóstwo dobrej muzyki i nie zawsze poprawnych politycznie komentarzy.

Słownik

Poprzedni Następny

Naskórkowość

Efekt występujący w kablach podczas przesyłania prądu zmiennego. Polega na tym, że gęstość prądu maleje wraz ze zbliżaniem się do wnętrza przewodnika, a mówiąc jeszcze prościej - sygnał zasuwa bardziej...

Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych klikając tutaj.