Bannery górne wyróżnione

Bannery górne

A+ A A-

Bez szumów, bez kabli, bez kompromisów - Sennheiser

  • Kategoria: Prezentacje
  • Paweł Kłodnicki

Bez szumów, bez kabli, bez kompromisów - Sennheiser

Czy znasz firmę Sennheiser? Na to pytanie twierdząco odpowie niemal każdy, kto interesuje się szeroko pojętym sprzętem audio. DJ, prezenter radiowy, producent muzyczny, artysta, gwiazda estrady, kierownik sceny, zapalony gracz, audiofil, a nawet zwyczajny słuchacz mający chrapkę na porządne słuchawki jednej z prestiżowych marek - wszyscy oni prawdopodobnie choć raz zetknęli z tą nazwą. Sennheiser to jeden z największych na świecie producentów sprzętu dla osób lubiących słuchać (słuchawki), ale i dla tych, które lubią być słuchane (mikrofony). Teoretycznie 3/4 świata to jego potencjalni klienci, i tak jest w istocie. Skala działania firmy jest dzisiaj tak ogromna, że jej ofertę trzeba było podzielić na kilka wyspecjalizowanych sekcji. Dział Elektroniki Konsumenckiej tworzy słuchawki i inne produkty audio dla klientów indywidualnych. Dział Systemów Profesjonalnych celuje w muzyków i mówców, ale także branżę lotniczą, radiofoniczną i studia nagraniowe. Dział Systemów Zintegrowanych zajmuje się natomiast sprzętem konferencyjnym i produktami dla osób niedosłyszących. W procesie dostarczania wysokiej jakości dźwięku do naszych uszu, sprzęt Sennheisera może znajdować się zarówno na początku całego łańcucha (na statywie w studiu nagraniowym), jak i na jego końcu (w postaci hi-endowych słuchawek na naszej głowie). Naprawdę trudno wyobrazić sobie kogoś, kto nie znalazłby w ofercie firmy czegoś dla siebie. Ale czy znacie jej historię tak dobrze, jak produkty, z których być może korzystacie na co dzień?

O sile każdej marki decyduje nie tylko szeroki wachlarz propozycji, ogólnoświatowy zasięg czy aktualna kondycja finansowa, ale także jej filozofia i trudna do zdefiniowania tradycja, tworząca się często na linii między producentem a konsumentami. To nie tylko logo, ale także wszystko, co może nam się z nim kojarzyć. Sennheiser może się pochwalić historią sięgającą aż do 1945 roku. Przez te wszystkie lata firma konsekwentnie powiększała swoje portfolio, przy okazji nieraz dokonując prawdziwej rewolucji na rynku. Kultowe mikrofony MD 421 i MD 441, pierwszy na świecie mikrofon bezprzewodowy, lalka imitująca ludzkie odbieranie dźwięku, pionierskie rozwiązania w zakresie redukcji szumów, a także najdroższe i w przekonaniu wielu audiofilów najlepsze słuchawki, jakie powstały - to wszystko dokonania firmy Sennheiser. A jak to wszystko się zaczęło?

Bez szumów, bez kabli, bez kompromisów - Sennheiser

Bez szumów, bez kabli, bez kompromisów - Sennheiser

Bez szumów, bez kabli, bez kompromisów - Sennheiser

Bez szumów, bez kabli, bez kompromisów - Sennheiser

Historia

Jakie kraje odegrały najważniejszą rolę w rozwoju nowoczesnych technologii na przełomie XX wieku? Tu także trudno się spodziewać zaskakującej odpowiedzi. Większość pytanych wskazałaby z pewnością takie państwa, jak Stany Zjednoczone, Japonia, a także Niemcy. Właśnie w tym kraju, w 1923 roku, pewien 11-letni chłopiec skonstruował swoje pierwsze radio. Choć dla tak młodego człowieka musiało to być wybitne osiągnięcie, raczej nikt nie wróżył mu jeszcze sukcesu, jaki miał osiągnąć. Wtedy pewnie nie myślał o tym nawet sam bohater tej opowieści, Fritz Sennheiser. Jak się okazuje, pasjonowała go nie tylko elektronika, ale także architektura krajobrazu. Kiedy przyszedł czas wyboru kierunku studiów, musiał podjąć bardzo ważną decyzję - postawić na kwiaty i zieleń albo kable i urządzenia elektroniczne. Ostatecznie zdecydował się na elektronikę na Politechnice Berlińskiej. Nietrudno więc zgadnąć, która z młodzieńczych fascynacji wzięła górę. Ten wybór już wkrótce zaowocował pierwszymi wielkimi sukcesami.

Wraz z nadejściem II Wojny Światowej, ludzie o takich uzdolnieniach okazali się bardzo potrzebni i cenieni. Już jako doktor politechniki w Hanowerze, Fritz Sennheiser wspierał komunikację armii niemieckiej, przesyłając oddziałom zakodowane wiadomości. Wtedy też, oczywiście dla celów militarnych, pracował nad metodą bezprzewodowego przesyłu fal elektromagnetycznych. Nie jest jednak łatwo dokończyć taki projekt, gdy jednocześnie trzeba się zmagać z ciągłym ostrzałem myśliwców i nalotami bombowców, których ofiarą padały między innymi okolice Hanoweru. Porażka III Rzeszy była gwoździem do trumny, w którym mogła zostać pochowana cała dotychczasowa praca Sennheisera. Ten jednak nie odpuścił i postanowił stworzyć coś nowego, wykorzystując sprzęt, który ocalał z bombardowań.

Na zgliszczach dawnego laboratorium doktora Sennheisera, w miejscowości Wedemark pod Hanowerem, powstała mała firma o nazwie Laboratorium Wennebostel (w skrócie Labor W). Nasz bohater bardzo szybko ją rozwinął, podejmując współpracę z Siemensem. Nie musiał szukać daleko, gdyż jedna z siedzib tego wielkiego koncernu znajdowała się właśnie w Hanowerze. Młoda firma z Wedemark miała do zaoferowania lampowe woltomierze, których jakość była w stanie zaskoczyć jednego z ówczesnych gigantów rynku elektrotechnicznego. Laboratorium Wennebostel szybko zaczęło dostawać poważne zamówienia. Już w 1947 roku firma wprowadziła na rynek pierwszy produkt pod własną marką. Mikrofon oznaczony symbolem MD 2 był zasadniczo wykonaną na prośbę klientów kopią modelu MD 1 produkowanego przez Siemensa. Dwa lata później pojawił się MD 4 - pierwszy mikrofon redukujący poziom szumów otoczenia, zaprojektowany do pracy na lotniskach, dworcach kolejowych i innych miejscach, gdzie potrzebny był niezawodny sprzęt do ogłaszania wyraźnych, dobrze słyszalnych zapowiedzi.

W 1957 inżynierowie Labor W dokonali jednego z największych przełomów w swojej historii. Najpierw wyciągnęli z mikrofonu kabel, a następnie pokazali, że nadal może on funkcjonować. Oczywiście sprawa była odrobinę bardziej skomplikowana z technicznego punktu widzenia, ale dla postronnego obserwatora tak właśnie to wyglądało. SK 1001 był pierwszym na świecie systemem bezprzewodowym tego typu. Żadnych plączących się przewodów, jedynie mikrofon podłączony do niewielkiego nadajnika. Jak można się domyślić, nowy wynalazek znalazł zastosowanie przede wszystkim w telewizji. Było to o tyle łatwiejsze, że firma wprowadziła go na rynek wspólnie z niemieckim nadawcą Norddeutscher Rundfunk. Koncern szybko zaczął udoskonalać swój wynalazek. Już rok później pojawiła się wersja SK 1002, która była mniejsza i bardziej poręczna od pierwowzoru. Przede wszystkim wprowadziła jednak na rynek zupełnie nowy termin – "Mikroport". Urządzenie w formie nadajnika z kablem przetrwało do 1966 roku. Wtedy to Mikroport przeszedł metamorfozę - stał się skrzynką mieszczącą wszystkie komponenty w jednej obudowie. Należało jedynie umieścić kapsułę w nadajniku, by móc się porozumieć na odległość przekraczającą 100 metrów (dokładnie taką, na jaką pozwalał już pierwszy model). Dwa lata później wersja ta ukazała się także w lżejszej formie, zwanej "kieszonkowcem studyjnym". Nazwa "Mikroport" okazała się równie ponadczasowa, co sam produkt, przenikając na stałe do języka potocznego. Do dziś prezenterzy czy komentatorzy zakładają lub poprawiają sobie Mikroport. Prawdopodobnie nawet nie wiedzą, komu zawdzięczają ten luksus.

Bez szumów, bez kabli, bez kompromisów - Sennheiser

Bez szumów, bez kabli, bez kompromisów - Sennheiser

Bez szumów, bez kabli, bez kompromisów - Sennheiser

Bez szumów, bez kabli, bez kompromisów - Sennheiser

Nowa nazwa, nowy rynek, nowe sukcesy

Lata sześćdziesiąte były dla Labor W zarówno okresem dalszego rozwoju, jak i dużych zmian. Do tej pory firma budowała swój kapitał głównie na wielkich kontraktach państwowych, na które jednak coraz rzadziej mogła liczyć. W wyniku tego była zmuszona zwrócić się w stronę rynku prywatnego. Wiązało się to przede wszystkim ze zmianą nazwy. Wybór był oczywisty i od tej pory koncern znany był po prostu jako Sennheiser. Ewolucja wiązała się także z koniecznością podjęcia działań marketingowych, wykonania badań rynku i dokładnego wyczucia potrzeb konsumenta. Choć wydaje się to dziwne, nawet wymyślenie i skonstruowanie prawdziwie rewolucyjnych produktów mogło już nie wystarczyć. Trzeba było wiedzieć, jak je sprzedać, a więc dokładnie poznać oczekiwania konsumentów. Sennheiser niewątpliwie miał do tego nosa i wiedział, jak odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Udowodnił to na samym początku dekady, tworząc mikrofon MD 421, który okazał się komercyjnym strzałem w dziesiątkę. To zresztą jeden z najbardziej cenionych mikrofonów na świecie.

W tym samym dziesięcioleciu koncern postanowił podbić kolejną gałąź rynku audio. Od tej pory klienci Sennheisera mieli nie tylko do czego mówić i czym nagrywać, ale także na czym słuchać. Przy okazji niemieccy konstruktorzy po raz kolejny opracowali produkt, który miał stać się wielkim, rynkowym hitem. HD 414 były pierwszymi na świecie słuchawkami o budowie otwartej. Takie rozwiązanie do dziś dominuje wśród hi-endowych zestawów dedykowanych audiofilom ponieważ wiąże się z minimalizacją elementów osłonowych, mogących zakłócać swobodę przepływu dźwięku z głośnika do ucha. Trzeba jednak wspomnieć, że słuchawki tego typu mają także jedną, dużą wadę - nie izolują użytkownika od dźwięków otoczenia. Mimo to, HD 414 stały się kolejnym bardzo rozchwytywanym "towarem" Sennheisera, który sprzedał się w ilości ponad 10 milionów egzemplarzy, co do dziś stanowi najlepszy wynik sprzedażowy w historii słuchawek pełnowymiarowych (nausznych lub wokółusznych). Warto dodać, że pierwsze modele miały impedancję na poziomie 2000 Ω. Z dzisiejszej perspektywy taka wartość wydaje się absurdalna. Większość nauszników do użytku domowego i mobilnego cechuje się impedancją rzędu 16-64 Ω. Nawet w słuchawkach studyjnych parametr ten rzadko przekracza 300-600 Ω. Kontaktu z obciążeniem 2000 Ω nie przetrwałoby wiele dzisiejszych urządzeń, takich jak smartfony i tablety. Wraz z upływem lat, Sennheiser dostosowywał się więc do potrzeb rynku. W 1995 roku, dokładnie na 50-lecie firmy, HD 414 po raz pierwszy pojawiły się w formie przyjaznej odtwarzaczom przenośnym, z impedancją 52 Ω.

HD 414 to dziś prawdziwa legenda, a nawet ważny punkt zwrotny historii sprzętu audio. Jeśli zajrzycie do katalogu Sennheisera, szybko zorientujecie się, że w topowych modelach przeznaczonych do użytku domowego firma wciąż trzyma się konstrukcji otwartych. HD 600, HD 700, HD 800... Z tego schematu dopiero niedawno wyłamał się nowy flagowiec niemieckiej firmy - HD 820. Co ciekawe, słuchawki otwarte na licencji Sennheisera produkował również japoński koncern Sony, który wykorzystał tę technologię w pierwszej generacji nauszników do swojego wielkiego hitu - Walkmana. Nieczęsto zdarzało się, by japoński gigant elektroniki korzystał z pomysłów kogoś spoza rodzimego kraju, jednak tutaj wybór był oczywisty. Z innych ciekawych rzeczy stworzonych przez Sennheisera w tamtym okresie można wymienić automatyczną sekretarkę telefoniczną opracowaną dla Telefunkena, a także kolejny wielki hit - mikrofon pojemnościowy MKH 416, chętnie stosowany na przykład do nagrywania wokalu czy instrumentów akustycznych. W latach sześćdziesiątych powstał także Oscar - wspomniana na początku lalka wykorzystująca mikrofony tak, aby mogła odbierać dźwięk w sposób podobny do człowieka.

Bez szumów, bez kabli, bez kompromisów - Sennheiser

Bez szumów, bez kabli, bez kompromisów - Sennheiser

Bez szumów, bez kabli, bez kompromisów - Sennheiser

Bez szumów, bez kabli, bez kompromisów - Sennheiser

Na dwa fronty

W kolejnej dekadzie firma dążyła do utrzymania silnej pozycji na rynku mikrofonów i słuchawek, co udaje jej się do dziś. W 1971 roku mikrofon MD 441 zastąpił swojego starszego kuzyna, nie mniej od niego zachwycając zarówno mówców, jak i muzyków. Telewizja i radio dostały system pozwalający zwiększać częstotliwość nadawania z 37 MHz do ponad 450 MHz. W 1975 roku Sennheiser zdjął ludziom słuchawki z uszu, robiąc z nimi to samo, co wcześniej z mikrofonem - odpiął od nich kabel, po czym udowodnił użytkownikom, że wciąż będą działać. Tak narodziły się słuchawki bezprzewodowe, w których transmisja dźwięku opierała się nie na falach radiowych, jak w przypadku profesjonalnych mikrofonów, ale podczerwieni. Metoda ta mogła jednak budzić pewne zastrzeżenia co do jakości brzmienia, ale na zmiany w tym zakresie miał jeszcze przyjść czas.

Na początku lat osiemdziesiątych Sennheiser (wtedy kierowany przez syna Fritza, Jörga) zorientował się, że jego klienci dzielą się nie tylko na mówiących i słuchających, ale także na amatorów i zawodowców. Produkcja została podzielona na sektory domowy i profesjonalny. Właśnie do tej drugiej grupy był kierowany system redukcji szumów otoczenia o nazwie NoiseGard, który znalazł zastosowanie między innymi w lotnictwie. Aktywna wersja tego systemu była pierwotnie opracowywana dla linii Lufthansa. Piloci z całego świata do dziś bardzo cenią sobie rozwiązanie zaproponowane przez Sennheisera. Rok 1982, oprócz istotnej zmiany w strukturze produkcyjnej, przyniósł również kolejne ciekawe produkty. SKM 4031 TV był rozwinięciem koncepcji profesjonalnych mikrofonów bezprzewodowych. Ludzi z branży telewizyjnej nie trzeba przekonywać, że był to produkt użytkowany przez miliony osób na całym świecie. Jednak jeszcze ważniejszy historycznie był model MKH 816, służący do produkcji filmowej, za który w 1987 roku profesor Fritz Sennheiser osobiście otrzymał nagrodę amerykańskiej Akademii Filmowej. Lata osiemdziesiąte firma zwieńczyła dwoma hitowymi produktami - słuchawkami HD 25, które stały się kultowym produktem wśród DJ-ów i realizatorów dźwięku, oraz nadajnikiem wyposażonym w układ pozwalający na wybór częstotliwości - SER 20.

Lata dziewięćdziesiąte Sennheiser rozpoczął z przytupem, od przejęcia Neumanna - uznanego producenta mikrofonów studyjnych, w tym cenionych kapsuł mikrofonowych (z których z czasem Sennheiser zaczął regularnie korzystać). W międzyczasie firma stworzyła prawdopodobnie najdoskonalsze słuchawki na świecie. Zajmiemy się nimi za chwilę, ale nawet wprowadzenie na rynek totalnie odjazdowych nauszników nie odciągnęło Sennheisera od tematu bezprzewodowego przesyłania dźwięku. Rok po ukazaniu się tego dostępnego dla nielicznych rarytasu, klienci otrzymali nową formułę słuchawek bezprzewodowych, opartych na transmisji cyfrowej, która z pewnością była o niebo bardziej atrakcyjna i skuteczna od podczerwieni. Niemieckim inżynierom wreszcie udało się połączyć wygodę użytkowania z jakością nie odbiegającą zasadniczo od tego, z czym mieliśmy do czynienia w słuchawkach przewodowych.

Bez szumów, bez kabli, bez kompromisów - Sennheiser

Bez szumów, bez kabli, bez kompromisów - Sennheiser

Bez szumów, bez kabli, bez kompromisów - Sennheiser

Bez szumów, bez kabli, bez kompromisów - Sennheiser

Legenda Orfeusza

W 1991 roku Sennheiser zaprezentował jeden ze swoich najbardziej rozpoznawalnych produktów. Tym razem nie mówimy jednak o słuchawkach produkowanych w milionach egzemplarzy, ale o urządzeniu, które dla wielu musiało pozostać nigdy niezrealizowanym marzeniem. Orpheus był hi-endowym, skrajnie luksusowym zestawem składającym się z nietypowych nauszników i dedykowanego wzmacniacza lampowego. Absolutna legenda wśród słuchawek, do dziś wyznaczająca najwyższy standard, do jakiego powinni dążyć producenci celujący w najwyższą możliwą jakość dźwięku. Oczywiście nie ma co popadać w kompleksy i pałać natychmiastową chęcią zdobycia tego zestawu. Jest to rzecz wyłącznie dla najbardziej szalonych audiofilów, najdroższy i najbardziej ekskluzywny zestaw słuchawkowy na świecie. W pierwszej edycji wyprodukowano zaledwie 300 sztuk, z czego za każdą trzeba było zapłacić 16000 dolarów. Nie są to jednak słuchawki, które można na szybko założyć i pójść na spacer. Ich działanie oparte jest na przetwornikach elektrostatycznych (bardzo rzadko spotykanych, w przeciwieństwie do powszechnie stosowanych głośników dynamicznych). Taka technologia stawia wzmacniaczowi bardzo wysokie wymagania, których nie spełni zwykła integra ani odtwarzacz ze standardowym gniazdem słuchawkowym. Do napędzenia elektrostatycznego hełmofonu konieczny był specjalny wzmacniacz lampowy połączony ze słuchawkami miedzianym przewodem wielożyłowym w formie płaskiej taśmy.

W procesie projektowania Orpheusa nie brano pod uwagę kosztów ani czasu produkcji. Samo opracowanie zestawu trwało dwa lata, w trakcie których liczyła się wyłącznie najwyższa możliwa jakość dźwięku. Poszczególne elementy i użyte materiały mogłyby znaleźć się w katalogu najbardziej nonszalanckich komponentów używanych do budowy sprzętu audio. Złocona membrana, ażurowe osłony, chromowany i wypolerowany metal, nie mówiąc już o lampach elektronowych selekcjonowanych indywidualnie do każdego kompletu. Jeśli wierzyć zapewnieniom producenta, wybrano je spośród najbardziej udanych egzemplarzy wyprodukowanych przez takie firmy, jak Siemens czy Telefunken. Jak widać, udana współpraca może przetrwać całe dziesięciolecia. Jak można się domyślić, przy tak wysokiej cenie i ograniczonej skali produkcji nie każdy mógł cieszyć się wyjątkowym brzmieniem Orpheusa we własnym domu. Możliwość założenia legendarnych słuchawek na głowę i rozsmakowania się w ich brzmieniu to coś, na co prawdziwi zapaleńcy mogą czekać nawet kilka lat, nie mówiąc już o konieczności pokonania kilkuset lub kilku tysięcy kilometrów, aby to marzenie zrealizować. Oryginalny Orpheus jest już praktycznie nie do zdobycia. Właściciele tego zestawu niezwykle rzadko i niechętnie się go pozbywają. Każdy zachowany w dobrym stanie egzemplarz to nie tylko lokata kapitału, ale nawet stale zyskująca na wartości inwestycja.

Podobnie, jak z zabytkowymi samochodami, nikt nie ma wątpliwości, że dokładnie takich samych modeli już nigdy nie będzie można kupić w salonie. Wiele firm chętnie odwołuje się jednak do tak legendarnych konstrukcji, a nawet podejmuje udane próby przebicia swoich wcześniejszych dokonań, odtwarzając charakter kultowych produktów przy użyciu nowoczesnych materiałów. Ku zaskoczeniu audiofilów, na taki krok zdecydował się także Sennheiser, prezentując w 2015 roku model HE 1, zaprojektowany od zera jako spadkobierca zestawu HE90/HEV90. Dostojny, nieco oldschoolowy wygląd oryginalnego Orpheusa ustąpił bardziej nowoczesnemu wzornictwu, a także pełnej automatyzacji. Elementy takie, jak lampy czy pokrętła wysuwają się po włączeniu sprzętu i w taki sam sposób chowają się w marmurowej obudowie po jego wyłączeniu. Całość jest też nieco bardziej zwarta, a słuchawki i lampy otrzymały własne "schowki" chroniące je przed uszkodzeniami. Nauszniki wyjmujemy więc z luksusowego puzderka zintegrowanego ze wzmacniaczem. Nawiasem mówiąc, jego pokrywa również unosi się automatycznie. Znaczny postęp dokonał się także w kwestii złączy. Pierwszy Orpheus miał tylko wejścia liniowe, podczas gdy nowy ma cały szereg gniazd analogowych (zbalansowanych i niezbalansowanych), a także cyfrowych. Zadbano nawet o takie szczegóły, jak hipoalergiczna mikrofibra, z której wykonane są poduszki słuchawek. Specyfikacja techniczna HE 1 robi niesamowite wrażenie. Warto przytoczyć tu chociażby pasmo przenoszenia rozciągające się od 7 Hz do 100 kHz. No i cena... 50000 euro.

Trudno się dziwić, że nowy Orpheus jest produktem wzbudzającym skrajne emocje. Choć są to z reguły pozytywne reakcje (audiofile i recenzenci stawiają go za wzór), to w sieci można też spotkać mniej przychylne opinie, kwestionujące sens tak wydumanych rozwiązań konstrukcyjnych, a czasem wręcz powątpiewających w ich możliwości. Trudno jednoznacznie stanąć po którejś stronie barykady bez sprawdzenia tych słuchawek samemu. Sennheiser od czasu do czasu daje audiofilom taką możliwość, choć oczywiście nie każdemu udaje się z niej skorzystać. Firma z dumą prezentuje zestaw HE 1 na największych targach i wystawach. Raczej nie po to, aby go wypromować, a jako swoisty pokaz swoich możliwości technicznych i brzmieniowych. Polacy także mieli możliwość przetestowania tego sprzętu podczas wystawy Audio Video Show w 2016 i 2017 roku. Dodatkowo, na pierwszej z tych edycji pojawił się jeden z trzystu egzemplarzy oryginalnego Orpheusa. Szczęśliwcy mieli więc okazję porównać ze sobą obie wersje, co dla audiofilów jest jak skreślenie szóstki w totka w dwóch kolejnych losowaniach. Legenda głosi, że podczas jednej z wystaw kolejka do odsłuchu była tak duża, że do utrzymania porządku konieczna była ochrona.

Bez szumów, bez kabli, bez kompromisów - Sennheiser

Bez szumów, bez kabli, bez kompromisów - Sennheiser

Bez szumów, bez kabli, bez kompromisów - Sennheiser

Bez szumów, bez kabli, bez kompromisów - Sennheiser

Bez szumów, bez kabli, bez kompromisów - Sennheiser

Ostatnie dekady i czasy współczesne

Większą część lat dziewięćdziesiątych firma poświęciła niemal w całości mikrofonom bezprzewodowym, których popularność i dostępność w tamtym czasie zaczynały powoli osiągać apogeum. Pozycja Sennheisera na tym rynku wciąż była nie do zachwiania, a sytuację poprawiła dodatkowo nowa seria Evolution, wprowadzona w 1999 roku. To najbardziej rozchwytywane mikrofony Sennheisera, do dziś regularnie prezentowane potencjalnym klientom. Seria jest przeznaczona przede wszystkim do nagrywania wokali, prezentacji czy pracy na scenie, w związku z czym jest szczególnie ceniona wśród muzyków czy prezenterów. Już pierwsza generacja - Evolution Wireless G1 - była ogromnym sukcesem, kontynuowanym przez serię G2 z 2004 roku. Wraz z nadejściem trzeciej generacji, Sennheiser rozszerzył ofertę do granic możliwości. W katalogu pojawiły się mikrofony ręczne, nagłowne i krawatowe, a także systemy instrumentalne i odsłuchowe. W konsekwencji Evolution Wireless G3 to najliczniejsza na rynku seria systemów bezprzewodowych, używanych przy organizacji wielkich wydarzeń, takich jak koncerty, gale i konferencje. Aby zadowolić klientów szukających tańszego zamiennika, koncern wprowadził na rynek serię XSW, która spotkała się z równie ciepłym przyjęciem. Łatwo się domyślić, że w kolejnych latach seria Evolution była oczkiem w głowie niemieckiej firmy. Kolejnym krokiem naprzód był system 1G8 zdolny do pracy na częstotliwości 1,8 GHz, co do dziś jest rzadkością. W tym czasie mikrofony bezprzewodowe wkraczały w świat cyfrowy, na co Sennheiser był zmuszony zareagować. Ze modelem Digital 9000 spisał się pierwszorzędnie, tworząc jedyny wówczas system zdolny do transmitowania dźwięku bez jakiejkolwiek kompresji.

Patrząc na bogatą historię Sennheisera można dojść do wniosku, że nawet gdybyśmy wycięli z niej jedną czy dwie dekady, nie zrobiłoby to większej różnicy, bo firma wciąż miałaby w katalogu mnóstwo doskonałych produktów i mogła się pochwalić wieloma pionierskimi dokonaniami. Możliwe, że taka przerwa nie wpłynęłaby także na dzisiejszą pozycję manufaktury założonej w 1945 roku. Na pewno nie dotyczy to jednak szeroko pojętego rynku komercyjnego, który wciąż się zmienia i dosłownie z miesiąca na miesiąc łaknie nowych doznań, przy czym każdy kolejny impuls winien być silniejszy od poprzedniego. Uparcie i sukcesywnie utrzymywany status rekina biznesu słuchawkowo-mikrofonowego nie zwalniał Sennheisera z konieczności ciągłego zaspokajania nowych potrzeb, dostrzegania trendów i konsekwentnego udowadniania całemu światu, że ciężko zapracował sobie na swój prestiż. Połączenie fachowej wiedzy i ogromnego doświadczenia w reagowaniu na zmieniające się oczekiwania klientów przyniosły oczekiwane efekty, dzięki czemu Sennheiser jest dziś postrzegany jako lider rynku słuchawek konsumenckich. Lekka stagnacja miała miejsce jedynie na przełomie XX i XXI wieku. Orpheus, choć jest potężną bronią reklamową, z oczywistych względów nie mógł zawojować rynku, a na następcę wprowadzanych kolejno modeli HD 600 i HD 650 trzeba było czekać aż sześć lat. Kiedy jednak długo oczekiwany model HD 800 wreszcie się pojawił, z miejsca stał się kolejnym flagowcem firmy, która już nigdy nie pozwoliła sobie na tak długą przerwę.

Od 2010 roku Sennheiser znów zaczął wojować na dwóch frontach jednocześnie. W ostatniej dekadzie praktycznie nie było roku, w którym firma nie pokazałaby czegoś przełomowego lub przynajmniej bardzo interesującego z punktu widzenia normalnego konsumenta. Raz była to kontynuacja lub modyfikacja dobrze już znanego produktu lub serii, jak system Evolution 1G8, a raz coś kompletnie nowego, jak Digital 9000, za sprawą którego Sennheiser wkroczył w świat bezprzewodowej transmisji cyfrowej. Melomanów z pewnością najbardziej zainteresuje konsumencka część katalogu niemieckiej firmy. W 2012 roku wprowadzono na rynek pierwsze słuchawki z serii Momentum. Eleganckie, dopracowane i wykonane z wysokiej jakości materiałów nauszniki okazały się strzałem w dziesiątkę, szczególnie dla osób szukających audiofilskiego sprzętu do użytku domowego i przenośnego. Seria powiększyła się więc o kolejne modele - nauszne, wokółuszne i dokanałowe, a ostatnio także bezprzewodowe. W 2014 roku w ofercie pojawiła się linia Urbanite zawierająca jeszcze bardziej dizajnerskie i młodzieżowe słuchawki, idealne do smartfona. Jednocześnie zaprezentowano pierwszą serię cyfrowych mikrofonów bezprzewodowych dla półprofesjonalistów - Evolution D1. Rok później firma wprowadziła pierwsze zamknięte słuchawki audiofilskie HD 630VB z innowacyjnym systemem regulacji niskich tonów na drodze akustycznej. W sprzedaży pojawiła się także druga generacja serii Momentum, a w segmencie profesjonalnym nie lada ciekawostka - wyspecjalizowany system bezprzewodowy AVX dla twórców filmów, vlogerów i youtuberów. W 2016 roku Sennheiser odświeżył klasyczne serie słuchawek HD 2, HD 4 i HD 5. Z punktu widzenia audiofilów szczególnie ważna jest ta ostatnia. Wielu traktuje ją jako tańszy odpowiednik hi-endowych modeli, takich jak HD 600 i HD 650. Kolejny rok również obfitował w ciekawe nowości. Powstały wtedy między innymi ultranowoczesne słuchawki PXC 550 Wireless, które zdaniem producenta wniosły układy aktywnej redukcji hałasu otoczenia na nowy poziom. Z punktu widzenia audiofilów najważniejszą premierą były jednak słuchawki HD 660 S będące bezpośrednim następcą modelu HD 650 wykorzystującym technologię zaczerpniętą niemal bezpośrednio z droższych nauszników HD 700. Profesjonalistom zaproponowano natomiast pierwszy dwukanałowy system bezprzewodowy w jednym racku - Digital 6000.

Rok 2018 przyniósł chyba najmocniejsze uderzenie produktowe i technologiczne jeśli chodzi o sprzęt konsumencki. Już w styczniu zapowiedziano premierę słuchawek HD 820, które bezceremonialnie zajęły topową pozycję w katalogu, spychając z tego miejsca model HD 800 S. Dynamiczne słuchawki zaskoczyły audiofilów swą konstrukcją. Zastosowano bowiem zamknięte nauszniki, w których przetworniki można zobaczyć z zewnątrz, a to dzięki pokrywom wykonanym z niezwykle wytrzymałego szkła Gorilla Glass. HD 820 zaprojektowano tak, aby idealnie współpracowały ze wzmacniaczem HDV 820. Niemcy twierdzą, że taki komplet stanowi realną i nieporównywalnie tańszą alternatywę dla zestawu HE 1, co samo w sobie świadczy o wysokiej jakości tego systemu. Sennheiser wykonał także ukłon w stronę graczy, oddając w ich ręce zestawy słuchawkowe z serii GSP. Co ciekawe, w tej serii firma konsekwentnie trzyma się konstrukcji otwartej, mającej umożliwić uzyskanie maksymalnie naturalnego brzmienia. Najnowszy model GSP 550 potęguje te doznania dostarczając użytkownikom realistyczny dźwięk przestrzenny 7.1 Dolby Surround. Aby gracze mogli korzystać z takich słuchawek również po zakończeniu rozgrywki, niektóre efekty można wyłączyć, wciąż ciesząc się dźwiękiem wysokiej jakości. Na targach IFA w Berlinie Sennheiser zaprezentował słuchawki Momentum True Wireless - dokanałówki w formie osobnych pchełek, z których każda montowana jest w uchu bez żadnego kabla łączącego oba kanały czy dodatkowego odbiornika. Wśród najciekawszych nowości skierowanych do profesjonalistów znalazły się natomiast słuchawki dokanałowe do monitoringu dousznego IE 40 PRO oraz nowa generacja popularnych bezprzewodowych mikrofonów Evolution Wireless G4. Jedną z najbardziej innowacyjnych premier, które mogą zainteresować zwykłych użytkowników był natomiast pierwszy komercyjnie dostępny produkt z systemem Ambeo. Ambeo Smart Headset to pierwszy na świecie przenośny zestaw słuchawkowy do nagrań dźwięku w 3D. Binauralne nagrania zarejestrowane z jego użyciem mają zapewniać niezwykłe wrażenie trójwymiarowości, umieszczając słuchacza w środku wydarzeń i przekazując kierunek emisji dźwięku wraz z naturalną akustyką danego miejsca. Ambeo Smart Headset to coś w rodzaju dokanałówek z mikrofonami po zewnętrznej stronie i dodatkowym modułem zawierającym przetwornik cyfrowo-analogowy, sterowanie, zasilanie i przedwzmacniacz dla mikrofonu. Do dyspozycji mamy też kilka ciekawych funkcji, jak systemy redukujące zniekształcenia dźwięku. Najlepsze jest jednak to, że Ambeo Smart Headset współpracuje z urządzeniami pracującymi pod kontrolą systemu iOS i wyposażonymi w złącze Lightning. Wystarczy więc podłączyć te "słuchawki" do iPhone'a aby zarejestrować dźwięk 3D. Czy to oznacza, że ta technologia wreszcie się przyjmie? Czas pokaże. Jeśli nie, Sennheiser na pewno zaproponuje nam coś równie odjazdowego.

Bez szumów, bez kabli, bez kompromisów - Sennheiser

Bez szumów, bez kabli, bez kompromisów - Sennheiser

Bez szumów, bez kabli, bez kompromisów - Sennheiser

Bez szumów, bez kabli, bez kompromisów - Sennheiser

Bez szumów, bez kabli, bez kompromisów - Sennheiser

Bez szumów, bez kabli, bez kompromisów - Sennheiser

Filozofia pana doktora, jego synów i wnuków

Przyglądając się historii tak wielkiej firmy, trudno jest skupiać się tylko na wybranych produktach, a próba wypisania ich wszystkich jest z góry skazana na porażkę. Wszystkie przytoczone wyżej przykłady można więc traktować co najwyżej jako kamienie milowe. To tylko ważne przystanki na drodze, która jest bardzo długa i - jak to u naszych zachodnich sąsiadów - mało wyboista. Aby w pełni zrozumieć czym było i czym jest dzisiaj przedsiębiorstwo założone przez Fritza Sennheisera, należy przyjrzeć się jego filozofii. Nie ukrywam, że jest to chyba najtrudniejsze zagadnienie z możliwych. Jakie bowiem kryteria pozwalają jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie czym kierują się spadkobiercy tego rodzinnego biznesu? Obserwacja działania, sukcesów i porażek to prosta sprawa, ale niełatwo jest dostrzec właściwy cel oraz to, czy tak naprawdę udało się go osiągnąć. Hasła reklamowe to jedno, konkretny produkt i jego jakość z punktu widzenia odbiorcy to drugie, a obrany przez producenta ideał to jeszcze inna kwestia. Tym samym zamiast przedstawiać jedną wizję, poskładaną z dziesiątek doniesień, zapewnień i informacji, zaproponuję trzy punkty widzenia, z których można na to spojrzeć i które w przypadku Sennheisera przynajmniej częściowo się sprawdzają.

Pierwszy to perspektywa konsumenta. Tutaj sprawa wydaje się najprostsza. Z jednej strony każdy z nas jest inny, ale chcąc kupić słuchawki lub mikrofon szukamy zawsze jak najlepszego i możliwie jak najtańszego towaru, którego lista plusów i minusów będzie zdominowana przez te pierwsze. O ile w konkurencji cenowej Sennheiser nie jest najlepszą z możliwych opcji (choć można w jego katalogu znaleźć sprzęt budżetowy, zawsze znajdzie się jakiś no-name oferujący niższe ceny), tak wysoka jakość jego produktów jest sprawą niemalże bezdyskusyjną. Negatywnych głosów nie uniknie nikt, ale nieustanne zachwyty, tysiące pozytywnych recenzji i pochlebnych opinii, a także różne mity i legendy nie wzięły się znikąd. Można dyskutować na temat jakości poszczególnych produktów i sensu niektórych rozwiązań, ale jedno jest pewne - Sennheiser zna się na swojej robocie.

Druga metoda to zawierzyć słowom producenta. Dobry marketing i promocja to jedna z podstaw w każdym biznesie, zwłaszcza dzisiaj, gdy każdy krzyczy ile sił, że to właśnie on produkuje i wie wszystko najlepiej. Każdy szanujący się koncern (im większy, tym bardziej się tego oczekuje) umie jasno określić swój cel i kierunek działania. Słowa takie jak "wizja" czy "przyszłość" nie tylko pięknie brzmią, ale też świetnie sprawdzają się jako kamuflaż, kiedy trzeba odpowiedzieć na pytanie co właściwie chcielibyśmy osiągnąć. Za słowami muszą stać także czyny i skutki, bo, cytując kaprala Wiadernego z filmu Kroll, "na gębę nic nie wyjaśnisz". Sennheiser do skromnych nie należy, ma jednak argumenty na swoją obronę. Trudno kwestionować takie slogany, jak "kształtujemy przyszłość", "mamy wizję" czy "jesteśmy międzynarodowi", skoro produkty Sennheisera są skierowane do każdego i sprzedają się na całym świecie, a firma ma za sobą wiele pionierskich dokonań. Gdy zestawić to z innymi twardymi danymi, można mniej więcej zorientować się, jak Sennheiser postrzega swoją filozofię i w jaki sposób ją realizuje.

Trzecia metoda to spojrzeć na historię. Sennheiser jest dziełem człowieka, który już w trakcie II Wojny Światowej myślał o zaawansowanych systemach bezprzewodowych. Już sam ten fakt mówi nam co stoi u samych fundamentów filozofii koncernu. Z perspektywy czasu okazało się, że cała jego działalność jest podporządkowana tej idei. Nie uniknęły tego ani mikrofony ani słuchawki i to właśnie Sennheiser w obu przypadkach najgłośniej powiedział przewodom "stop". Niektórym producentom w dalszym ciągu się to nie udało.

Sennheiser w liczbach

Siedziba i najważniejsza fabryka Sennheisera niezmiennie mieści się w miejscowości Wedemark, jednak oprócz tego firma posiada także dwa inne zakłady - w Tullamore w Irlandii i w Albuquerqe w Stanach Zjednoczonych. Każdy z nich ma swoje zadania. Oddział w Niemczech to główny ośrodek produkcyjny i badawczy koncernu, a także jego centrum dowodzenia. Produkcja tutaj jest skoncentrowana na rynku hi-end i sektorze profesjonalnym. Oddział w Irlandii skupia się na tworzeniu słuchawek, produktów audiologicznych, systemów zintegrowanych i głośników monitorowych. Fabryka w USA to przede wszystkim ośrodek produkcji mikrofonów bezprzewodowych i systemów monitorowania, a także przyczółek firmy na ogromnym rynku amerykańskim i punkt wsparcia logistycznego dla azjatyckich partnerów Sennheisera.

W marcu tego roku Sennheiser ogłosił plany wybudowania kolejnej fabryki w Rumunii, w miejscowości Braszów. Celem jest poszerzenie wpływów na rynku europejskim (który generuje większą część rocznego dochodu Sennheisera) i możliwości szybkiego reagowania na oczekiwania konsumentów. Jak twierdzi sam prezes firmy, Andreas Sennheiser, miejsce to zostało wybrane właśnie ze względu na jego silne powiązania z europejską strefą ekonomiczną. W Braszowie mieści się Industrial Park Brasov - firma zajmująca się udostępnianiem różnym przedsiębiorstwom budynków pod zakłady produkcyjne. W kwestii produkcji nowa fabryka Sennheisera prawdopodobnie będzie się koncentrować na rynku konsumenckim.

Firma otwiera na całym świecie niezwykle nowoczesne, chciałoby się nawet powiedzieć - awangardowe salony firmowe. Jeden z punktów zlokalizowany jest w nowojorskim terminalu transportowym Oculus. W modnej dzielnicy SoHo otwarto natomiast lokal wzorowany na jednym z berlińskich salonów Sennheisera. Nowojorczycy mogą dosłownie zanurzyć się w przyszłości audio, wchodząc do sklepu przez specjalny "tunel dźwiękowy", w którym krok po kroku odgłosy miasta zanikają, dzięki czemu wyostrza się nasz zmysł słuchu. Doznania dźwiękowe są uzupełniane wizualnie - tunel prowadzi zwiedzającego do obszaru z wielkoformatowymi zdjęciami ilustrującymi historię firmy. Nagrodą za przejście tego labiryntu jest możliwość zapoznania się, w całkowitej ciszy i komfortowym otoczeniu, z możliwościami flagowego zestawu HE 1. Z podobnym podejściem można było zetknąć się chociażby podczas ubiegłorocznej wystawy Audio Video Show, kiedy to ten wyjątkowy sprzęt był prezentowany w osobnym pawilonie w towarzystwie hi-endowych źródeł i akcesoriów.

W 2017 roku Sennheiser osiągnął obrót rzędu 667,7 mln euro, co stanowi lekki wzrost w porównaniu do zeszłego roku (658,4 mln). 351,7 mln stanowi dochód z Europy, Afryki i Środkowego Wschodu, 174,5 mln to zasługa obu Ameryk, zaś pozostałe 141,5 mln pochodzi z Azji, Australii i Pacyfiku. Ciekawie prezentuje się podział obrotu ze względu na sektory. Mogłoby się wydawać, że firma jest w stanie zarobić najwięcej na współpracy z profesjonalistami - dyrektorami scen, sal koncertowych i studiów nagraniowych, a także organizatorami gal i konferencji, instalatorami, dźwiękowcami pracującymi dla radia i telewizji oraz gwiazdami muzycznego biznesu, do których zaliczają się między innymi Pink, Katy Perry czy Beyonce. Tymczasem jeden dział sektora konsumenckiego generuje większy obrót, niż dwa działy sektora profesjonalnego. Można więc wnioskować, że największe "wzięcie" w ofercie Sennheisera mają słuchawki, ponieważ profesjonaliści częściej interesują się mikrofonami. Obecnie Sennheiser zatrudnia 2833 pracowników. Zresztą akurat w tej kwestii nigdy nie miał kłopotów. Już cztery lata po założeniu w firmie pracowało około 100 osób, co jak na warunki dotkniętego wojną kraju było wynikiem przynajmniej godnym pochwały. Co ciekawe, aż 52% pracowników Sennheisera jest zatrudnionych na terenie Niemiec.

Bez szumów, bez kabli, bez kompromisów - Sennheiser

Bez szumów, bez kabli, bez kompromisów - Sennheiser

Bez szumów, bez kabli, bez kompromisów - Sennheiser

Bez szumów, bez kabli, bez kompromisów - Sennheiser

Bez szumów, bez kabli, bez kompromisów - Sennheiser

Bez szumów, bez kabli, bez kompromisów - Sennheiser

Bez szumów, bez kabli, bez kompromisów - Sennheiser

Epilog

Sennheiser od początku wydaje się bardzo spójnie i stabilnie prowadzoną firmą. Nic w tym dziwnego, skoro do dziś rządzą nią kolejne pokolenia Niemców o tym samym nazwisku. Zamiast listy dyrektorów firmy można by po prostu pokazać fragment drzewa genealogicznego Sennheiserów w linii męskiej, zaczynając od profesora Fritza. Od 2013 roku dyrektorami generalnymi koncernu są jego wnukowie - Andreas i Daniel. Można więc założyć, że będą oni kontynuować tradycję rodzinnego biznesu i misję swojego dziadka - łączyć dwa światy, które z pozoru stoją na przeciwnych biegunach, ale też nie mogą istnieć bez siebie nawzajem. Nie sposób natomiast zgadywać jakie będą ich kolejne kroki. Sennheiser już ponad siedemdziesiąt lat tworzy sprzęt dla wszystkich możliwych grup zawodowych i hobbystycznych. Nie wiem co musiałoby się stać, by tak potężna firma nie była w stanie podtrzymać dobrej passy przechodzącej z pokolenia na pokolenie. Z dużym prawdopodobieństwem można założyć, że historia Sennheisera będzie trwała w najlepsze. A czy z perspektywy czasu ważniejszym produktem okażą się słuchawki HD 820, mikrofon Evolution D1 czy zestaw Ambeo Smart Headset? Ta część opowieści będzie już toczyła się na naszych oczach.

Artykuł powstał we współpracy z firmą Aplauz.

Komentarze

  • Brak komentarzy

Skomentuj

Komentuj jako gość

0

Nowe testy

Poprzedni Następny
Bluesound Powernode 2i

Bluesound Powernode 2i

Zastanawialiście się kiedyś jaka jest różnica między melomanem a audiofilem? Odwołując się do definicji słownikowych i encyklopedycznych, meloman to po prostu miłośnik muzyki, natomiast audiofil to osoba szczególnie zainteresowana wysoką...

DALI Oberon 3

DALI Oberon 3

Większość producentów sprzętu audio uwielbia wabić klientów opowieściami o swojej historii i wielkiej pasji, która narodziła się w jakichś ciekawych okolicznościach. W studiu nagraniowym, podczas koncertu na żywo lub wspólnego...

Yamaha MusicCast VINYL 500

Yamaha MusicCast VINYL 500

Yamaha jest jedną z nielicznych firm w branży audio, do których poczynań w ostatnich latach ciężko się przyczepić. Niektórzy producenci sprzętu zapomnieli o konieczności rozwijania swoich urządzeń i markują postępy...

Komentarze

Damian
O masz, kolejny... Przeczytał, że człowiekowi z wiekiem zmienia się pasmo przenoszenia, stwierdził że różnice między kablami są niesłyszalne i cześć, koniec tem...
Pablo
Dziwne, że w tych wszystkich dyskusjach o brzmieniu audio nikt nie zwraca uwagi na parametry uszu słuchacza. A uszy są najbardziej niestabilnym "elementem toru ...
Oleg
Testowali Państwo kiedyś Pylon Audio Diamond Monitor i na wykresach wyglądają bardzo podobnie poza muzykalnością w tym wypadku plus dla Oberonów 3. Czy mimo wsz...
JK
Przetestowane w sklepie trzy sztuki też buczą...
Paweł
Fajnie napisane.

Bannery boczne

Płyty

Closterkeller - Purple

Closterkeller - Purple

Pochodzący z Warszawy Closterkeller to jedna z kilku grup rockowych, które zadebiutowały w Polsce na fali przemian politycznych po 1989...

Newsy

Polk Audio Assist

Polk Audio Assist

Firma Polk Audio oficjalnie wprowadza na polski rynek najnowszy model w swojej gamie produktów - inteligentny głośnik o nazwie Assist....

Poradniki

Dyskografie

Dirge - Metalowy collage

Dirge - Metalowy collage

Dirge to po angielsku lament, zawodzenie, elegia, pieśń żałobna. Jest to również nazwa francuskiej grupy założonej w 1994 roku, niedaleko...

Galerie

30 hitów wystawy High End 2018

30 hitów wystawy High End 2018

Jeżeli chcecie się dowiedzieć co ciekawego będzie się działo na rynku audio w ciągu najbliższych kilku miesięcy, wystarczy wybrać się...

Popularne testy

Wywiady

Vintage

Dynaudio Arbiter

Dynaudio Arbiter

Choć ceny hi-endowego sprzętu potrafią przyprawić o zawrót głowy, zapewne zdziwilibyście się, jak kosztowne i ekstremalnie dopracowane urządzenia zachowywane są...

Partnerzy StereoLife

The Rockferry
Blog Zuzanny Janickiej o muzyce i wszystkim, co z nią związane. Nowości, płyty, wydarzenia, zestawienia, wywiady... Prawdziwa kopalnia wiedzy o muzyce.
Rock'n'Roll Will Never Die!
Tytuł mówi w zasadzie wszystko. Blog prowadzony przez naszego specjalistę od szeroko pojętej muzyki rockowej - Pawła Pałasza. Mamy nadzieję, że nie zginie nigdy!
Sidemainstream
Muzyczny blog Jędrzeja Dobosza. Jak twierdzi sam autor, nieważne czy podąża się autostradą głównego nurtu, czy też pobocznymi, alternatywnymi dróżkami - ważne, aby muzyka była dobra.
Rolowy Świat Muzyki
Blog prowadzącego nasz dział muzyczny Karola Otkały, w skrócie Rola. Mnóstwo dobrej muzyki i nie zawsze poprawnych politycznie komentarzy.
Music On The Head
Muzyczny blog naszego redakcyjnego kolegi, Jarka Święcickiego. O płytach, sprzęcie i ciekawostkach z życia audiofila.

Słownik

Poprzedni Następny

Ferrofluid

Ciecz magnetyczna - substancja o właściwościach możliwie zbliżonych do cieczy, która w odróżnieniu od typowych cieczy jest w warunkach pokojowych dobrym paramagnetykiem i ulega silnej polaryzacji magnetycznej w obecności zewnętrznych...

Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych klikając tutaj.